Prezydent kontra premier, czyli co może ochroniarz

Prezydent kontra premier, czyli co może ochroniarz

Przy okazji obchodów rocznicy wyborów 4 czerwca, wydarzyło się w Gdańsku coś, co umknęło uwadze.

Śledzę pracę służb ochrony od lat i nie przypominam sobie takiego zdarzenia. Gdy oto Aleksandra Dulkiewicz szła, aby zaprosić premiera na rozmowę, towarzyszył jej ochroniarz. Oddzielił on prezydent Gdańska od Służby Ochrony Państwa, ograniczając swobodę funkcjonariuszy, co de facto oznaczało ingerencję w działania państwowej służby (chciałoby się napisać borowców, ale nazwa już inna, nie BOR, z kolei sopowców brzmi o wiele gorzej). Czasy są burzliwe, i jeśli SOP wykonuje swoją pracę, nie należy mu jej utrudniać. Na szczęście (dla tego ochroniarza), funkcjonariusze SOP (ech, chciałoby się napisać borowcy), z ochrony osobistej, wykazują się zazwyczaj dobrym refleksem i oceną sytuacji, więc ochroniarz pani prezydent mógł się z nią spokojnie oddalić.

Nie minęło jednak wiele czasu, i znów mieliśmy incydent z ochroniarzem prezydent Gdańska w roli głównej. Trudno ocenić, co dokładnie wydarzyło się podczas przerwanego śniadania Aleksandry Dulkiewicz z dziennikarzami i czy Jacek Łęski, dziennikarz TVP, posunął się za daleko. Słyszałem różne relacje. Wiem na pewno, że komunikacja powinna się odbywać w warstwie słownej, ktoś pyta, ktoś inny odpowiada lub nie, a czytelnicy, widzowie czy słuchacze wyrabiają sobie na tej podstawie własne zdanie. Nie widzę miejsca na jakieś utarczki fizyczne. Niemniej jednak, jakiekolwiek ograniczanie swobody poruszania się jakiegokolwiek dziennikarza jest sprawą poważną. Tymczasem ochroniarz Aleksandry Dulkiewicz powiedział po tym incydencie w wywiadzie dla Wirtualnej Polski "Nie będziemy pozwalać na nękanie pani prezydent tak jak to było w przypadku nieżyjącego prezydenta Pawła Adamowicza. Dziennikarze publicznej telewizji chodzili za nim krok w krok, zadając w kółko te same pytania, nękali i prowokowali do reakcji". Nie popieram nękania, ale mam wątpliwości co do interwencji ochroniarza wobec dziennikarza dla komfortu, a nie bezpieczeństwa ochranianej osoby.

Gesty mają znaczenie, mam nadzieję, że spotkanie Mateusza Morawieckiego z Aleksandrą Dulkiewicz, do którego ma dojść w tym tygodniu, ostudzi emocje.

/ Źródło: Wprost

Czytaj także

 1
  • Skoro to był dziennikarz TVP, to wiadomo z góry że to prowokator i nie powinno mu się pozwalać na zadawanie żadnych podchwytliwych i niewygodnych pytań, bo cokolwiek by Pani Prezydent odpowiedziała zostałby użyte przeciw niej. Dziennikarze mogą zadawać tylko pytania autoryzowane wcześniej, inaczej mamy proceder stalkingu.

    Skoro dziennikarstwo zrezygnowało z obiektywizmu to jednoczesnie pozbawiło sie taryfy ulgowej w traktowaniu.