Miodek pozwał Brauna w związku z wypowiedzią publicysty na antenie Polskiego Radia we Wrocławiu 20 kwietnia. Dziennikarz zarzucił Miodkowi współpracę z tajnymi służbami, kwestionując jednocześnie jego legitymację do wypowiadania się przeciwko lustracji pracowników szkół wyższych.
Profesor złożył publiczne oświadczenie, w którym zaprzeczył jakoby miał kiedykolwiek współpracować z SB. Ponadto wskazał wszystkie sytuacje w jakich miał kontakt z tą służbą. Miodek domaga się publicznych przeprosin oraz wpłaty przez pozwanego 50 tys. zł na cel społeczny. Grzegorz Braun wnosi o oddalenie powództwa w całości.
Jako pierwszy na rozprawie zeznawał w charakterze świadka prof. Włodzmierz Suleja, szef wrocławskiego IPN, który powiedział, że na podstawie istniejących w instytucie materiałów nie można stwierdzić, że Miodek był "konfidentem czy współpracownikiem tajnych służb PRL". Dodał, że zachowane dokumenty świadczą o tym, że służby interesowały się Miodkiem, ale trudno je jednoznacznie ocenić.
Podkreślił, że nie ma jednoznacznej deklaracji Miodka, iż godził się na współpracę z SB. Suleja wyjaśnił, że jeśli mówimy o współpracy, to muszą być spełnione dwa warunki: musi ona być świadoma, czyli ktoś wyraża zgodę, i musi ona być tajna. Dodał, że w świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego Braun z całą pewnością nie miał prawa nazwać profesora tajnym współpracownikiem.
Natomiast drugi ze świadków, prof. Krzysztof Kawalec, członek komisji historycznej powołanej przez rektora Uniwersytetu Wrocławskiego tłumaczył sądowi na czym polegała praca komisji. "Mieliśmy ustalić stopień inwigilacji pracowników uczelni w latach 1945-1990. Charakter prac komisji sprawiał, że za wyjątkiem tej sprawy, nie stykaliśmy się z materiałami rejestrowymi. Analizowaliśmy jedynie teczki poszczególnych spraw, nie osób, ani tajnych współpracowników. Jakkolwiek kryptonimy tajnych współpracowników pojawiały się w raportach. A zatem komisja mogła ocenić aktywność tajnych współpracowników" - opowiadał Kawalec.
Dodał, że prace komisji trzeba było przyspieszyć, a w ostateczności zakończyć w związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego.
Procesowi przyglądał się obserwator Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Mec. Mikołaj Pietrzak z Fundacji powiedział, że obserwator nie chce rozstrzygać o tym kto ma rację w tym sporze. "Nie zajmujemy się tym czy prof. Miodek współpracował, czy nie. Fundacja chce skontrolować na ile państwo polskie zapewnia osobie pomawianej o współpracę mechanizmy, które chronią przed dziką lustracją" - tłumaczył Pietrzak. Dodał, że Fundacja sprawdza też czy państwo przestrzega prawa człowieka, lustrując swoich obywateli.
Ani prof. Miodek, ani Braun nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.pap, ss, ab