Zaznaczył, że dane dotyczące liczby poszkodowanych górników są wstępne i mogą się zmienić. Sześciu rannych górników trafiło do szpitali w Oświęcimiu i Pszczynie. Mają poparzone twarze, szyje i ręce. Pięciu innych w poważnym stanie trafiło do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń (tzw. "oparzeniówki") w Siemianowicach Śląskich.
Od wtorkowego wieczora w kopalni trwa akcja ratownicza, w której uczestniczy stale sześć pięcioosobowych zastępów ratowniczych; cztery kopalniane i dwa z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. Ratownicy usiłują dotrzeć do górnika zaginionego w rejonie pożaru i zwożą na dół materiały do budowy tam przeciwwybuchowych, które - po zakończeniu akcji poszukiwawczej - odgrodzą pole pożaru.
"Na razie warunki nie pozwalają ratownikom na wejście w zagrożony rejon, w atmosferze jest zbyt duże stężenie niebezpiecznych gazów, m.in. tlenków węgla i azotu. Akcję utrudnia silne zadymienie i wysoka temperatura" - powiedział Filip.
Prezes Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) powołał komisję do zbadania przyczyn i okoliczności wypadku. "Jest zbyt wcześnie, aby mówić o przyczynach zapalenia się metanu. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń można domniemywać, że nastąpiło to na skutek zaistnienia pożaru w zrobach (miejsca po wybraniu węgla)" - powiedział wicedyrektor departamentu warunków pracy WUG Cezary Kula. Zastrzegł, że jest to wstępne przypuszczenie. Tzw. pożary endogeniczne - samozapłony węgla - należą do naturalnych zjawisk w kopalniach. Być może więc w "Brzeszczach" zapalił się węgiel, a dopiero potem zalegający w jego złożach metan.
W kopalni "Brzeszcze" obowiązuje najwyższy, czwarty stopień zagrożenia metanowego. Kopalnia wyposażona jest w system metanometrii, który - jak zapewniają przedstawiciele kopalni i WUG - był we wtorek sprawny i zadziałał prawidłowo.
"Czujniki pracowały prawidłowo. Do momentu zdarzenia stężenie metanu było w normie. Nie nie wskazywało, że może dojść do zapalenia się tego gazu" - powiedział Zdzisław Filip z działu informacji kopalni "Brzeszcze".
To pierwszy tak poważny wypadek w kopalni "Brzeszcze", uznawanej dotąd za jedną z bezpieczniejszych. W ubiegłym roku nie było tam ani jednego wypadku śmiertelnego lub ciężkiego.
Przed ponad miesiącem metan zapalił się także w kopalni "Bielszowice" w Rudzie Śląskiej. Poparzonych zostało wtedy 16 górników, w tym 13 ciężko.
Metan jest bezbarwnym, bezwonnym gazem występującym w pokładach węgla. Wybucha w stężeniach od 5 do 15 proc. Zapalenie się metanu różni się od wybuchu tym, że - jak mówią fachowcy - nie rodzi skutków dynamicznych. Nie ma więc eksplozji i wybuchu. Górnicy, którzy byli świadkami zapalenia się metanu zwykle relacjonują, że "jest to ściana ognia i ma się wrażenie płonącego wokół powietrza".
W tym roku w polskich kopalniach węgla zginęło siedmiu górników. W całym ub. r. praca górnicza pochłonęła 33 ofiary.
em, pap