Zażyła tabletkę poronną, do szpitala przyjechali funkcjonariusze. Policja zabrała głos

Zażyła tabletkę poronną, do szpitala przyjechali funkcjonariusze. Policja zabrała głos

Radiowóz policyjny
Radiowóz policyjny Źródło:Shutterstock / DarSzach
Małopolska policja, tłumaczyła się z interwencji wobec pani Joanny, która będąc w ciąży zagrażającej życiu zażyła tabletkę poronną. Rzecznik Sebastian Gleń odniósł się m.in. do zabezpieczenia telefonu i laptopa kobiety.

Będąca w ciąży zagrażającej jej życiu Joanna zdecydowała się wziąć tabletkę poronną. Po zażyciu pigułki źle się poczuła, o czym powiadomiła lekarkę. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie wezwano policję. Funkcjonariusze przesłuchiwali pacjentkę, gdy ta przechodziła badania. – Rozebrałam się. Nie zdjęłam majtek, ponieważ wciąż jeszcze krwawiłam i było to dla mnie zbyt upokarzające, poniżające, i wtedy właśnie pękłam i wykrzyczałam im w twarz: „czego wy ode mnie chcecie?” – relacjonowała Joanna.

Podczas pobytu kobiety na SOR-rze policjanci wypytywali o laptop i telefon Joanny. – Czterech mężczyzn pilnowało jednej przestraszonej kobiety. Utworzyło kordon wokół pacjentki, utrudniało nam to pracę. Oni nie byli w stanie podać, dlaczego ta pacjentka jest przez nich zatrzymywana – stwierdził lekarz. Komputer kobiety został „zabezpieczony na protokół zatrzymania”, zabrano też jej telefon. Z kolei lekarze zostali wylegitymowani.

Rzecznik małopolskiej policji o sprawie pani Joanny

Krakowska policja początkowo nie chciała komentować sprawy, odsyłając do oświadczenia prokuratury. Punkt widzenia funkcjonariusze przedstawił jednak Interii rzecznik małopolskiej policji. – Dostaliśmy zgłoszenie od lekarza psychiatrii, zadzwonił na numer 112 i poinformował nas, że jego pacjentka dokonała aborcji i chce popełnić samobójstwo. Przekazał nam adres kobiety, pod który wysłana została karetka pogotowia i patrol policji – zaczął Sebastian Gleń.

Rzecznik małopolskiej policji kontynuował, że „konieczność zabezpieczenia urządzeń wynikała z podejrzenia popełnienia przestępstwa w postaci udzielania kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży poprzez środki pochodzące z nielegalnego źródła”. – Jednocześnie policjanci musieli sprawdzić, czy kobieta nie posiada przy sobie środków pochodzących z niewiadomego źródła, które po zażyciu mogłyby zagrażać jej życiu – dodał Gleń.

Sebastian Gleń: Kobieta nie chciała współpracować

Rzecznik małopolskiej policji przekonywał, że „czynności należało przeprowadzić niezwłocznie, a kobieta nie chciała współpracować i nie chciała wydać dobrowolnie przedmiotów, o które prosili policjanci”. Zdaniem Glenia to lekarze „utrudniali działania policjantom, a atmosfera zrobiła się napięta”. Interwencja policji miała się bowiem zacząć w domu pani Joanny, a nie w szpitalu.

Czytaj też:
Tusk reaguje po skandalu w krakowskim szpitalu. „Powiedz to tchórzu w twarz swojej żonie!”
Czytaj też:
Europoseł zadał pytanie Mentzenowi. „Proponuję, aby odstawił piwo na stolik i odpowiedział”

Źródło: Interia