Na początku tygodnia, na Pomorzu, miała miejsce tragedia, którą od kilku dni żyje cała Polska. W jednym z mieszkań na terenie Ustki doszło do domowej awantury, w trakcie której 44-letni mężczyzna miał przy użyciu noża zaatakować bliskich – w tym m.in. swoje czteroletnie dziecko. Dziewczynka, pomimo pomocy, jakiej udzielili jej medycy, zmarła.
W środę głos ws. zabrał minister Tomasz Siemoniak. Koordynator służb specjalnych na antenie Radia ZET przyznał, że to „wielka tragedia”. – Wydaje się to absolutnie niemożliwe, nie do pojęcia – podkreślał. – Prokuratura, służba, wszyscy będą wnikliwie badać [tę sprawę – przyp. red.] – informował. Zaznaczył też, że jest jeszcze „zbyt wcześnie, by formułować dalej idące oceny”. Na pytani, dlaczego osoba, która przejść musiała badania psychologiczne, dopuściła się tak okropnego czynu, o który jest podejrzewana, odpowiedział spokojnie. – Często jest tak, że mogą być jakieś sprawy, o których nie wiemy, nie wiedzieliśmy – wskazał przedstawiciel władzy.
Jak zapowiadaliśmy, dzisiaj przed południem miało dojść do przesłuchania 44-latka w Słupsku. Po przeprowadzonych czynnościach przed budynkiem prokuratury doszło do konferencji prasowej. Prok. Patryk Wegner potwierdził, że funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa usłyszał zarzuty. – Na tym etapie nie mogę ujawniać szczegółów jego wyjaśnień – poinformował.
Ustka. Funkcjonariusz SOP miał zabić córkę. Swoich bliskich „zaatakował znienacka”?
Jak ustaliły organy ścigania, rodzina przyjechała z Warszawy do Ustki w związku z zimowymi feriami. Byli tam od kilku dni. Przedstawiciel prokuratury okręgowej zrelacjonował prawdopodobny przebieg wydarzeń. – Grali w karty. Nie było kłótni, żadnych napięć. Atmosfera była spokojna i miła. W pewnym momencie po prostu przestali grać i… wtedy doszło do ataku – opowiadał dziennikarzom prok. Wegner.
Z zeznań jednej z osób, która ucierpiała feralnego wieczoru, wynika, że nikt nie spodziewał się tego, co za chwilę miało się wydarzyć. – To był impuls. Pokrzywdzeni nie zauważyli żadnych niepokojących sygnałów. Nie było żadnego „zapalnika”. Zostali zaatakowani znienacka – relacjonował ustalenia śledczych.
Jak poinformował, czteroletnie dziecko zmarło w wyniku odniesienia ran kłutych, które zadane zostały w okolice klatki piersiowej. Żona, teściowa i teść trafili do szpitala – ich stan jest obecnie na szczęście uznawany za stabilny. Mają jednak pozostać pod opieką lekarzy. Feralnego dnia ucierpiał ponadto starszy syn 44-latka, ale nie stwierdzono, by odniósł poważne obrażenia.
Tragedia na Pomorzu. Prokuratura ujawniła szczegóły przesłuchania
Biegli m.in. na podstawie wyników ambulatoryjnych badań krwi mają wkrótce stwierdzić, czy 44-latek w chwili ataku był osobą poczytalną (był w pełni świadomy swoich działań). Prokuratura zawnioskowała o zastosowanie wobec niego środka zapobiegawczego – aresztu tymczasowego.
Wiadomo też, jak funkcjonariusz zachowywał się podczas przesłuchania. Czy był rozemocjonowany? – Nie. (...) Był spokojny, odpowiadał na pytania – ujawnił prok. Wegner na briefingu prasowym dnia 28 stycznia.
Przedstawiciel śledczych powiedział, już od siebie, że nie umie znaleźć racjonalnego wytłumaczenia dla tego, co się stało. – Tak czysto, po ludzku, nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Zabił swoje dziecko… – przywołał najbardziej szokujący element całej sprawy.
Czytaj też:
Tragiczny finał poszukiwań na Malcie. Znaleziono ciało 13-letniej PolkiCzytaj też:
„Zasługujesz na… gwałt”. Lili Reinhart ujawnia kulisy odejścia z X
