Grali jakby byli nie zespołem, tylko zbieraniną ludzi, którzy przypadkiem wsiedli do tego samego autobusu

Grali jakby byli nie zespołem, tylko zbieraniną ludzi, którzy przypadkiem wsiedli do tego samego autobusu

Piłkarze reprezentacji Polski w meczu z Belgią
Piłkarze reprezentacji Polski w meczu z Belgią Źródło: Newspix.pl / Piotr Kucza/Fotopyk
Włodzimierz Lubański grzmi po meczu z Belgią, że wynik 1:6 to kompromitacja i katastrofa. Grzegorz Lato przypomina, że mogło być jeszcze gorzej, bo rywale mieli mnóstwo sytuacji do zdobycia kolejnych goli. Trener obu tych legend polskiej piłki, pan Kazimierz Górski, wśród swoich wielu powiedzonek miał i takie: „Mecz można wygrać, można przegrać albo zremisować”. Gdyby żył, pewnie po meczu z Belgią dodałby od siebie, że można przegrać, no ale jednak nie w takim stylu.

To, co stało się w drugiej połowie spotkania w Brukseli było zawstydzające. Misternie budowana drużyna posypała się jak domek z kart. Właściwie to od gola na 2:1 drużyny już nie było, rozleciała się w drobny mak. Niby zawodnicy biegali, chcieli odbierać piłkę, podawać, ale każdy z nich robił to sam. Jakby nie byli zespołem, tylko zbieraniną ludzi, którzy przypadkiem wsiedli do tego samego autobusu.

Rywale wrzucili nam 6 goli, a przecież i tak najlepszy był w naszej drużynie bramkarz. Gdyby nie Bartłomiej Drągowski mecz mógł się skończyć nawet dwucyfrówką. Poczucie upokorzenia byłoby jeszcze większe. Środowe 1:6 to jedna z najwyższych porażek na poziomie reprezentacyjnym w meczu o punkty w dziejach polskiej piłki. Tak Czesław Michniewicz wchodzi do historii naszego futbolu, choć chyba nie w sposób, o jaki mu chodziło.

Źródło: WPROST.pl
 1

Czytaj także