Zandberg kontra Czarzasty. Dwie lewice w walce na śmierć i życie

Zandberg kontra Czarzasty. Dwie lewice w walce na śmierć i życie

Dodano: 
Adrian Zandberg i Włodzimierz Czarzasty
Adrian Zandberg i Włodzimierz Czarzasty 
Stanowisko Marszałka Sejmu dla Włodzimierza Czarzastego miało być szansą dla Nowej Lewicy na odbicie się w sondażach partyjnych. Po pół roku sprawowania tego urzędu efektu Czarzastego jednak nie widać. Sondażowe poparcie dla Nowej Lewicy ciągle oscyluje w przedziale 5-7 proc. Tak jak przed objęciem stanowiska przez lidera tej partii.

Marszałek Sejmu może atakować prezydenta Karola Nawrockiego przy każdej okazji, wypowiadać się krytycznie o ambicjach prezydenta USA dotyczących pokojowej nagrody Nobla, może obiecywać prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu, że Ukraina lada moment przystąpi do Unii Europejskiej, może organizować ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego – a poparcie ani drgnie.

Najnowsza prognoza wyników wyborów zamówiona przez Onet daje partii Włodzimierza Czarzastego zaledwie 6,3 proc. poparcia, co oznacza 15 mandatów w przyszłym Sejmie. To dużo mniej niż w 2023 r., kiedy lista lewicy, na której znaleźli się przedstawiciele Partii Razem zdobyła 26 mandatów. A apetyty członków Nowej Lewicy są dużo większe.

– Oczekiwania są takie, że każda jedynka na liście weźmie mandat, tymczasem z tej prognozy wynika, że nawet obecni posłowie nie mogą liczyć na powrót do Sejmu po wyborach. Wobec rozpadu Polski 2050 Nowa Lewica powinna zyskać większe poparcie, a niczego takiego nie widać. To oznacza, że nie jest w stanie powiększyć swojego zaplecza społecznego, nawet gdy ze sceny znika jeden z konkurentów – mówi polityk lewicy.

I dodaje, że jeden z PR-owców powiedział mu kiedyś, iż Włodzimierz Czarzasty nie wzbudza zaufania wyborców. Do tego stopnia, że gdyby chciał sprzedać złoto po korzystniej cenie, to wyborcy uznaliby, że to tombak.

Lewica bez aborcji i związków partnerskich

W wyborach parlamentarnych w 2023 r. Nowa Lewica zdobyła 8,61 proc. głosów. Przy czym wspólne listy obejmowały Partię Razem, Unię Pracy i PPS, zatem lewica poszła do wyborów dość szeroką ławą. Na dodatek walczyła o mandaty w sprzyjających warunkach – wyborcy byli znużeni ośmioma latami rządów PiS-u, a lewicowy elektorat, najbardziej antypisowski ze wszystkich, z radością pobiegł do urn, żeby odebrać władzę partii Jarosława Kaczyńskiego.

W przyszłym roku sytuacja będzie zgoła odmienna. Wyborcy lewicy raczej będą rozczarowani, że ich rząd nie spełnił obietnic wyborczych, w tym sztandarowych postulatów dotyczących zmiany przepisów aborcyjnych i zalegalizowania związków partnerskich. Ba, nawet katolików nie opiłowano z ich przywilejów, co zapowiadał Donald Tusk przed wyborami. Przeciwnie, premier ostatnio udał się do papieża Leona XIV i zaprosił go do odwiedzenia Polski.

Co ma o tym wszystkim myśleć lewicowy wyborca? Że chyba nie warto uczestniczyć w głosowaniu, skoro mimo zmiany władzy rzeczywistość zmieniła się w niewielkim stopniu. A rozbicie środowiska lewicy jeszcze pogorszy sytuację, bo tym razem Nowa Lewica nie wciągnie na listy Partii Razem.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.