Pojechał z Polski do Królewca. FSB zabrała mu telefon. „Pozdrów ABW”

Pojechał z Polski do Królewca. FSB zabrała mu telefon. „Pozdrów ABW”

Podróż do Kaliningradu
Podróż do Kaliningradu Źródło: Archiwum prywatne / Wojtek Wyszomierski
Kiełbasa z Hiszpanii, napoje z Polski, zachodnie marki i plakaty werbunkowe do armii. Tak wygląda Królewiec w piątym roku wojny.

Autor: Wojciech Wyszomierski

Kiełbasa z Hiszpanii, herbata z Polski i piwo z Czech brzmią jak codzienna lista zakupów. Bez problemu można skompletować ją w większości marketów w Królewcu. Po nich spacer albo relaks w eleganckim spa. Raz na jakiś czas należy tylko odwrócić głowę, żeby nie patrzeć po raz kolejny na plakaty zachęcające do udziału w wojnie, które psują obraz czystego i sielankowego miasta.

Jednak zanim to nastąpi, trzeba jakoś się tam dostać. Na turystę czekają na granicy funkcjonariusze FSB, którzy w zależności od humoru mogą chcieć obejrzeć galerię w telefonie, przeczytać prywatne rozmowy albo zadać liczbę pytań wystarczającą do napisania czyjejś biografii, przy czym odmowa jest tożsama z wydaleniem z kraju.

W piątym roku trzydniowej specjalnej operacji wojskowej udałem się do Królewca, aby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda życie w rosyjskiej enklawie otoczonej Unią Europejską.

Turystyka po rosyjsku

Źródło: Wprost