Jak okraść konto z bankomatu

Jak okraść konto z bankomatu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pięciu złodziei przez kilka miesięcy wyciągało pieniądze na podstawie fałszywych kart płatniczych. "Przepis" na okradanie znaleźli w jednej z gazet i stronach internetowych.
W Sądzie Okręgowym we Wrocławiu rozpoczął się proces pięciu mężczyzn oskarżonych o bezprawne wyprowadzenie z różnych kont bankowych 208 tys. zł.

Przez kilka miesięcy 2001 r. "wyciągali" pieniądze na podstawie fałszywych kart płatniczych oraz sprzętu zainstalowanego na  bankomatach, dzięki którym znali kody poszczególnych kart.

Przestępcy montowali na bankomatach listwy z minikamerami i nadajnikami radiowymi, dzięki którym poznawali kody kart. Kamera była umieszczana na listwach z nazwami poszczególnych banków tuż nad klawiaturą.

Natomiast specjalistyczny sprzęt (skaner do odczytywania danych z  paska na karcie oraz nagrywarkę) umieszczali tuż pod kieszenią, do  której wkłada się kartę bankomatową. Sami przestępcy siedzieli nieopodal bankomatu w samochodzie. W aucie był zamontowany zestaw do odbioru i nagrywanie obrazu wysyłanego przez minikamerę: antena, wzmacniacz, wideo oraz  specjalistyczny akumulator. To wszystko podłączyli do laptopa, który zapisywał dane. Później już w domu spokojnie tworzyli własne karty bankomatowe, do których znali kody.

W sumie dzięki tej metodzie okradli 180 kont różnych osób z całej Polski. Mężczyźni wybierali pieniądze w m.in. Bydgoszczy, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Jeleniej Górze oraz Kaliszu.

Na ławie oskarżonych zasiedli: 29-letni Mariusz M., 24-letni Michał C. oraz 28-letni Arkadiusz P. - pomysłodawcy kradzieży oraz wykonawcy specjalistycznego sprzętu, który umożliwił mężczyznom opróżnianie kont. Cała trójka została doprowadzona do sądu z aresztu.

Z wolnej stopy odpowiadali jeszcze: 26-letni Maciej P. oraz 27- letni Andrzej R., którzy pomagali Mariuszowi M. w "wyciąganiu" pieniędzy z bankomatów. Najczęściej dowozili Mariusza M. do  poszczególnych bankomatów lub pełnili "straż", gdy Mariusz M. zakładał sprzęt na bankomaty.

Jak wyjaśnił w śledztwie Mariusz M., i podtrzymał to w  sądzie, "o możliwości podrabiania kart płatniczych dowiedział się z czasopisma "Detektyw"". Później oskarżony wraz z  Arkadiuszem P. zainteresowali się sprawą. Potrzebne do  przestępstwa informacje na temat kart, ich konstrukcji, zapisanych na nich danych i zabezpieczeniach znaleźli w internecie na  stronach m.in. różnych banków oraz innych firm. Sprzęt kupili legalnie i trochę go przerobili.

Zanim przystąpili do "wyciągania" pieniędzy z kont wykonali szereg prób. Później wynajęli mieszkanie blisko jednego z  bankomatów we Wrocławiu, aby zainstalować w nim m.in. laptopa do  odczytywania danych przesyłanych ze sprzętu na bankomacie. "Jednak mieszkanie było zbyt daleko od bankomatu i przesyłanie danych wciąż było zakłócane" - opowiadał Mariusz M. Dlatego też laptopa oraz tuner wraz z akumulatorem przestępcy zamontowali w aucie. Dzięki temu mogli stawać autem tuż pod bankomatem i bez zakłóceń odbierać dane. Wcześniej montowali na bankomatach listwy, które po jakimś czasie były demontowane i instalowane na innych bankomatach - tak, aby pracownicy banku kontrolujący bankomaty niczego nie podejrzewali.

Mężczyźni okradali konta tylko jednego z banków, o którym wiedzieli, że jest tam limit dzienny, następnego dnia odnawiany. "To gwarantowało nam, że właściciel konta nie za szybko zorientuje się o brakach na swoim koncie" - opowiadał Mariusz M.

Za te przestępstwa grozi do 25 lat więzienia. Dwóch oskarżonych zatrzymano na "gorącym uczynku". Policja od pewnego czasu otrzymywała sygnały o pobieraniu pieniędzy na podstawie fałszywych kart przez nieznanych sprawców.

sg, pap