Gdy trzy łódzkie fundacje zaalarmowały, że Narodowy Funduszu Zdrowia nie przedłużył z nimi kontraktów, zawrzało nie tylko w Łodzi. Organizacje przez lata zapewniały wsparcie psychologicznie dzieciom i młodzieży. Fundacja Gajusz współpracowała z NFZ przez sześć lat, Słonie na Balkonie niemal pięć, podobnie Fundacja z ASPI-racjami. Konkurs rozstrzygnięto 19 marca i wtedy okazało się, że ponad 700 pacjentów już 1 kwietnia musiałoby szukać pomocy gdzie indziej. NFZ jednak tłumaczył, że wybór nowych placówek odbył się zgodnie z procedurami.
Zgoła inaczej sprawę widzieli przedstawiciele fundacji.
Ostrzegali, że przerwany z dnia na dzień proces terapeutyczny zagraża nie tylko zdrowiu, ale też życiu młodych pacjentów. Bo tak niespodziewana zmiana terapeuty to „przerwany proces zdrowienia”, dodatkowa trauma, kolejne kryzysy w rodzinach. Apelowali, aby wparcia dzieci nie traktować jak działalności komercyjnej, przypominali, że latami wypracowywali relacje w szkołach, MOPS-ach i rodzinach. A tego nowi usługodawcy z dnia na dzień nie zbudują.
Do Łódzkiego Oddziału NFZ trafiły pisma i petycje, w końcu NFZ się ugiął i ogłosił, że umowy przedłuży. Ale tylko o dwa miesiące.
Sprawa z Łodzi odbiła się głośnym echem, jednak fundacje nie były wyjątkiem. Podobnie sytuacja wygląda na przykład w Sieradzu, gdzie kontrakt utraciła działająca od niemal sześciu lat poradnia. Tyle że w tym przypadku petycji nikt nie podpisywał i pacjenci stracili dotychczasowe wsparcie z dnia na dzień.
