Poparzeni metanem (aktl.)

Poparzeni metanem (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jedenastu górników poparzonych we wtorek wieczorem płonącym metanem w kopalni "Brzeszcze" w Brzeszczach koło Oświęcimia trafiło do szpitali. Jednego nie odnaleziono.
"Do zapalenia metanu doszło w chodniku wentylacyjnym, przy jednej ze ścian wydobywczych, na poziomie 640 m pod ziemią" -  powiedział dyspozytor Kompanii Węglowej, do której należy kopalnia.

Zaznaczył, że dane dotyczące liczby poszkodowanych górników są wstępne i mogą się zmienić. Sześciu rannych górników trafiło do szpitali w Oświęcimiu i Pszczynie. Mają poparzone twarze, szyje i ręce. Pięciu innych w poważnym stanie trafiło do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń (tzw. "oparzeniówki") w Siemianowicach Śląskich.

Od wtorkowego wieczora w kopalni trwa akcja ratownicza, w  której uczestniczy stale sześć pięcioosobowych zastępów ratowniczych; cztery kopalniane i dwa z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. Ratownicy usiłują dotrzeć do górnika zaginionego w rejonie pożaru i zwożą na dół materiały do budowy tam przeciwwybuchowych, które - po zakończeniu akcji poszukiwawczej - odgrodzą pole pożaru.

"Na razie warunki nie pozwalają ratownikom na wejście w  zagrożony rejon, w atmosferze jest zbyt duże stężenie niebezpiecznych gazów, m.in. tlenków węgla i azotu. Akcję utrudnia silne zadymienie i wysoka temperatura" - powiedział Filip.

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) powołał komisję do zbadania przyczyn i okoliczności wypadku. "Jest zbyt wcześnie, aby mówić o przyczynach zapalenia się metanu. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń można domniemywać, że nastąpiło to na skutek zaistnienia pożaru w zrobach (miejsca po wybraniu węgla)" - powiedział wicedyrektor departamentu warunków pracy WUG Cezary Kula. Zastrzegł, że jest to wstępne przypuszczenie. Tzw. pożary endogeniczne - samozapłony węgla - należą do naturalnych zjawisk w kopalniach. Być może więc w "Brzeszczach" zapalił się węgiel, a  dopiero potem zalegający w jego złożach metan.

W kopalni "Brzeszcze" obowiązuje najwyższy, czwarty stopień zagrożenia metanowego. Kopalnia wyposażona jest w system metanometrii, który - jak zapewniają przedstawiciele kopalni i WUG - był we wtorek sprawny i zadziałał prawidłowo.

"Czujniki pracowały prawidłowo. Do momentu zdarzenia stężenie metanu było w normie. Nie nie wskazywało, że może dojść do  zapalenia się tego gazu" - powiedział Zdzisław Filip z działu informacji kopalni "Brzeszcze".

To pierwszy tak poważny wypadek w kopalni "Brzeszcze", uznawanej dotąd za jedną z bezpieczniejszych. W ubiegłym roku nie  było tam ani jednego wypadku śmiertelnego lub ciężkiego.

Przed ponad miesiącem metan zapalił się także w kopalni "Bielszowice" w  Rudzie Śląskiej. Poparzonych zostało wtedy 16 górników, w tym 13 ciężko.

Metan jest bezbarwnym, bezwonnym gazem występującym w pokładach węgla. Wybucha w stężeniach od 5 do 15 proc. Zapalenie się metanu różni się od wybuchu tym, że - jak mówią fachowcy - nie rodzi skutków dynamicznych. Nie ma więc eksplozji i wybuchu. Górnicy, którzy byli świadkami zapalenia się metanu zwykle relacjonują, że  "jest to ściana ognia i ma się wrażenie płonącego wokół powietrza".

W tym roku w polskich kopalniach węgla zginęło siedmiu górników. W całym ub. r. praca górnicza pochłonęła 33 ofiary.

em, pap