Powrót do prawdziwego dzieciństwa

Powrót do prawdziwego dzieciństwa

Jeszcze niedawno rodzice wybierali kolonie głównie pod kątem doskonalenia umiejętności dziecka. Teraz wygrywają oferty stawiające na wypoczynek, przygodę i niecodzienne atrakcje. Często bez smartfonów i tabletów.

Na półmetku wakacji postanowiliśmy sprawdzić, jakie są kolonijne hity i gdzie najchętniej rodzice posyłają swoje dzieci. Co roku kolonistów jest około miliona. Cena za dziesięciodniowy turnus to 1,5-2,5 tys. zł. Jest więc o co rywalizować. Oferta z roku na rok pęcznieje – od obozów żeglarskich przez tenisowe, windsurfingowe, harcerskie aż po warsztaty kręcenia filmów czy nawet takie, gdzie można pograć z rówieśnikami w garażowym zespole rockowym. Trend jest właściwie jeden. Okazuje się, że po latach starannego dobierania wakacyjnych atrakcji i zastanawiania się, co najbardziej będzie sprzyjać rozwojowi umiejętności dziecka, po szale na obozy językowe, matematyczne czy naukowe rodzice postanowili wyluzować i odpuścić dziecku naukę w wakacje. Na letnim wyjeździe dziecko ma przede wszystkim wypocząć – tłumaczą teraz.

– Wakacje nie są po to, by zdobywać wiedzę. Istota wyjazdów kolonijnych polega na tym, by dziecko uczyło się samodzielności, budowało relacje z rówieśnikami i radziło sobie z tęsknotą za rodzicami i rodzinnym domem – pochwala ten trend Monika Perkowska, psycholog dziecięcy. Wszystko wskazuje na to, że wielu rodziców zaczyna to rozumieć. Dlatego wybierają teraz takie formy wypoczynku, by dać synowi lub córce przynajmniej namiastkę tego, co nazywało się „prawdziwym dzieciństwem” i na co obecnie małe mieszczuchy raczej nie mogą liczyć.

CAMPY, CZYLI TRZEPAK I HUŚTAWKA

Ich popularność rośnie z roku na rok. To obozy na zamkniętym obszarze, często znacznie oddalone od centrum miejscowości. Dzieci mają tam zapewnioną opiekę i wiele atrakcji. Bywa, że w trakcie pobytu ani razu nie muszą opuszczać terenu. – Dla mnie to także gwarancja bezpieczeństwa – mówi Monika Wierzbicka, mama 13-letniego Jaśka. Syna na camp wysłała w tym roku po raz drugi. Wierzbicka nie jest jedyna, dla której sprawdzone rozwiązania campów to najlepsza opcja tegorocznego lata. – Miejsca znikają błyskawicznie. Bywa, że wyprze- dają się już pierwszego dnia udostępnienia oferty – mówi Agnieszka Kazimierczak z firmy Chris, jednej z tych, które postawiły właśnie na taki rodzaj wypoczynku. Co jest takiego w campach, że cieszą się tak wielką popularnością? Z jednej strony to bogata oferta różnorodnych zajęć, takich jak żagle, kajaki, strzelanie z łuku czy piłka, ale także zajęcia artystyczne, fotograficzne, filmowe, teatralne czy kulinarne. Są też niestandardowe warsztaty plastyczne, podczas których pracuje się np. na znalezionych w lesie materiałach, takich jak szyszki czy kamienie. Na campie stawia się na swobodę obozowiczów. – Staramy się, by uczestnik miał sporo czasu na kontakty z rówieśnikami i na zabawę. W środku każdego campu stawiamy trzepaki i huśtawki. Można się bawić tak, jak kiedyś robiło się to na podwórkach – tłumaczy Kazimierczak. Pobyt na campie kosztuje około 2,5 tys. zł.

