Abp. Gocłowski: politycy nie podając sobie ręki negują chrześcijaństwo

Abp. Gocłowski: politycy nie podając sobie ręki negują chrześcijaństwo

Dodano:   /  Zmieniono: 21
Do kierowania się w codziennym życiu - także publicznym - wskazaniami sumienia oraz płynącymi z wiary zasadami miłości wezwał na Jasnej Górze abp Tadeusz Gocłowski, który odprawił mszę podczas 27. ogólnopolskiej pielgrzymki kolejarzy. Jak mówił arcybiskup, chrześcijanie powinni być świadkami miłości, a "sama miłość nie jest ideologią, ale czynem codziennej praktyki" - trudnej, ale koniecznej.

W pielgrzymce kolejarzy na Jasną Górę wzięło udział ok. 6 tys. pracowników kolejowych spółek, a także przedstawiciele tego środowiska ze Słowacji, Węgier i Białorusi. Byli również szefowie ministerstwa transportu oraz władze spółek PKP.

- Jak jest to trudne, widzimy w relacjach między chociażby politykami, którzy nie umieją sobie nawet ręki podać jako znak pokoju, kiedy są razem na mszy świętej. Ukazują pewien spektakl negacji chrześcijaństwa w życiu codziennym - powiedział arcybiskup. Półtora tygodnia temu, po pogrzebie zamordowanego w łódzkim biurze PiS Marka Rosiaka, media odnotowały, że obecni na mszy prezydent Bronisław Komorowski i prezes PiS Jarosław Kaczyński nie przekazali sobie znaku pokoju. Obaj politycy zrobili to natomiast w stosunku do rodziny zmarłego.

Podczas mszy abp Gocłowski przekonywał, że miłość, którą należy wcielać w czyn w codziennym życiu, dla chrześcijan wypływa z wiary w Boga. - Miłość bez wiary, owszem, może być formą ludzkiej wrażliwości - umie kierować się niekiedy humanizmem, ale humanizm musi się opierać na właściwym rozumieniu godności człowieka. A człowiek bez oparcia na Bogu nigdy siebie nie zrozumie, nie zrozumie kim jest, jaki jest jego cel. Będzie spieszył z doraźną pomocą, ale często ta pomoc będzie zraniona egoizmem, a nawet instrumentalnie wykorzystywana - ostrzegał arcybiskup. Jego zdaniem, chrześcijanie zdają egzamin z miłości w codziennym życiu. - W zakresie naszych możliwości wspierajmy naszą ojczyznę, próbujmy wpływać na mentalność naszych braci - również chrześcijan - by oni byli prawdziwi, a nie tylko jakimiś symbolami, paraliżowanymi, niestety, przez nienawiść, obojętność w stosunku do innych - apelował abp Gocłowski.

Arcybiskup senior wskazał na rolę sumienia we właściwym korzystaniu z wolności, której podmiotem - jak mówił - jest przede wszystkim człowiek. Przywołał słowa Jana Pawła II, który mówił, że "w głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego samo sobie nie nakłada, lecz któremu powinien być posłuszny i którego głos, wzywający go tam, gdzie potrzeba miłowania i czynienia dobra, a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu: czyń to, a tamtego unikaj". - Jest to nasz wewnętrzny przewodnik i sędzia naszych czynów - mówił hierarcha.

Arcybiskup nawiązał do toczącej się w parlamencie dyskusji o sprawach bioetycznych, związanych m.in. z metodą in vitro. Wezwał, by ludzie przygotowujący i uchwalający prawo w tym zakresie kierowali się sumieniem. Podkreślił, że dla katolików głos sumienia jest wzmocniony i skonkretyzowany nauczaniem Kościoła. - Nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest etycznie słuszne, zwłaszcza w dziedzinie ludzkiego życia, gdy to życie trzeba chronić i go bronić, i to od samego poczęcia. Trzeba stwierdzić, że ludzkie działania stawiają nas niekiedy w bardzo trudnych sytuacjach. Wówczas chrześcijanin musi zdawać trudny egzamin, kierować się sumieniem - powiedział abp Gocłowski.

PAP, arb

 21

Czytaj także