Młodzi utalentowani z Polski

Młodzi utalentowani z Polski

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Aleksandra Gintrowska
Aleksandra Gintrowska / Źródło: Newspix.pl / MICHAL CHWIEDUK
Od dawna wiadomo, że muzyka jest najłatwiejszym sposobem dotarcia do innych ludzi niezależnie od ich narodowości, rasy czy koloru skóry. Dlatego też artyści ją wykonujący nie tylko szybko zyskują sympatię, ale także stają się ambasadorami kraju, z którego pochodzą. W przeszłości byli nimi m.in. Fryderyk Chopin, Ignacy Jan Paderewski, Jan Kiepura, a nawet Violetta Villas. Czy obecnie prócz Basi Trzetrzelewskiej są tacy artyści, o których można tak powiedzieć? Czy młodym polskim wykonawcom, uda się podbić zachodni rynek? - pisze w "Nowym Dzienniku" Wojtek Maślanka.

Myślę, że śmiało można stwierdzić, że poza muzyką popową, mamy kilku rozpoznawalnych wykonawców i zespołów na całym świecie. Tak jest w przypadku artystów specjalizujących się w muzyce poważnej, operowej, jazzowej, filmowej, a nawet tanecznej, hardrockowej i blackmetalowej. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie pojawią się także wykonawcy, którzy grając pop zdobędą międzynarodową sławę.

Nadzieje polskiej muzyki

Bardzo wielu młodych, a nawet debiutujących wykonawców marzy, o międzynarodowej karierze i jest szansa, że niektórym z nich uda się podbić serca słuchaczy tym bardziej, że wielu z nich prócz ogromnej determinacji, talentu i pracy ma ku temu odpowiednie predyspozycje. Przedstawiciele polskiej branży muzycznej przyszłych gwiazd upatrują m.in. w Monice Brodce, Margaret, Kasi Lach, Oli Gintrowskiej, Katarzynie Brodowskiej znanej także jako Kasia Nova, ale także w Dawidzie Podsiadle i Michale Szpaku, który po ostatniej edycji Eurowizji stał się ogromnie popularny w wielu europejskich krajach. Wykonawcy ci bez problemów koncertują w kraju, jak i poza jego granicami śpiewając zarówno po polsku, jak i np. po angielsku. Nagrywają swoje piosenki oraz płyty w zachodnich i amerykańskich studiach, współpracują z zagranicznymi producentami i artystami, a nawet kręcą teledyski w wielkich metropoliach świata. Właśnie w ostatnich latach zniknęła jedna z barier, którą do niedawna uznawano za główną przeszkodę w robieniu zagranicznej kariery – akcent i słaba znajomość języka angielskiego. Współcześni młodzi wykonawcy posługują się nim płynnie i nawet nie myślą o tym, że ta kwestia mogłaby stanowić dla nich jakikolwiek problem.

Gwarancja zdobycia popularności

“Żeby osiągnąć sukces za granicą, trzeba mieć dobry angielski, świetne piosenki, być pokornym, mieć mnóstwo szczęścia i ciężko pracować” – mówi w rozmowie z “Nowym Dziennikiem” Margaret, która trzy lata temu zdobyła 2. miejsce na Bałtyckim Festiwalu Piosenki w szwedzkim Karlshamn. Tam też jej najnowszy singiel “Cool Me Down” zdobył platynowy status. Piosenka jest przebojem w wielu europejskich krajach, a na liście “Billboardu” w kategorii Twitter Emerging Artists zajęła 14. miejsce. Margaret nie ma jednak tzw. parcia na zagraniczną karierę, bowiem uważa, że na wszystko jest odpowiedni czas. “Nie myślę o tym za dużo, po prostu ciężko pracuję. Komponuję piosenki i śpiewam, tak jak robiłam to do tej pory. Jak się to uda, to będzie super, jak się nie uda, to też wszystko będzie w porządku” – stwierdza młoda wokalistka, która ma już na swoim koncie m.in. MTV Europe Music Awards.

