Łukaszewicz zwraca bardzo wyraźnie uwagę na to, co działo się w kabinie pilotów. Jak twierdzi, stała się ona bowiem salą konferencyjną. Pułkownik uważa, że w momencie, kiedy warunki drastycznie się pogorszyły, załoga postąpiła błędnie. - I w tym momencie zamiast skupić się na wykonywaniu swoich obowiązków, zamiast skupić się na analizie tego, co się dzieje - rozważyć wszystkie możliwe opcje i podjąć decyzje zgodnie z kompetencjami - nagle w tej kabinie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ta kabina zamienia się w salę konferencyjną - mówił Łukaszewicz. Jak wymieniał, najpierw przyszedł ktoś, kto mówi, że mamy problem. Dowódca załogi mówi: "Jak nie wyląduję, to mnie zabiją" - komentował Łukaszewicz.
- Potem ktoś przychodzi i mówi, że pan prezydent nie podjął jeszcze decyzji. - W domyśle jakiej decyzji? Decyzje odnośnie lotu podejmuje pilot-dowódca załogi - dodał Łukaszewicz i ocenił, że "zostały stworzone warunki, które uniemożliwiły załodze pracę i podejmowanie racjonalnych decyzji".
tvn24, ps
