Przez kilka miesięcy 2001 r. "wyciągali" pieniądze na podstawie fałszywych kart płatniczych oraz sprzętu zainstalowanego na bankomatach, dzięki którym znali kody poszczególnych kart.
Przestępcy montowali na bankomatach listwy z minikamerami i nadajnikami radiowymi, dzięki którym poznawali kody kart. Kamera była umieszczana na listwach z nazwami poszczególnych banków tuż nad klawiaturą.
Natomiast specjalistyczny sprzęt (skaner do odczytywania danych z paska na karcie oraz nagrywarkę) umieszczali tuż pod kieszenią, do której wkłada się kartę bankomatową. Sami przestępcy siedzieli nieopodal bankomatu w samochodzie. W aucie był zamontowany zestaw do odbioru i nagrywanie obrazu wysyłanego przez minikamerę: antena, wzmacniacz, wideo oraz specjalistyczny akumulator. To wszystko podłączyli do laptopa, który zapisywał dane. Później już w domu spokojnie tworzyli własne karty bankomatowe, do których znali kody.
W sumie dzięki tej metodzie okradli 180 kont różnych osób z całej Polski. Mężczyźni wybierali pieniądze w m.in. Bydgoszczy, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Jeleniej Górze oraz Kaliszu.
Na ławie oskarżonych zasiedli: 29-letni Mariusz M., 24-letni Michał C. oraz 28-letni Arkadiusz P. - pomysłodawcy kradzieży oraz wykonawcy specjalistycznego sprzętu, który umożliwił mężczyznom opróżnianie kont. Cała trójka została doprowadzona do sądu z aresztu.
Z wolnej stopy odpowiadali jeszcze: 26-letni Maciej P. oraz 27- letni Andrzej R., którzy pomagali Mariuszowi M. w "wyciąganiu" pieniędzy z bankomatów. Najczęściej dowozili Mariusza M. do poszczególnych bankomatów lub pełnili "straż", gdy Mariusz M. zakładał sprzęt na bankomaty.
Jak wyjaśnił w śledztwie Mariusz M., i podtrzymał to w sądzie, "o możliwości podrabiania kart płatniczych dowiedział się z czasopisma "Detektyw"". Później oskarżony wraz z Arkadiuszem P. zainteresowali się sprawą. Potrzebne do przestępstwa informacje na temat kart, ich konstrukcji, zapisanych na nich danych i zabezpieczeniach znaleźli w internecie na stronach m.in. różnych banków oraz innych firm. Sprzęt kupili legalnie i trochę go przerobili.
Zanim przystąpili do "wyciągania" pieniędzy z kont wykonali szereg prób. Później wynajęli mieszkanie blisko jednego z bankomatów we Wrocławiu, aby zainstalować w nim m.in. laptopa do odczytywania danych przesyłanych ze sprzętu na bankomacie. "Jednak mieszkanie było zbyt daleko od bankomatu i przesyłanie danych wciąż było zakłócane" - opowiadał Mariusz M. Dlatego też laptopa oraz tuner wraz z akumulatorem przestępcy zamontowali w aucie. Dzięki temu mogli stawać autem tuż pod bankomatem i bez zakłóceń odbierać dane. Wcześniej montowali na bankomatach listwy, które po jakimś czasie były demontowane i instalowane na innych bankomatach - tak, aby pracownicy banku kontrolujący bankomaty niczego nie podejrzewali.
Mężczyźni okradali konta tylko jednego z banków, o którym wiedzieli, że jest tam limit dzienny, następnego dnia odnawiany. "To gwarantowało nam, że właściciel konta nie za szybko zorientuje się o brakach na swoim koncie" - opowiadał Mariusz M.
Za te przestępstwa grozi do 25 lat więzienia. Dwóch oskarżonych zatrzymano na "gorącym uczynku". Policja od pewnego czasu otrzymywała sygnały o pobieraniu pieniędzy na podstawie fałszywych kart przez nieznanych sprawców.
sg, pap