Fundusz, z którego pieniądze miały trafić do rodziny zabitego policjanta, to dobrowolne składki ubezpieczeniowe funkcjonariuszy pochodzące z ich prywatnych kieszeni. Kilka procent z tego ubezpieczenia można przeznaczyć na zapomogi dla policjantów i ich rodzin.
Dlaczego komendant nie zgodził się na wypłatę?
Pieniądze - jak tłumaczy rzeczniczka komendanta - miały pochodzić z funduszu na cele prewencyjne, a prawo nie pozwala na wypłatę takiej zapomogi rodzinie poległego policjanta. Związkowcy odpowiadają, że regulamin zaakceptowany przez komendanta głównego w paragrafie drugim nie pozostawia wątpliwości: "Celem działania funduszu jest udzielania pomocy finansowej policjantom i członkom ich rodzin poszkodowanym w zdarzenia losowych"
Policja oburzona insynuacjami RMF FM
Na stronie Komendy Głównej policji opublikowano oświadczenie, z którego wynika, że Policja wypłaciła nie tylko zapomogę, ale też objęła rodzinę wszelką opieką.
"Wniosek o tę zapomogę został poparty przez Zastępcę Komendanta Głównego Policji insp. Andrzeja Trelę i w pełni zaakceptowany przez Komendanta Głównego Policji gen. insp. Andrzeja Matejuka, a pieniądze zostały rodzinie wypłacone zaraz po tragicznej śmierci naszego funkcjonariusza. Informujemy ponadto, że kwota zapomogi była najwyższa, jaką przewidziano w tego typu sytuacji, a rodzinę policjanta objęto szczególną opieką. Sugerowanie, że insp. Andrzej Trela nie zgodził się na zapomogę, w świetle zaistniałych faktów, jest niegodziwe i krzywdzące." - czytamy w komunikacie.
Jak podał TVN24, gen. insp. Andrzej Matejuk tłumaczył, że nie mógł skorzystać z funduszu prewencyjnego. - Osoba, która korzysta z funduszu prewencyjnego PZU, musi przedstawić rachunki za leczenie. Chcemy wynegocjować nowe warunki, ale w tej chwili ta umowa nie daje takich możliwości - podkreślił.
Andrzej Struj zginął w lutym na warszawskiej Woli. Zwrócił uwagę dwóm młodym mężczyznom, którzy rzucili koszem w jadący tramwaj. Chuligani pchnęli funkcjonariusza nożem.
RMF FM, wp.pl. mm
