Brak najwyższych władz na pogrzebie gen. Ścibora-Rylskiego. Ostre słowa gen. Różańskiego

Brak najwyższych władz na pogrzebie gen. Ścibora-Rylskiego. Ostre słowa gen. Różańskiego

Uroczystości pogrzebowe gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego
Uroczystości pogrzebowe gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
„Ceremonia pogrzebowa generała Ścibor-Rylskiego stała się papierkiem lakmusowym relacji rządzących do weteranów i bohaterów w mundurach” – ocenił gen. Mirosław Różański. W piątkowym pogrzebie weterana nie uczestniczył nikt z najwyższych władz. Premiera i prezydenta reprezentowali urzędnicy, a MON przesłało jedynie wiązankę.

W piątek w rodzinnym grobie na Cmentarzu Powązkowskim spoczął generał Zbigniew Ścibor-Rylski, powstaniec warszawski, żołnierz Armii Krajowej, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. W trakcie nabożeństwa gen. Ścibora-Rylskiego wspominała m.in. wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich Halina Jędrzejewska „Sławka”. – „Motyl” miał cechę niezbyt często spotykaną: kochał ludzi. Był on żołnierzem o wielkiej odwadze. Kochaliśmy go – mówiła Halina Jędrzejewska.

Brak najwyższych władz państwowych

W uroczystościach pogrzebowych generała nie wzięły udziału najważniejsze osoby w państwie. Premiera reprezentował szef gabinetu politycznego i szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Kasprzyk, a prezydenta Dariusz Gwizdała, Zastępca Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który odczytał list od głowy państwa. W imieniu w uroczystościach uczestniczyła wicemarszałek z  Małgorzata Kidawa-Błońska. Nie było delegacji MON – resort przesłał jedynie wiązankę. Zabrakło też ministrów, którzy w podobnych przypadkach często reprezentują rząd. Takie potraktowanie pogrzebu bohatera Powstania Warszawskiego przez najwyższe władze wywołało oburzenie komentujących.

Gen. Różański: To papierek lakmusowy

Swoją opinię na ten temat wyraził gen. rezerwy Mirosław Różański, który w latach 2015–2016 był dowódcą generalnym rodzajów sił zbrojnych. „Ceremonia pogrzebowa generała Ścibor-Rylskiego stała się papierkiem lakmusowym relacji rządzących do weteranów i bohaterów w mundurach” – napisał na Twitterze były wojskowy, który odszedł w atmosferze sprzeciwu wobec polityki ówczesnego szefa MON .

Czytaj także:
Gen. Ścibor-Rylski spoczął na Powązkach. „Miał cechę niezbyt często spotykaną: kochał ludzi”

Czytaj także

 33
  •  
    Kowalski, buło kilku Kowalskich w UB więc gdyby ktoś postępował jak PiS to byś też był powiązany z rodziną.
    Jak to mawiają w PiS dawni PZPRowcy - dajcie człowieka a my znajdziemy paragraf i coś na rodzinę.
    • Nazwisko "Różański" źle mi się kojarzy.
      •  
        Niestety polska prawica to nie jest moralny wzór bo mści się na zmarłych.

        Wielkość człowieka można poznać po stosunku do zmarłego przeciwnika. Wielu żołnierzy zostało wcielone do LWP czy UB na różne stanowiska od złych poprzez administracyjne.
        W Mińsku Mazowieckim pracownik Urzędu Bezpieczeństwa uratował wielu żołnierzy Armii Krajowej ostrzegając ich przed likwidacją w czasie rozbrajania.

        "Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski: Dokładnie opowiedziałem wszystko panu Bułhakowi z IPN-u, ale chętnie opowiem to pani jeszcze raz, by cała historia ujrzała światło dzienne.

        To bardzo długa opowieść. Po Powstaniu, gdy żegnałem się z "Radosławem" [Janem Mazurkiewiczem - przyp. red.], on powiedział mi, że dobrze by było mieć kogoś, kto by informował, na kogo "haka" ma UB. On miał do mnie bezgraniczne zaufanie.

        Jak się ono przejawiało?

        - "Radosław" dał mi na przykład wszystkie pieniądze zgrupowania, bym je wymienił na nowe. Był wtedy w Częstochowie, ja w Milanówku z Witoldem Jaksa Dębickim. Popakowaliśmy stare "pięćsetki" do plecaków [chodzi o okupacyjny 500-złotowy banknot, tak zwanego "górala" - przyp. autorki] i mieliśmy je wymienić w Krakowie. W Krakowie się nie udało, ale w Rzeszowie urzędnik, który był naszym człowiekiem, dokonał wymiany.

        Gdy wracaliśmy, w wiosce w połowie drogi zatrzymali nas Rosjanie. Nasz łącznik umiał dobrze mówić po rosyjsku. Zaczęła się popijawa, a jeden z tych Rosjan był z NKWD i nagle uznał, że skoro łącznik tak dobrze mówi, to jesteśmy szpiegami. Na szczęście popili się, pospali i dojechaliśmy do Krakowa bezpiecznie. Z pieniędzmi. Dlatego mówię, że "Radosław" mi bezgranicznie ufał. I dlatego to właśnie mi powiedział, że dobrze by było mieć wtyczkę w UB."

        Trzeba było mieć wtyki i w gestapo i w UB by skutecznie przeprowadzać akcje...

        Źródło i część dalsza: https://twojahistoria.pl/2017/04/12/tylko-nam-general-scibor-rylski-opowiada-pelna-historie-swojej-wspolpracy-z-ub/#4

        Tymczasem jak to się stało że Kaczyńscy nie mieli represji za PRLu?
        •  
          olek n-ie-Polak zaPOmniał, że ojciec jego idola Szechtera to wróg narodu polskiego - ukraiński Żyd:
          "Ozjasz Szechter był członkiem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy.
          Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do już rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że według książki H. Piecucha “Akcje specjalne” (Warszawa 1996, s. 76), ten “absolutnie polski Polak” Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.
          Według najlepszego jak dotąd opracowania dziejów przedwojennych komunistów pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter, bardzo znany działacz KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych działaczy KPZU jesienią 1930 r. Jak pisze Reguła: “Oskarżeni sypali innych towarzyszy partyjnych (…). Przodowali w tym komuniści, zajmujący stanowiska kierownicze (…). Okazało się, że ci bohaterowie byli skończonymi tchórzami” (J.A. Reguła, Historia Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w wywiadzie z Danielem Cohn-Benditem stwierdził: “Mój ojciec był bardzo znanym działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po wojnie nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać” (cyt. za: L. Żebrowski, Paszkwil “Wyborczej”, Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem Żebrowskiego (op. cit., s. 35): “Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z powodu zaszłości nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych”. Ze zwierzeń Michnika w “Polityce Polskiej” dowiadujemy się również, że od ojca już w pierwszych rozmowach otrzymał “niezwykle mocny zastrzyk myślenia antyreżimowego”. Był to rzeczywiście “mocny” zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości w działaniu przez lata w komunistycznym “czerwonym harcerstwie” walterowców, a jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich zapewnieniach, że jest komunistą!"
          • Są tacy , polskojęzyczni co nienawiść do Polski
            wyssali z ukranskiego cyca .

            Czytaj także