W niewoli zbiorowej wyobraźni

W niewoli zbiorowej wyobraźni

„Od zwierząt do bogów” YUVALA NOAHA HARARIEGO, czyli znakomity esej o dziejach ludzkiej kultury i mechanizmach historii, który brutalnie odziera nas ze złudzeń na własny temat.

Załóżmy, że kosmici naprawdę się nami interesują. Oczywiście jest to założenie obciążone podwójnym ryzykiem. Po pierwsze, wciąż nie mamy pojęcia, czy istnieje inteligentne życie poza naszą planetą; po drugie zaś, gdyby nawet istniało, trudno ustalić, co takiego na Ziemi mogłoby kosmitów zafrapować. Literatura science fiction poważnie podchodząca do tej kwestii doszła do wniosku, że idea tzw. pierwszego kontaktu to humbug. Mniejsza o to, że nie bylibyśmy w stanie komunikować się z kosmitami. Rzecz w tym, że nie umielibyśmy się nawet wzajemnie zauważyć, co zgrabnie podsumował kiedyś Kurt Vonnegut w „Śniadaniu mistrzów”, opowiadając o malutkim przybyszu z gwiazd, który usiłował porozumieć się z ludzkością za pomocą stepowania i popierdywania, lecz niestety pomylono go z zapałką.

Ale trzymajmy się naszego pozytywnego założenia – kosmici dostrzegli w nas coś interesującego, uważają nas za niebezpiecznych wrogów, dobrze rokujących sprzymierzeńców, ewentualnie za ciekawą odmianę fauny. Chcą się dowiedzieć, z jakiej jamy wyleźliśmy, jak udało się nam skolonizować i ujarzmić całą planetę, pragnęliby też zyskać wiedzę o tym, jakie są nasze dalsze plany. Kosmici, wypada przypuszczać, mają swoich intelektualistów, których zaprzęgają do tego zadania. Jednego z nich w stosownym kamuflażu umieszczają na Ziemi i każą mu pisać raporty. Ów wszelako po sześciu dekadach (według czasu lokalnego) żmudnej pracy rezygnuje i prosi o odwołanie – my, Ziemianie, znaliśmy go jako Stanisława Lema. Kosmici nadal są głodni informacji, wysyłają następnego eksperta. Nazywa się, przynajmniej z naszego punktu widzenia, Yuval Noah Harari, a jego szpiegowska legenda to posada profesora historii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie.

SPOJRZENIE Z DYSTANSU

„Od zwierząt do bogów” Harariego, opowieść o dziejach rodzaju ludzkiego od jego zarania do współczesności, rzeczywiście da się czytać jak raport napisany przez empatycznego kosmitę. Już sama idea, by w liczącym 500 stron tekście upchnąć taki ogrom zdarzeń i procesów, wydaje się karkołomna. Ale istotniejsza jest kwestia perspektywy – przywykliśmy do tego, że podobne syntezy zawsze mają jakąś ideologiczną podszewkę, czyli pisze się je z zamiarem przekonania niedowiarków i nawrócenia przeciwników. Po cóż inaczej podejmować podobny trud? Harari sprytnie się wymyka tym schematom, w gruncie rzeczy nawet nie wiadomo, w czyim imieniu się wypowiada, zachowując niewzruszony, obiektywny spokój niezależnie od tego, czy mowa akurat o rewolucji neolitycznej, polityce imperialnej, monoteizmie lub inżynierii genetycznej. Zaryzykowałbym hipotezę, że izraelski naukowiec po prostu odmawia przyjmowania postawy humanistycznej, która głosi, że rodzaj ludzki zasługuje na szczególną uwagę i wywyższenie. Owszem, zdaje się twierdzić Harari, na uwagę człowiek zasługuje, ale jako przyrodnicza i społeczna osobliwość, niezwykle skuteczny, pomysłowy drapieżca, nie zaś jako dumny pan i władca świata.

Czas chyba zauważyć, że „Od zwierząt do bogów” to rewelacyjna lektura – połączenie błyskotliwego wykładu z historii powszechnej, refleksji antropologicznej, eseju socjologicznego i analizy uniwersalnych mechanizmów ekonomii. To książka o tym, jak homo sapiens wynalazł kulturę, a także o tym, jaki z niej zrobił użytek. Czy też może odwrotnie – jak kultura posłużyła się człowiekiem, wpychając go na ścieżkę rozwoju, z której nie ma odwrotu. Owo wyważone spojrzenie z dystansu, które oferuje Harari, wielu czytelników może wytrącić z myślowej rutyny i dobrego samopoczucia.

FANTAZJUJĄCY PARWENIUSZ

Skupmy się na początkach naszej kariery. Klucz do zrozumienia ludzkiej natury, twierdzi autor, leży w tym, że homo sapiens jest parweniuszem – łańcuch ewolucyjnych przypadków wywindował go na pozycję znacznie przewyższającą jego możliwości. Niszowy zbieracz i padlinożerca nagle, w ledwie kilkaset tysięcy lat, awansował na szczyt łańcucha pokarmowego. „Gatunek ludzi wspiął się na ten szczebel niemal w okamgnieniu, nie mając ani uprzedniego przygotowania, ani czasu na adaptację” – pisze Harari. – „Wiele historycznych katastrof, od morderczych wojen po gwałt zadawany przez człowieka ekosystemowi, było skutkiem tego nazbyt szybkiego skoku. Rodzaj ludzki nie jest sforą wilków, które jakimś trafem weszły w posiadanie czołgów i bomb atomowych. Jest stadem owiec, które na skutek osobliwego ewolucyjnego przypadku nauczyły się wytwarzać czołgi i bomby atomowe. Uzbrojone owce są daleko bardziej niebezpieczne niż uzbrojone wilki”.

