"Pracownicy próbowali ratować ryby. Niestety nie udało się. Zginęły wszystkie ryby w 19 z 30 zarybionych stawów. To prawie milion sztuk ryb. Jak twierdzi właściciel, straty mogą sięgnąć nawet 600 tys. zł" - poinformował zastępca komendanta lęborskiej policji Jarosław Jędrzejczyk.
Ryby zatruły się nieznaną substancją, którą ktoś prawdopodobnie wrzucił do kanału wodnego zaopatrującego stawy hodowlane w wodę. Według Jarosława Łosińskiego, ichtiologa zatrudnionego w gospodarstwie było to działanie z premedytacją - po to, by właściciela zniszczyć finansowo.
"Nie mamy jeszcze dowodów na to, że było to celowe działanie, jednak wszystkie dotychczasowe poszlaki na to wskazują. Badań wody jeszcze nie przeprowadziliśmy. Musimy powołać do tego biegłego toksykologii, który stwierdzi co to była za trucizna" - powiedział Jędrzejczyk.
Ofiarą truciciela moga paść kolejne ryby. Zatruta woda ze stawów przepływowych dostała się do rzeki Kisewy, a z niej do rzeki Łeby oraz stawów hodowlanych węgorza w Chocielewku. Teraz zagraża żyjącym w tych wodach innym gatunkom wolno żyjących ryb.
Sprawę próbuje wyjaśnić także wydział ochrony środowiska starostwa powiatowego, który ma powołać swoich biegłych.
em, pap