Salowa miała stracić pracę za serduszka WOŚP. Szpital dementuje oskarżenia

Salowa miała stracić pracę za serduszka WOŚP. Szpital dementuje oskarżenia

Serduszka WOŚP
Serduszka WOŚP Źródło: Newspix.pl / Stanisław Krzywy
Jedna relacja opublikowana w mediach społecznościowych wystarczyła, by rozpalić emocje tysięcy internautów. Opowieść o rzekomo zwolnionej salowej, naklejkach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i „propagandzie jak z PRL-u” błyskawicznie obiegła sieć. Ile miała wspólnego z prawdą?

W sieci pojawiły się twierdzenia, jakoby wolontariusze Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy mieli masowo naklejać charakterystyczne czerwone serduszka na sprzęt medyczny we wrocławskim szpitalu – nawet na urządzenia, które nie pochodziły z darów fundacji. Według tej relacji jedna z salowych, która miała te naklejki usuwać, została za to zwolniona z pracy.

Historia szybko zyskała ogromny zasięg i wywołała falę komentarzy. Jak się jednak okazuje, tylko część przedstawionych informacji ma zgadza się z rzeczywistością.

Historia o „zwolnionej salowej”

Wpis, który zapoczątkował całą sprawę, pojawił się 25 stycznia 2026 roku – w dniu 34. Finału WOŚP. Jego anonimowy autor opisał szczegółowo rzekome zdarzenia z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

„Jedna z salowych w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, została zwolniona za to, że zrywała naklejone przez wolontariuszy serduszka WOŚP ze sprzętów których szpital nie otrzymał od fundacji Jurka Owsiaka” – napisał internauta (pisownia oryginalna).

Według autora wpisu wolontariusze mieli podczas wizyty w szpitalu „naklejać serduszka WOŚP jak wściekli na co popadło, żeby wyglądało ładnie na zdjęciach do materiałów o WOŚP”. Całość podsumował ostrym komentarzem. „Propaganda jak z PRLu, a komu się nie podoba to do widzenia…” – zakończył.

Wpis został wyświetlony na platformie X ponad 120 tysięcy razy i udostępniony dalej blisko 1,7 tysiąca razy. Podobne treści trafiły również na Facebooka, choć tam ich zasięg był mniejszy.

Emocje w komentarzach i solidarność internautów

Część komentujących nie miała wątpliwości co do prawdziwości relacji. Pojawiały się głosy wzywające „zwolnioną” salową do walki o swoje prawa. Internauci pisali między innymi: „Przecież wygra sprawę w każdym sądzie pracy”, „To nie jest powód do zwolnienia” czy „Rozumiem, że zwolniona pani poszła z tym do sądu? Bo poszła, prawda?”.

Nie brakowało też słów wsparcia. „Brawa dla tej salowej. Na szczęście pracy dla salowych nie brakuje”.

Co naprawdę wydarzyło się we wrocławskim szpitalu?

Aby zweryfikować te doniesienia, redakcja Konkretu24 sprawdziła, czy w mediach pojawiały się jakiekolwiek potwierdzenia takiego zdarzenia. Dziennikarze nie znaleźli jednak żadnych niezależnych informacji opisujących zwolnienie pracownicy wrocławskiego szpitala z powodu zrywania naklejek WOŚP.

Skontaktowali się więc bezpośrednio z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym imienia Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu.

Rzecznik prasowy placówki, Tomasz Król, w odpowiedzi przesłanej do redakcji Konkret24 potwierdził, że szpital od wielu lat współpracuje z Fundacją WOŚP. Jak zaznaczył, „kliniki i oddziały naszego ośrodka regularnie są beneficjentami wsparcia Fundacji”, a sam szpital aktywnie uczestniczy w corocznych finałach.

Jednocześnie rzecznik stanowczo zdementował informacje o rzekomym zwolnieniu salowej. „Chcemy stanowczo podkreślić, że w naszym szpitalu nie miała miejsca przywołana sytuacja” – napisał.

W szeroko udostępnianej w mediach społecznościowych historii zgadzają się zatem jedynie dwa elementy. Pierwszym jest nazwa wrocławskiej placówki, drugim – fakt, że Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu od lat korzysta ze wsparcia WOŚP.

Czytaj też:
Ile pieniędzy z puszek WOŚP trafia do szpitali? Są konkretne liczby
Czytaj też:
Zbiórka WOŚP przy parafii wywołała burzę. Kościół zabrał głos

Opracowała:
Źródło: Konkret24