Z HARCERZAMI, CZYLI BUDUJEMY OBÓZ

Specyficzną formą campów są obozy organizowane przez Związek Harcerstwa Polskiego. Uczestniczyć w nich mogą zarówno dzieci małe, czyli zuchy, jak i starsze – harcerze. W te wakacje w całej Polsce wypoczywa w ten sposób 67 tys. osób. Monika Kubacka, rzeczniczka organizacji, zwraca uwagę, że z roku na rok coraz większą popularnością cieszą się obozy dla najmłodszych. – Lawinowo rośnie liczba zuchów. Rodzice chętnie zapisują swoje dzieci do harcerstwa, bo wiedzą, że jest to miejsce, dzięki któremu maluchy nauczą się zaradności i przeżyją fajną przygodę – tłumaczy.

Dlaczego akurat harcerstwo? Po latach nadopiekuńczości i robienia wszystkiego dla dziecka i za dziecko wielu rodziców zrozumiało, że nie tędy droga. Zauważyli, że ich pociecha w wieku szkolnym nie potrafi samodzielnie przygotować jedzenia, pościelić łóżka czy zapytać o drogę. A w harcerstwie tak się nie da. Trzeba sobie radzić. To jednak dla dzieci przygoda, którą cenią na równi z nocnymi podchodami i zdobywaniem kolejnych sprawności. Budująca poczucie własnej wartości i dająca siłę. Nie trzeba wtedy też ciągle dzwonić do mamy, zwłaszcza że i tak harcerze nie noszą przy sobie telefonów komórkowych. – Harcerstwo wciąga. Ktoś, kto raz pojedzie na obóz i mu się spodoba, będzie robił to systematycznie – zapewnia Kubacka. Bazy harcerskie, w których organizowane są obozy, znajdują się w atrakcyjnych turystycznie rejonach kraju – w górach, nad morzem i w Borach Tucholskich, a są tańsze niż inne oferty. Ich koszt to około 1,2 tys. zł.

EKO, CZYLI PRZEDE WSZYSTKIM NATURA

Kolejny hit tegorocznego lata to kolonie w stylu eko. – Na naszych obozach odłączamy dzieci od elektroniki, a przyłączamy do natury – mówi Aleksandra Ruta z firmy Małe Kilometry, która zajmuje się organizowaniem ekologicznych form wypoczynku dla dzieci. Co w zamian za nieograniczony kontakt z niebieskim ekranem otrzymują dzieci? – Przestrzeń, przyrodę i różnorodność zabaw. Odkrywamy naturę. Maluchy bawią się na przykład tym, co znajduje się w ich najbliższym otoczeniu: szyszkami, piaskiem, błotem, kamykami. Niejednokrotnie same wymyślają kreatywne zajęcia, a opiekunowie starają się trzymać z boku i ewentualnie moderować zabawę. U nas nie narzuca się dzieciom zabaw, bo staramy się raczej podążać za dzieckiem – mówi Ruta. Przyznaje jednak, że pierwsze kilka dni bywa dla dzieci trudne, bo wiele z nich nie potrafi wymyślać sobie zabaw. Ta bowiem standardowo kojarzy się im z telewizją i komputerem. – Sytuacja normuje się dopiero po dwóch czy trzech dniach – dodaje. Organizatorzy takich wakacji podkreślają, że to oferta raczej dla młodszych kolonistów, tych do 10. roku życia.

Z RODZICEM, CZYLI REKONESANS

Co ciekawe, do łask wróciły wakacje organizowane przez szkoły. Rodzice twierdzą, że podejmują taką decyzję głównie ze względu na poczucie bezpieczeństwa i pełną przewidywalność. – Wolę, by dziecko pojechało tam, gdzie zaopiekują się nim ludzie, których znam – mówi Anna Makuch z Warszawy, mama dziewięcioletniego Ignasia. Zazwyczaj najtrudniejsza jest pierwsza decyzja o wysłaniu pociechy na kolonie. Jednak i na tych wahających się rynek znalazł sposób, który cieszy się coraz większą popularnością. To kolonia… z rodzicem. W praktyce wygląda to tak, że dziecko spędza dzień z rówieśnikami, natomiast noce w pokoju z rodzicami. – Bywa, że organizatorzy zapewniają także atrakcje dla dorosłych, choć takich ofert jest zdecydowanie mniej – mówi Sabina Oleksy z firmy EcoTravel. Takie wyjazdy są oczywiście zazwyczaj jednorazowe. Kolejną kolonijną przygodę dziecko przeżywa już samo. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0