Również Kasia Nova uważa, że znajomość języków obcych to podstawa dla artysty chcącego zaistnieć za granicą. “Jeżeli chce się robić karierę poza granicami Polski, to oczywistą sprawą jest, że trzeba znać języki obce, a zwłaszcza angielski, który w przypadku wokalistów jest numerem jeden. Dla mnie takim on właśnie jest – podkreśla piosenkarka, dodając, że bardzo przydatne są także inne, jak np. hiszpański czy też włoski. Zdaje sobie z tego także Ola Gintrowska, która język angielski opanowała już w czasie liceum ogólnokształcącego, korzystając z różnych kursów oraz robiąc międzynarodową maturę. Doszlifowała go na studiach w Londynie, gdzie na Kingston University ukończyła Wydział Śpiewu Operowego oraz Wydział Sztuk Dramatycznych. Tam też zaczęła stawiać pierwsze międzynarodowe kroki, występując na scenie w musicalach, a także filmach. “Na pewno artyści, którzy piszą i śpiewają po angielsku, myślą o tym, aby promować się nie tylko w Polsce, ale także poza jej granicami. Wiadomo przecież, że w każdym kraju język ten jest znany i łatwo się nim posługiwać oraz dotrzeć do innych – stwierdza Ola. – Jeżeli chodzi o mnie, to łatwiej mi się pisze teksty po angielsku i wydaje mi się, że język ten jest bardziej melodyjny. Uwielbiam także język polski, który jest przepiękny, i jak tylko mam okazję, to chętnie śpiewam po polsku. Jednak obecnie, w związku z tym, że stawiamy na moją międzynarodową karierę, śpiewam głównie po angielsku – wyjaśnia piosenkarka. – Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Do tej pory wszystko idzie w dobrym kierunku”. Ola Gintrowska obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie przyjechała w konkretnym celu – zrobienia międzynarodowej kariery.

Amerykański sen

Siostrzenica znanego barda Przemysława Gintrowskiego zadomowiła się w Los Angeles, gdzie pracuje nad swoją debiutancką płytą oraz rozwija się artystycznie. “Dla mnie jest to niesamowita przygoda, ponieważ cały czas poznaję wielu utalentowanych ludzi, którzy współpracowali z największymi gwiazdami, a ja mam teraz przyjemność uczyć się od nich jak najwięcej – wyznaje Ola Gintrowska. – Jestem bardzo wdzięczna mojej wytwórni płytowej Machina Music za duże wsparcie oraz za to, że mogę tutaj być i przeżywać wiele pięknych chwil”. Piosenkarka wykorzystuje także każdą okazję, by pojawić się na ważnych i prestiżowych imprezach, gdzie poznaje kolejne gwiazdy oraz ludzi związanych z branżą muzyczną. “Byłam na tegorocznej gali Grammy oraz Billboard Music Awards, gdzie miałam okazję spotkać się i porozmawiać z Rihanną oraz Keshą. Obie okazały się bardzo miłymi, słodkimi i kochanymi osobami. Podczas takich spotkań przekonujemy się, że artyści ci są takimi samymi i normalnymi ludźmi jak my – wyjaśnia Ola. – Na takich imprezach poznaję także kolejnych wpływowych ludzi, producentów i twórców piosenek. Jedni zapoznają cię z drugimi i dzięki temu nawiązują się ważne kontakty i znajomości. Właśnie dzięki temu mam plany na najbliższy czas i kolejne projekty” – zdradza wokalistka. Jednak prócz poznawana wpływowych osób Ola Gintrowska finalizuje pracę nad albumem, który będzie wydany i promowany w Stanach Zjednoczonych. “Płyta jest już prawie skończona, ale muszę jeszcze wrócić do studia, by ją doszlifować i dodać pewne smaczki, żebym była z niej w pełni zadowolona. Niebawem wydamy drugi singel ‘Best That I’ve Felt’, wyprodukowany przez Ryana Teddera, a później całą płytę” – wyjaśnia piosenkarka. Na razie nie wiadomo, kiedy dokładnie ujrzy ona światło dzienne, bo to będzie uzależnione m.in. od przyjęcia piosenki ją promującej. “Nie mogę się doczekać premiery płyty, ale także promocji moich piosenek w dużych amerykańskich rozgłośniach. Już za kilka dni mój pierwszy singiel ma się pojawić na antenie jednej z największych popowych stacji radiowych Kiis FM – mówi Ola, nie kryjąc radości. – Planuję także powrót do studia, ponieważ mam kilka pomysłów na współpracę z innymi ciekawymi osobami i już się nie mogę doczekać, co z tego wyjdzie”. To niejedyne plany, jakie zamierza realizować w najbliższym czasie. Przed nią poważna seria rozmów z prezenterami i DJ-ami. “Właśnie zaczynam radiową promocję związaną z wywiadami w amerykańskich rozgłośniach. Pomógł mi w tym D Trane, promotor, który wylansował wielu artystów, w tym m.in. Lady Gagę” – zaznacza z dumą Gintrowska.

