5 powodów, dla których warto obejrzeć „Pentameron”

5 powodów, dla których warto obejrzeć „Pentameron”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Pentameron”
Kadr z filmu „Pentameron” / Źródło: M2 Films
Znudził się Wam brokat, który zwykle pokrywa filmowe baśnie? Mamy dla Was odtrutkę. Znamy też kilka innych powodów, dla których „Pentameron” zasługuje na Waszą uwagę. Obraz Matteo Garrone do kin trafi 30 października.

1. Scena podwodna

„Pentameron” jest zbiorem różnorodnych baśniowych opowieści ukazanych w nowym świetle, z nastawieniem na wiarygodność przedstawionych zdarzeń. Zapowiedź wizualnej uczty oraz naturalistycznego podejścia do tematyki fantasy dostajemy już w jednej z pierwszych sekwencji, w której Król Longtrellis (John C. Reilly) wybiera się na podwodną wyprawę. Ubrany w specjalny skafander „spaceruje” po morskim dnie. Sposób filmowania tej sekwencji, skupiający się na ukazaniu bezkresu wszechotaczającej wody, zapiera aż dech w piersiach. Tak dosadnie pokazując człowieka w zderzeniu z naturą, sprawia, że współodczuwamy przestrach oraz determinację Króla, a stroje oraz wykorzystane efekty specjalne stanowią jedynie wisienkę na torcie pięknej całości. 

Kadr z filmu „Pentameron”

2. Oprawa wizualna

Walka z morskim potworem to tylko przedsmak tego, co dokonał autor zdjęć Peter Suschitzky (długoletni współpracownik Davida Cronenberga) wraz z zespołem charakteryzatorów i scenografów. Na pierwszy rzut oka mamy tu wszystko, czego dostarczają też „dorosłe” produkcje Disneya spod znaku „Czarownicy”: stare zamczysko, tajemniczy las i stroje, które cieszą oko licznymi detalami. Twórcy „Pentameronu” poszli jednak o krok dalej i zdecydowali się na oryginalny ruch: zmyli ze świata przedstawionego warstwę błyszczącego werniksu i ukazali go w wersji „surowej”. Co ciekawe, nie zrezygnowali przy tym z jego baśniowości, dzięki czemu po raz pierwszy od dawna film fantasy ma tak naturalistyczne rysy. Jednocześnie jest to świat bardzo żywy i intensywny, pozbawiony nadużywanego w kinie gotyckiego mroku. Tym samym leży blisko swego literackiego pierwowzoru i pierwotnego charakteru baśni jako takiej. 

3. Muzyka

„Pentameron” to nie tylko świetna oprawa wizualna, ale także wyjątkowo dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. Kompozycje Alexandre’a Desplata podbijają klimat fantasy całego dzieła, dodając emocji wszystkim scenom. Sprawiają również, że dzieło nabiera dodatkowego znaczenia – przypomina bajkę opowiadaną na dobranoc. Najciekawszy jest motyw główny, powracający w różnorodnych wariacjach przez cały film, stając się swoistym leitmotivem, łączącym poszczególne elementy opowieści. Kompozycje z filmu zyskały niezwykłą przychylność premierowej widowni podczas pokazu na tegorocznym festiwalu w Cannes, gdzie film debiutował, stając się drugim najciekawszym score imprezy (ustępując miejsca jedynie kompozycjom z „Mad Max: Na drodze gniewu”).

Kadr z filmu „Pentameron”

4. Cuda niewidy

Matteo Garrone stworzył film niezwykle cudaczny. Gigantyczna pchła, ogr-niemowa i pulsujące serce potwora, które konsumuje już w zwiastunie Salma Hayek (tu królowa Longtrellis) to tylko kilka ze składników tego surrealistycznego odlotu. „Pentameron” proponuje rozwiązania tak niespodziewane, że trudno o bardziej przewrotną opowieść. Jednocześnie należy pamiętać, że reżyser nie odkrył Ameryki – pomysły zaczerpnął z XVII-wiecznego zbioru baśni autorstwa Giambattisty Basile. I choć to właśnie między innymi tu należy upatrywać źródeł współczesnej baśni disneyowskiej, to pokrywające ją kilogramy pudru sprawiły, że oryginał sprzed blisko czterystu lat wygląda świeżej i ciekawiej niż historie całkiem nowe. Garrone rezygnuje z konwencji grzecznego fantasy. Patrzy wstecz i paradoksalnie uzyskuje w ten sposób bardzo orzeźwiający efekt. 

5. Bezkompromisowy tradycjonalizm 

Tradycjonalizm „Pentameronu” uwidacznia się w poszanowaniu XVII-wiecznego literackiego pierwowzoru, lecz nie chodzi tu wyłącznie o wspomniany naturalizm i wykorzystanie pomysłów, które Disney uznałby za deprawujące dziecięcy umysł. Niecodzienny wydaje się też przekaz opowiadanych historii – na pierwszym planie znajduje się kpina z ludzkich przywar, nie pochwała cnót. Garrone snuje gorzkie opowieści o egoizmie, głupocie i lekkomyślności, a więc o tematach w kinie niemodnych, nieatrakcyjnych dla widza szukającego przed ekranem wytchnienia. Dopiero gdzieś w tle poruszone tu zostają aktualne problemy takie jak kult młodości czy marginalizacja roli kobiet. Reżyser robi to jednak całkowicie mimochodem, zajęty jest bowiem wypinaniem tyłka w stronę współczesności. Korzysta na tym kinematografia, przez którą przepłynęła właśnie ożywcza fala.   

+
 0

Czytaj także