Dziwnym trafem ów afrykański przybysz nie tylko, ćwicząc się w czystkach etnicznych, zdołał zgładzić swoich licznych krewnych, lecz także błyskawicznie wyrzynał w pień wszystko, co dało się zjeść, doprowadzając do kolejnych biologicznych katastrof. „Nie wierzmy idealistycznym ekologom twierdzącym, że nasi przodkowie żyli w harmonii z przyrodą. Bo żyli z nią w dysharmonii” – stwierdza autor. Być może Ziemia w końcu pochłonęłaby tego agresywnego nuworysza, lecz jak na złość w jego życiu przydarzył się kolejny genetyczny zbieg okoliczności: zaczął posługiwać się językiem. I to w bardzo szczególny sposób. Chodzi o umiejętność „przekazywania informacji o rzeczach, które w ogóle nie istnieją. [...] Małpy nie można przekonać, by dała nam banana, obiecując jej, że po śmierci w małpim niebie otrzyma nieskończone mnóstwo bananów”. To był prawdziwy przełom, poznawcza rewolucja, moment narodzin kultury. „Ów fikcjotwórczy język umożliwił nam wszak nie tylko przedstawianie sobie rzeczy nieistniejących, ale też robienie tego z b i o r o w o. Potrafimy snuć wspólne mity [...]. Mity te dają homo sapiens nieznaną wcześniej umiejętność elastycznej współpracy w ramach wielkich liczebnie zbiorowości [...] z niezliczoną liczbą nieznajomych”.

WYNALEZIENIE PRZYSZŁOŚCI

A zatem ludzie uniezależnili się od biologii, a zaczęli istnieć w historii i we współdzielonych zbiorowo mitach – zaliczają się do nich nie tylko animistyczne wierzenia w leśne duszki, ale też wielkie religie i ideologie (Harari słusznie nie dostrzega między nimi większych różnic). Potencjał tworzenia wyobrażonych wspólnot zatrzymałby się jednak zapewne na etapie sielankowego zbieractwa i myślistwa w niewielkich grupach, gdyby nie rewolucja agrarna. „Winowajcami było kilka gatunków roślin, jak pszenica, ryż czy ziemniaki. To owe rośliny udomowiły homo sapiens, a nie vice versa”. I była to pułapka – wymuszona przez rolnictwo konieczność i „zdolność utrzymania przy życiu większej ilości ludzi w gorszych warunkach. [...] Skokowy przyrost zbiorowej mocy i rzekomy sukces naszego gatunku szedł w parze z ogromnym cierpieniem w wymiarze jednostkowym”. Dlaczego? To proste – pierwsi rolnicy odżywiali się dużo gorzej i pracowali dużo ciężej niż łowcy-zbieracze, a w dodatku byli zmuszeni wynaleźć przyszłość – to od planowania zależało powodzenie ich desperackich wysiłków, i to w przyszłości zawsze miało być lepiej niż obecnie. Szlag trafił beztroskę koczowniczej egzystencji, w jej miejsce pojawiły się władza, hierarchia i nierówna dystrybucja bogactwa. By przetrwać i zracjonalizować sobie ten koszmar, ludzie oddawali swój los w pacht rozmaitym wyobrażonym porządkom, wedle których ich męczarnia mogła mieć jednak jakiś sens. Spełniali w ten sposób marzenia swoich władców. „Jak sprawić, by ludzie szczerze wierzyli w taki porządek wyobrażony jak chrześcijaństwo, demokracja czy kapitalizm? Po pierwsze, pod żadnym pozorem nie wolno przyznawać, że porządek ma charakter wyobrażony”. Stąd wszystkie te „prawa naturalne”, którymi karmi się każdy system ideologiczny, a które nakazują uważać kobiety za gorsze od mężczyzn, czarnych za gorszych od białych, a biednych za gorszych od bogatych.

Co ciekawe, Harari nie wartościuje owych kulturowych porządków, a nawet uważa, że bez nich człowiek współczesny nie zacząłby sam aspirować do roli bóstwa. No i nie odkryłby po drodze trzech fundamentów globalnej cywilizacji – pieniądza, polityki imperialnej oraz uniwersalistycznych religii. To były czynniki jednoczące ludzkość, wbrew jej głęboko zakorzenionej ksenofobicznej naturze. Czy jednak dzieje sukcesu homo sapiens są zarazem dziejami postępu w dziedzinie ogólnej szczęśliwości? „Nie ma absolutnie żadnego dowodu na to, że z biegiem historii nieuchronnie rośnie pomyślność ludzkości [...] – konstatuje Harari. – O ile dziś wiadomo, z czysto naukowego punktu widzenia życie ludzie jest pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Ludzie są wytworem ślepych procesów ewolucyjnych, które funkcjonują bez celu i zamysłu. Nasze działania nie są częścią jakiegoś boskiego czy kosmicznego planu i gdyby jutro rano Ziemia eksplodowała, wszechświat prawdopodobnie w dalszym ciągu toczyłby się swoją utartą koleiną. W chwili obecnej możemy powiedzieć, że nikomu nie brakowałoby ludzkiej subiektywności. Dlatego też w s z e l k i e znaczenie, jakie ludzie przypisują swojemu życiu, jest tylko złudzeniem”. „Od zwierząt do bogów” to zaś próba nakreślenia dziejów tego złudzenia. Kosmici czytają raport Harariego, chrząkają zakłopotani i odkładają go na zakurzone biblioteczne regały, obok tysięcy jemu podobnych. �

Okładka tygodnika WPROST: 31/2014
Więcej możesz przeczytać w 31/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także