Do grona młodych artystów chcących zrobić międzynarodową karierę na pewno należy Kasia Nova, która pierwsze zagraniczne kroki stawiała w Niemczech, biorąc udział w tamtejszej edycji programu “Idol” oraz pokazując się w różnych mediach. Dzięki temu udało się jej nawiązać współpracę z niemieckimi producentami, a także Thomasem Andersem, byłym wokalistą Modern Talking, z którym nagrała piosenkę “Forever in a Dream”. “Dzisiaj, dzięki mediom społecznościowym oraz internetowi, praktycznie każdy może dotrzeć do odpowiednich ludzi z branży muzycznej czy też artystów, trzeba tylko być zdecydowanym i upartym” – podkreśla Kasia. – Zanim nagrałam swoją pierwszą płytę, to założyłam sobie, że będzie to międzynarodowy projekt, więc automatycznie wraz z moim ówczesnym menedżerem szukaliśmy takich kontaktów”. W związku z tym, że miała to być płyta taneczna, wybór padł na Niemcy, które były najbliżej Polski, chociaż piosenkarka ta myślała także o Szwecji, gdzie obecnie są najlepsi tego typu producenci. Praca nad albumem u naszych zachodnich sąsiadów zaowocowała koncertami Kasi, promocją w tamtejszych mediach, a także poznawaniem kolejnych wpływowych ludzi z branży muzycznej. Jednak jej największym marzeniem było nagranie płyty oraz zrobienie kariery w Stanach Zjednoczonych. “Gdy mając 19 lat pierwszy raz przyleciałam do Chicago, od razu stwierdziłam, że chcę mieszkać oraz rozwijać się muzycznie w Stanach Zjednoczonych. Małymi kroczkami zaczęłam to realizować i poznawać kolejnych ważnych ludzi, m.in. Marty’ego Cintrona z zespołu No Mercy, z którym się zaprzyjaźniłam i nagrałam duet” – opowiada Kasia Nova. Piosenkarka podkreśla także, że dużo ważnych kontaktów zdobyła dzięki Targom Muzycznym MIDEM, na które jeździła przez kilka lat. “Poznałam tam wielu znanych producentów i menedżerów, z którymi nawiązałam kontakt. Jeżeli ktoś szuka i potrafi coś zrobić, to na pewno trafi do odpowiednich osób i nic mu nie stanie na przeszkodzie, by osiągnąć swój cel” – podkreśla Kasia. Obecnie pracuje nad nową płytą, którą nagrywa w Los Angeles oraz Nowym Jorku. “Mam taką umowę z producentami, że na płycie mogą się także znaleźć piosenki nagrane w różnych miejscach oraz z różnymi osobami. Na razie nie mam ustalonego konkretnego terminu premiery tego albumu, ale myślę, że do końca roku będzie gotowy” – zdradza piosenkarka.

Artystka nagrała także teledysk do piosenki “Love is Music” w Nowym Jorku. Powstał on dzięki współpracy z Bluberries Advertising, firmą Barta i Leszka Sadowskich. “Zrobiliśmy go bardzo szybko, ponieważ zgłosiłam tę piosenkę do konkursu Eurowizji, a regulamin wymagał, by był do niej nakręcony wideoklip. Mieliśmy mało czasu, ale udało nam się nakręcić teledysk, który jest bardzo fajny i ciekawy, i jestem z niego bardzo zadowolona” – wyjaśnia artystka. Klip cieszy się dużą popularnością w internecie.

O sukcesie w Stanach Zjednoczonych mogą także mówić Monika Brodka i Iza Lach. Obie artystki zostały zaproszone m.in. na prestiżowy festiwal CMJ Music Marathon, na którym zostali odkryci m.in.: Lady Gaga, Jason Mraz czy też kanadyjski zespół Arcade Fire. Monika Brodka była nawet pierwszą polską reprezentantką w ponad 30-letniej historii tej imprezy, a miało miejsce w 2012 roku. Poza tym rok później piosenkarka, która okrzyknięta została jedną z najważniejszych i najbardziej nowatorskich polskich wokalistek, pojawiła się także na festiwalu Sound City New York. Brodka swoimi występami oraz charyzmą sceniczną podbiła serca amerykańskiej publiczności. “Jestem niesamowitą fanką Nowego Jorku, wręcz kocham to miasto i świetnie się tutaj czuję, więc bardzo się cieszę, że w ciągu niespełna roku mogłam pojawić się w tej metropolii trzy razy” – mówiła wtedy, mając także na myśli czas spędzony w Wielkim Jabłku i Los Angeles podczas pracy nad swoim albumem w amerykańskim studiu.

