Nagranie prawdę ci powie

Nagranie prawdę ci powie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nagranie rozmowy Adama Michnika z Lwem Rywinem 22 lipca 2002 r. nie było montowane - orzekli biegli z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Dokonane przez Michnika nagranie to jeden z ważniejszych dowodów w procesie Rywina oskarżonego o płatną protekcję wobec Agory. Obrońcy Lwa Rywina próbują podważyć ten dowód, sugerując, że nie da się wykluczyć tego, iż nagranie było zmontowane na wysokiej klasy sprzęcie. Z ich dotychczasowych pytań oraz z oświadczeń samego oskarżonego można wyciągnąć wniosek, że linia obrony zasadza się na innym niż Agora przedstawieniu charakteru spotkań Rywina z Michnikiem i Wandą Rapaczyńską. Byłyby to bowiem - według obrony - zwyczajne biznesowe negocjacje, a nie korupcja.

Żaden z dwóch biegłych, którzy analizowali zarówno tło elektromagnetyczne, jak i dźwiękowe nagrania, a także spójność i  logiczność prowadzonej rozmowy, nie dopatrzył się jednak śladów ingerencji. Podobną opinię wydał wcześniej Instytut Ekspertyz Sądowych im. Adama Sehna z Krakowa.

W środę biegli z ABW sprostowali swą opinię w jednym fragmencie, związanym zresztą z wtorkowym przesłuchaniem Adama Michnika. Sąd, świadek i strony ustalały wtedy precyzyjnie, kto wypowiedział poszczególne słowa podczas wymiany zdań na temat kwestii, od kogo "message" przyniósł Rywin Michnikowi.

W nagraniu było tak: "Michnik: Po pierwsze, jeżeli to jest wiadomość, message od Leszka Millera, to ja to biorę. Ja żadnego innego message nie biorę serio. Już za dużo mnie wykiwali. Rywin: To ja jestem gwarantem". Co do tego biegli byli zgodni. Potem jednak następują dwa zdania: "Że to od Leszka? - Ale on nie jest sam".

W pierwotnej opinii biegli słowa "Że to od Leszka" przypisali Rywinowi, podobnie jak zdanie "ale on nie jest sam". We wtorek jednak - jak przyznali - po zapoznaniu się z doniesieniami prasowymi, zbadali ten fragment ponownie i doszli do wniosku, że  nie mogą przypisać słów "że to od Leszka" żadnej konkretnej osobie. Na pewno jednak - według nich - słowa "ale on nie jest sam" wypowiedział Rywin.

W środę po wyjaśnieniu przez biegłych tej kwestii, obrońcy dociekali dalej. "Czy możliwe jest, że nagranie dokonane na  cyfrowym dyktafonie, zostało potem skopiowane do komputera, tam przemontowane, i skopiowane z powrotem na dyktafon, bez śladów ingerencji?" - pytał mec. Marek Małecki. Biegli odparli, że ślady montażu dałoby się wykryć, m.in. w dźwiękowej warstwie szumów, która nie byłaby wtedy jednolita. Dałoby się także odnotować logiczne "nieciągłości" rozmowy, które w tym nagraniu, zdaniem biegłych, nie wystąpiły - są tylko naturalne zmiany tematu.

oj, pap