Przewodniczący mazowieckiej PO Andrzej Halicki poinformował, że nie odbyło się jeszcze posiedzenie zarządu PO poświęcone tworzeniu list w wyborach samorządowych. Potwierdził jednak informację, że PO myśli o takim rozwiązaniu. - Dwie osoby w pierwszej piątce to pogłębienie tego procesu parytetowego. Ono następuje w naturalny sposób przede wszystkim w dużych miastach, tam gdzie jest dużo kandydatek - stwierdził.
Halicki zwraca uwagę, że nawet bez partyjnych ustaleń w Warszawie zdarzają się takie sytuacje, iż trzy pierwsze na listach mogą być kobiety. - W okręgu ursynowskim jest naturalna preferencja dla dotychczasowych pań-radnych. W niektórych okręgach dzielnicowych są listy, gdzie będzie ponad 60 proc. kobiet. W Radzie Warszawy już w ubiegłej kadencji mieliśmy przewagę kobiet w naszym klubie - powiedział Halicki. Podkreślił jednocześnie, że tak samo nie musi być w innych miastach. - U nas taka regulacja o tyle nie ma sensu, że rzeczywistość wygląda jeszcze korzystniej dla kobiet. Natomiast z poprzednich wyborów pamiętam miasta, gdzie nie było chętnych kobiet na listy. Życie czasem weryfikuje najlepsze intencje - dodał Halicki.
Poseł zadeklarował, że nie jest przeciwny wewnątrzpartyjnym rozwiązaniom parytetowym. Zaznaczył jednocześnie, że sztywna regulacja: równo 50 proc. pierwszych miejsc na listach dla kobiet jest nie do utrzymania w skali kraju. - Preferencja w naturalny sposób będzie w jedną lub w drugą stronę. Nie możemy też zapomnieć o jakości kandydatów, i przy obsadzie list kierować się tylko ich płcią - podkreślił Halicki.PAP, arb