Kto tu złamał prawo?

Kto tu złamał prawo?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Do 5 lat więzienia grozi mjr Arkadiuszowi T. z WSI, który chciał wynieść tajne akta, by - jak mówił - udowodnić, że jego przełożenie złamali przepisy, m.in. w sprawie nominacji płk Tarnowskiego.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego (grozi za to kara do 3 lat więzienia) oraz ujawnienia tajemnicy państwowej (kara do 5 lat). Prokuratura zawiesiła go też w czynnościach służbowych. Wiceszef prokuratury mjr Dariusz Knapczyński nie chciał niczego ujawnić w tej sprawie. Powiedział, że śledztwo objęte jest ścisłą tajemnicą i dlatego nie można nawet powiedzieć, czy podejrzany przyznał się do zarzutu i czy składał wyjaśnienia. "To początkowa faza śledztwa, trudno powiedzieć, czy jakieś inne wątki będą w nim poruszane" - dodał.

W odpowiedzi na pytanie, czy prokuratura będzie brać pod uwagę, że T. miał działać po to, aby uniknąć współodpowiedzialności za domniemane nielegalne działania WSI w sprawie b. wiceszefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego płk. Mieczysława Tarnowskiego Knapczyński oznajmił: "Intencje sprawcy zawsze podlegają ocenie prokuratora, na tle zebranego materiału dowodowego".

Według piątkowej "Rzeczpospolitej", z tego, co Arkadiusz T. powiedział sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, wynika, że wśród skopiowanych dokumentów, które chciał wynieść z pracy, miały być m.in. pokwitowania wpłat i wypłat dużych kwot w walutach obcych, podpisane m.in. przez szefa WSI generała Marka Dukaczewskiego (miało chodzić o 560 tys. franków francuskich) i jednego z byłych szefów tych służb - gen. Konstantego Malejczyka (100 tys. i 126 tys. dolarów).

T. powiedział posłom, że - jego zdaniem - pokwitowania te mają związek z nielegalnym handlem bronią, w który zamieszane były w pierwszej połowie lat 90. wojskowe służby, co wcześniej badała Komisja ds. Służb Specjalnych. Twierdził też, że dokumenty, które skopiował, powinny były trafić do Instytutu Pamięci Narodowej, ale nie zostały tam przekazane, a jego bezpośredni przełożeni sprawę bagatelizowali. Dlatego obawiał się, że materiały zostaną zniszczone. WSI zaprzeczają słowom majora T.

W połowie maja wszczęto śledztwo wobec T. z doniesienia gen. Dukaczewskiego. Z prasowych doniesień wynika, że  T. dostał od wiceszefa WSI płk. Jana Oczkowskiego rozkaz napisania raportu o rzekomym znalezieniu nieznanych materiałów sprzed 1989 r.; miało chodzić m.in. o dokumenty dotyczące agentury peerelowskiego kontrwywiadu (m.in. o odpisy rejestrów, w których jako agent miał występować płk Tarnowski). Akta, jako rzekomo "odnalezione w ostatnim czasie", T. miał wraz z raportem przekazać do IPN, gdzie powinny już w 2001 r. trafić wszystkie materiały wojskowych służb PRL, ale nie trafiły, zostały zaś wykorzystane przez WSI do zablokowania awansu generalskiego Tarnowskiego.

T. miał odmówić podpisania niezgodnego z prawdą raportu i zdecydował się skopiować część materiałów WSI, bo nie chciał uczestniczyć w nielegalnych działaniach i ponosić za nie odpowiedzialności. Zdecydował się wówczas wynieść te materiały z budynku WSI; jednak przed wyjściem zrewidowano go i odebrano mu je. "Działałem w  interesie państwa polskiego" - powiedział w maju dziennikarzom mjr T. po posiedzeniu Komisji ds. Służb Specjalnych.

Z kolei gen. Dukaczewski twierdzi, że jeszcze w 2001 r. WSI przekazały materiały w sprawie Tarnowskiego do IPN. Zaprzecza temu rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński, który oświadczył, że w 1999 r. dostał informacje o tym, że nie ma żadnych materiałów mogących świadczyć o związkach Tarnowskiego z tajnymi służbami PRL. O rzekomym odnalezieniu materiałów, które powinny trafić do Nizieńskiego, a znalazły się w WSI, rzecznik powiadomił prokuraturę, która wszczęła śledztwo w tej sprawie.

em, pap

 0

Czytaj także