Platforma forsuje zmiany w IPN

Platforma forsuje zmiany w IPN

Sejmowa komisja skończyła prace nad projektem zmian w IPN autorstwa PO. Zmieniają one zasady wyboru władz IPN i poszerzają dostęp do akt Instytutu. Sejm ma się zająć projektem na następnym posiedzeniu.

Sejmowa komisja sprawiedliwości przyjęła w czwartek, przy sprzeciwie PiS, sprawozdanie podkomisji, która generalnie podtrzymała zmiany proponowane przez PO. PiS mówi o "ciśnieniu na pośpiech" w pracach, dowodząc, że PO chce, by nowego prezesa IPN wybierano już według nowych zasad.

Najważniejsza przyjęta poprawka PO dotyczy możliwości zastrzeżenia przez osobę, która dostała wgląd w swe akta z IPN (a nie była oficerem lub agentem służb PRL), że nie będą udostępniane informacje ujawniające jej pochodzenie etniczne lub rasowe, przekonania religijne, przynależność wyznaniową oraz dane o stanie zdrowia, życiu seksualnym i stanie majątkowym. Pierwotnie projekt PO likwidował taką możliwość, a odpowiedzialność za ujawnienie danych wrażliwych miała spoczywać na tym, która pozyska je z IPN i ujawni.

Przepadły poprawki posła PiS Arkadiusza Mularczyka, który wnosił nawet o zwrot sprawozdania do podkomisji. Poseł PiS chciał też m.in., by prezesa IPN Sejm powoływał większością 3/5 głosów (a nie zwykłą); by lustrować nie tylko członków nowej Rady IPN, ale też wybierających ich elektorów; by zmiany weszły w życie po 3 miesiącach. Był też on przeciw wskazywaniu kandydatów do Rady przez środowiska sędziowskie i prokuratorskie. Swe poprawki Mularczyk ponowi podczas II czytania.

Prezes IPN Janusz Kurtyka krytykował zapis, według którego Rada miałaby funkcje decyzyjne w sprawach grantów na badania naukowe, za które odpowiedzialność finansową ponosiłby prezes IPN. "Jeśli Rada miałaby rozstrzygać konkursy grantowe, to należałoby zadbać o szczegółowe procedury ich rozstrzygania, by nie było +kolesiostwa+. Tu chodzi o dofinansowanie części środowisk uniwersyteckich z budżetu IPN" - podkreślił Kurtyka. IPN zwracał też uwagę, że Rada nie może decydować o procedurach śledczych i lustracyjnych w Instytucie, bo prokuratorzy są niezależni, a ich działalność normuje tylko Kodeks postępowania karnego.

Zarzuty Kurtyki odpierał poseł PO Arkadiusz Rybicki, który podkreślał, że projekt zakłada działania Rady w porozumieniu z prezesem, a nie walkę między nimi. Poprawkę Mularczyka, odpowiadającą wątpliwościom IPN, odrzucono.

Projekt PO zachowuje generalną zasadę, że każdy obywatel ma dostęp tylko do swojej teczki. Od 2007 r. jawne i dostępne dla każdego są teczki osób pełniących najważniejsze funkcje w państwie.

Oto najważniejsze propozycje zmian z projektu PO:

- w miejsce dzisiejszego 11-osobowego kolegium IPN powołano by 9-osobową Radę IPN - wywodzącą się m.in. ze środowisk naukowych. Miałaby ona większe kompetencje niż będące ciałem doradczym Kolegium - m.in. ustalałaby priorytetowe tematy badawcze i rekomendowała kierunki działań IPN; opiniowałaby też powoływanie i odwoływanie szefów pionów IPN;

- prezesa IPN powoływałby i odwoływałby Sejm zwykłą większością głosów; dziś jest to większość 3/5 głosów. Odwołanie prezesa, na wniosek Rady IPN, byłoby możliwe m.in. w przypadku odrzucenia jego rocznego sprawozdania przez Radę bezwzględną większością głosów (dziś ewentualne odrzucenie sprawozdania przez Sejm lub Senat nie rodzi żadnych skutków prawnych);

- Zgromadzenie Elektorów, wyłaniane przez renomowane uczelnie oraz Instytuty Historii i Studiów Politycznych PAN, wskazywałoby kandydatów do Rady IPN, spośród których członków wybierałyby Sejm (pięciu z 10 kandydatów) i Senat (dwóch z czterech kandydatów). Prezydent wybierałby dwóch członków spośród zgłoszonych mu przez Krajową Radę Sądownictwa (podkomisja dopisała, że kandydatów zgłaszałaby też Krajowa Rada Prokuratury). Dziś siedmiu członków Kolegium wybiera Sejm; dwóch - Senat; dwóch - prezydent.

- IPN dawałby obywatelowi oryginały akt służb specjalnych PRL na jego temat (chyba, że byłyby w złym stanie - wtedy byłyby to kopie) i bez anonimizacji jakichkolwiek danych osobowych. Dziś obywatel dostaje kopie swych akt z IPN, a nazwiska agentów można poznać po złożeniu oddzielnego wniosku (o ile ustalenie takie jest możliwe przez IPN);

- agenci i oficerowie służb PRL mogliby dostawać kopie wszelkich dokumentów tajnych służb PRL na swój temat (IPN ostrzega, że uniemożliwi to odwoływanie się takich osób do sądu, co może być uznane za niekonstytucyjne). Dziś osoby te nie dostają dokumentów wytworzonych przez nich w ramach działań w służbach PRL. W uzasadnieniu zmian PO napisała, że stało to w kolizji z prawem do obrony przez posądzonych o współpracę ze służbami PRL (nie mogli się oni skutecznie bronić, nie znając swych akt z IPN, bo ten im ich odmawiał - PAP);

- wykreślono by artykuł o odmowie udostępniania akt służb PRL osobom, których służby te traktowały jako "tajnych informatorów lub pomocników przy operacyjnym zdobywaniu informacji". Taki obowiązujący zapis spowodował odmowę udostępnienia przez IPN wielu osobom akt służb PRL na ich temat, m.in. Lechowi Wałęsie;

- wykreślono by zapis o anonimizowaniu danych osobowych osób trzecich w udostępnianych aktach. Uzasadnienie powołuje się na "zasadę jawności życia publicznego";

- tak jak dotychczas, osoba, która dostała wgląd w swe akta z IPN, a nie była oficerem lub agentem służb PRL, mogłaby zastrzec, że jej akta nie będą udostępniane przez IPN naukowcom i dziennikarzom na czas nie dłuższy niż 50 lat od daty powstania akt. Osoba taka zarazem mogłaby wyrazić zgodę na powszechną ich dostępność w IPN.

PAP, mm

Czytaj także

Czytaj także