PiS złożyło do Trybunału Konstytucyjnego wniosek ws. obowiązkowości edukacji zdrowotnej i komponentu seksualnego. Domagają się od TK wydania zabezpieczenia uniemożliwiającego prowadzenie zajęć w szkołach. Specjaliści zdrowia publicznego nie zostawiają na tej propozycji suchej nitki. – Nie stać nas na brak edukacji zdrowotnej – powiedział portalowi money.pl dr hab. Piotr Karniej z Uniwersytetu WSB Merito we Wrocławiu.
Ekspert podkreślił, że „za zdrowie pacjenta w ponad połowie odpowiada prowadzony przez niego styl życia”. – Z punktu widzenia kosztów, jakie ponosimy z tytułu leczenia chorób, edukacja zdrowotna i sposób postępowania pacjentów są kluczowe – tłumaczył prof. Karniej. NFZ w 2023 r. oszacował koszty leczenia chorób wywołanych przez otyłość na 3,8 mld zł. Rok wcześniej refundacja świadczeń z powodu zawału serca wyniosła 1,2 mld zł. Podobny koszt dotyczył choroby niedokrwiennej serca.
Wniosek PiS do TK ws. edukacji zdrowotnej. Specjalista zdrowia publicznego zabrał głos
Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom szacuje, że wydatki społeczno-ekonomiczne spowodowane spożywaniem alkoholu w Polsce w sumie przekraczają rocznie kwotę 93 mld zł. Prof. Karniej odniósł się do argumentów Przemysława Czarnka, zgodnie z którymi „rodzice mają prawo do wychowywania własnych dzieci w zgodzie ze swoimi przekonaniami”. Specjalista zdrowia publicznego zaznaczył, że „z jego doświadczenia wynika, że rodzice często nie mają wiedzy w zakresie zdrowia”.
– Samo „doświadczenie życiowe” to niestety za mało – skomentował prof. Karniej. Ekspert z Uniwersytetu WSB Merito ujawnił, że „często przyjmuje w gabinecie młodych pacjentów, którzy przychodzą z bardzo podstawowymi pytaniami”. – Na wiele z nich można odpowiedzieć w trakcie edukacji szkolnej i to nie ma nic wspólnego z rzekomą „seksualizacją” – tłumaczył prof. Karniej.
Ekspert w obronie przedmiotu wprowadzonego przez MEN. „Chcą pozbawić dostępu do wiedzy”
Specjalista zdrowia publicznego zwrócił uwagę, że „dyskusję o edukacji zdrowotnej prowadzą dorośli ludzie, którzy mieli już okazję zdobyć wiedzę na ten temat i teraz chcą pozbawić młodych ludzi dostępu do rzetelnej i kompetentnej wiedzy”. – Spraw związanych z seksualnością nie można ograniczać na przykład tylko do wizyt u lekarza rodzinnego, bo nie każdy będzie potrafił rozmawiać z pacjentem na takie tematy i nie każdy zajmuje się kwestiami seksualności w swojej pracy – zakończył.
Czytaj też:
Awantura wokół edukacji zdrowotnej. PiS alarmuje, MEN odpowiada Czytaj też:
Dane o frekwencji na edukacji zdrowotnej. „To też jest trochę manipulacyjne”
