Alarm podniesiono 4 maja, gdy mężczyzna od kilku dni nie pojawiał się w pracy. Zaniepokojony syn pojechał do jego mieszkania i zastał ojca w bardzo złym stanie. Jak relacjonuje rodzina, 60-latek był zdezorientowany i miał problemy z kontaktem. Na miejsce wezwano karetkę, która zabrała go na Szpitalny Oddział Ratunkowy szpitala im. Ludwika Rydygiera w Krakowie.
Skandal na SOR. Pacjent w złym stanie wypisany do domu
Syn zostawił ratownikom numer telefonu i czekał na informacje. Następnego dnia rano sam skontaktował się z ojcem. Ku jego zaskoczeniu usłyszał, że pan Wojciech opuścił już szpital, choć nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie to się stało.
Gdy syn przyjechał pod placówkę, znalazł ojca stojącego przy betonowym murku w pobliżu szpitala. Jak wynika z dokumentacji medycznej, mężczyzna został wypisany około godziny 7 rano. Według rodziny przez kilka godzin pozostawał sam przed budynkiem.
Bliscy twierdzą, że nadal miał problemy z orientacją i świadomością. Zwracali też uwagę na zakrwawione ubrania. Mimo to personel miał uznać, że jego stan jest stabilny i nie wymaga dalszego leczenia. Zalecono odpoczynek, jedzenie i przyjmowanie leków.
W dokumentacji wpisano jednak, że stan pacjenta był „średni”. Badania wykazały poważne zaburzenia elektrolitowe i niski poziom potasu. Lekarze wykonali USG, podali płyny i uzupełnili elektrolity. Rodzina podkreśla jednak, że głównym problemem nie był ból brzucha, wpisany jako przyczyna przyjęcia, lecz zaburzenia świadomości, które skłoniły bliskich do wezwania pogotowia.
Kraków. Niepokojące okoliczności śmierci 60-latka po wizycie na SOR
Jeszcze tego samego dnia była żona pana Wojciecha udała się do szpitala. Po rozmowie z rzeczniczką praw pacjenta mężczyzna został ponownie przyjęty na SOR. Miał trudności z poruszaniem się i wcześniej upadł na beton. Tym razem wrócił na oddział na wózku. Podczas wywiadu z personelem był zdezorientowany i miał twierdzić, że jest kwiecień 2007 roku.
Kilka godzin później pacjent trafił na oddział neurologii. W dokumentacji pojawiła się informacja o zawale mózgu. Następnego dnia 60-latek zmarł.
Była żona mężczyzny przyznaje, że jego stan zdrowia od dawna był zły, a organizm wycieńczony. Nie potrafi jednak zrozumieć, dlaczego podczas pierwszego pobytu na SOR-ze został wypisany do domu. Jedna z pacjentek miała relacjonować, że mężczyzna sprawiał wrażenie zagubionego i mówił sam do siebie, że nie wie, jak wydostać się ze szpitala.
Ordynator oddziału ratunkowego miał przekazać rodzinie, że po nawodnieniu stan pacjenta się poprawił, a podczas wypisu był przytomny i deklarował, że sam skontaktuje się z bliskimi.
60-latek zmarł po wizycie na SOR. Szpital odpowiada na zarzuty
Szpital w przesłanym oświadczeniu podkreślił, że pacjent był wyniszczony po długotrwałym ciągu alkoholowym, a jego objawy mogły wynikać z zaburzeń elektrolitowych. Placówka zaznacza również, że mężczyzna po obserwacji samodzielnie opuścił SOR, co ma potwierdzać monitoring.
Według szpitala pacjent był w stanie chodzić i nie prezentował objawów wymagających dalszej hospitalizacji. Personel miał także uszanować jego decyzję, by nie kontaktować się z rodziną mimo pozostawionego numeru telefonu do syna.
Rzeczniczka placówki zaznaczyła, że przyczynę śmierci ma ostatecznie wyjaśnić sekcja zwłok. Rodzina zapowiada jednak zgłoszenie sprawy do Rzecznika Praw Pacjenta, pytając, czy w takim stanie mężczyzna rzeczywiście był zdolny samodzielnie decydować o swoim wypisie ze szpitala.
Czytaj też:
Pokazała śniadanie ze szpitala. Prawda szybko wyszła na jawCzytaj też:
Polacy nie są zadowoleni z pracy ministry zdrowia. Wystawili jej gorzką ocenę
