Cała rodzina przeżyła, ale koszmar trwał dalej. – To nie była zwykła kradzież, ale brutalny napad z okrutnymi torturami – mówi ze złością Witold Bachaj, właściciel firmy handlującej bakaliami.
Noc grozy w domu pod Łańcutem
Była godzina 2:16, gdy Witolda obudził huk tłuczonego szkła. Pięciu zamaskowanych napastników wdarło się do jego domu. – Byli błyskawiczni, zorganizowani. Jeden z nich trzymał młotek, reszta rzuciła się na mnie, zanim zdążyłem zrozumieć, co się dzieje – relacjonuje mężczyzna.
Napastnicy pobili go, związali, a następnie torturowali. – Tłukli mnie po głowie, polewali wrzątkiem z czajnika, zabrali z kuchni największy nóż i przyłożyli mi do gardła. Krwawiłem, miałem ręce związane tak mocno, że straciłem czucie. Chcieli kod do sejfu, a ja, sparaliżowany strachem, po prostu go zapomniałem. Każda sekunda trwała wieczność. Nie wiedziałem, czy umrę już teraz, czy za pięć minut – opowiada.
Złodzieje przeszukali dom w najdrobniejszych szczegółach, zabierając pieniądze, biżuterię i inne cenne przedmioty. Mężczyzna wyjaśnił, że straty materialne są ogromne. – 9,5 tysiąca euro, 51 tysięcy złotych, zegarek za 80 tysięcy, biżuteria warta 40 tysięcy – wymieniał przedsiębiorca dodając, że i tak największą stratą dla niego jest spokój ducha.
Syn partnerki także ofiarą brutalnego napadu
W trakcie ataku napastnicy związali także 12-letniego chłopca, syna partnerki Witolda, który spał na parterze. – Mały był przerażony, a ja byłem całkowicie bezradny – mówi z żalem przedsiębiorca.
Napastnicy posługiwali się językiem ukraińskim, choć jeden z nich mówił bardziej po rosyjsku. Zdaniem ofiary byli to doświadczeni przestępcy, którzy „wszystko mieli zaplanowane co do sekundy”. – Od wejścia do wyjścia minęło dokładnie 45 minut – zauważa.
Walka o życie i pomoc
Przełomowym momentem było przypomnienie sobie przez Witolda kodu do sejfu. – Modliłem się, żeby go sobie przypomnieć. W końcu podałem go, ale nadal nie wiedziałem, czy przeżyję. Grozili, że nas zastrzelą, jeśli zgłosimy sprawę policji – wspomina.
Bandyci byli zamaskowani. — Pamiętam tylko oczy jednego z nich. Były wręcz czerwone jak u diabła – mówi biznesmen.
Po odejściu napastników Witold i chłopiec zdołali się oswobodzić. – To był cud. Chłopak dotarł do noża i zaczął przecinać nasze więzy. Po 20 minutach udało mi się dotrzeć do sąsiada i wezwać pomoc – relacjonuje.
Opóźnione śledztwo
Mimo dramatycznych okoliczności, śledztwo w sprawie napadu rozpoczęło się dopiero kilka dni później. – Nie wiem, w jakim kraju my żyjemy. To nie była kradzież roweru, ale brutalny atak z nieludzkimi torturami – komentuje przedsiębiorca.
Prokuratura tłumaczy, że podjęcie formalnych działań w nowym roku było zgodne z przepisami. – To jedynie czynność techniczna, która mieści się w przewidzianym przez kodeks 30-dniowym terminie. Zapewniam, że organy ścigania pracują nad sprawą od momentu zgłoszenia przestępstwa – zapewnia w rozmowie z dziennikarzami Faktu Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.
Nagroda za pomoc
Witold Bachaj zapowiada, że nie spocznie, dopóki sprawcy nie zostaną schwytani. Jego zdaniem to, co zrobili, jest niewyobrażalne. – To doświadczenie, które trudno opisać słowami. Wieczność zamknięta w 45 minutach. Mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie musiał przez to przechodzić – mówi.
Mężczyzna wierzy, że wybór jego domu nie był przypadkowy, ponieważ od lat utrzymuje kontakty handlowe ze Wschodem. Obecnie oferuje 100 tysięcy złotych nagrody za pomoc w schwytaniu bandytów.
Czytaj też:
24-latek dokonał w święta dwóch rozbojów. To nie był koniec jego mrocznych planówCzytaj też:
Zuchwały napad w centrum handlowym w Warszawie. Straty liczone w setkach tysięcy złotych