Z kolei Iza Lach, trzy lata temu nie tylko została zaproszona do udziału w prestiżowym festiwalu CMJ Music Marathon, ale także do współpracy ze znanym raperem, aktorem i producentem muzycznym Snoop Doggiem, używającym obecnie pseudonimu Snoop Lion. Artysta ten nie tylko wyprodukował jej płytę “Off the Wire” i minialbum “Good Friday”, ale także podpisał z nią kontrakt płytowy na pięć płyt. Była to nagroda za wygrany przez nią konkurs na remiks piosenki “Set it off” z repertuaru Snoop Dogga. Wokalistka okrzyknięta przez MTV księżniczką polskiego popu nagrała także piosenkę “The Good Good”, zamieszczoną później na płycie “Reincarnated” Snoop Dooga, który przy okazji zmiany stylu muzycznego z hip-hopu na reggae zaczął używać nowego pseudonimu artystycznego Snoop Lion. To jednak nie wszystko – Iza Lach wystąpiła także w teledysku Snoopa nakręconego do piosenki “No Ordinary Affair”, który wywołał wielkie zainteresowanie Polką w światowym show-biznesie. W dodatku klip ten był zapowiedzią filmu “Birds of a Feather”, w którym także wystąpiła młoda artystka. Snoop jest pod wielkim wrażeniem polskiej piosenkarki, a w jednym z wywiadów powiedział: “Kiedy ją pierwszy raz usłyszałem, nie mogłem uwierzyć w to, jak bardzo jest uzdolniona. Dzięki niej dowiedziałem się, że w Polsce są takie nieodkryte talenty. Ta dziewczyna nie tylko śpiewa, ale umie także produkować, zna się na aranżacji i ma przy tym w sobie wielkiego ducha, a czegoś takiego brakuje obecnie w przemyśle muzycznym. Ta branża potrzebuje właśnie takich ludzi” – wyjaśnił Snoop. Również Iza Lach jest pod wielkim wrażeniem legendy hip-hopu. “Współpraca ze Snoop Lionem to dla mnie wielkie doświadczenie i piękne wydarzenie, w dodatku bardzo nietypowe i trochę surrealistyczne. Najfajniejsze jest to, że Snoop potraktował mnie jak swoją rodzinę i tak mnie nadal traktuje, wspiera mnie we wszystkim, co robię” – mówiła w rozmowie z “Nowym Dziennikiem”. Właśnie tego typu osiągnięcia młodych polskich artystów napawają optymizmem na przyszłość polskiej muzyki.

Sukces

Zgodnie z polskim przysłowiem, że “apetyt rośnie w miarę jedzenia”, również poprzeczka, jaką stawiają sobie młodzi wykonawcy marzący o światowej karierze, z biegiem czasu się podnosi. Dla jednych jest nią pojawienie się na zagranicznych listach przebojów, dla innych nagranie płyty w Stanach Zjednoczonych lub zaistnienie na liście “Billboardu”. Kasia Nova uważa, że sukcesem w Stanach Zjednoczonych, który przyniesie jej satysfakcję, będzie pojawienie się jej piosenki w amerykańskich rozgłośniach radiowych. “Jeżeli któraś z popowych rozgłośni w Stanach będzie grała mój singiel, to na pewno będzie to mój osobisty sukces. Podobnie będzie, jeżeli pojawi się on na liście ‘Billboardu’ – twierdzi Kasia. – Myślę, że nie tylko dla mnie, ale także dla każdego polskiego artysty to byłoby ogromne osiągnięcie”. Z kolei dla Oli Gintrowskiej strąceniem poprzeczki oznaczającej sukces będzie zaproszenie jej na amerykańską trasę koncertową. “Jeżeli zobaczę terminy moich koncertów, będę wiedziała, że osiągnęłam sukces w Stanach – podkreśla piosenkarka. – Jednak myślę, że takim przełomem będzie chwila, w której usłyszę swoją piosenkę w radiu jadąc samochodem. Kolejnym będzie seria wywiadów w stacjach radiowych, które mają się rozpocząć jeszcze w tym miesiącu na zachodnim Wybrzeżu USA. Najpierw będą to rozgłośnie w San Francisco, Las Vegas i Los Angeles, a następnie Chicago, Nowy Jork, Miami i kilka innych metropolii – wylicza Gintrowska. – Później, jeżeli zobaczę terminy trasy koncertowej, to będę krzyczeć z radości, skakać i dziękować wszystkim, którzy we mnie wierzyli, a zwłaszcza Bogu za to, że mam takie piękne życie i że dał mi talent, który mogę rozwijać”.

To, co dla wielu stanowi poważne wyzwanie, dla Natalii Safran i Mikołaja Jaroszyka – rodzeństwa z Poznania – już dawno się ziściło. Ich piosenki nie tylko są grane w amerykańskich rozgłośniach i klubach oraz podbijają listę “Billboardu”, ale także pojawiają się na ścieżkach filmowych hollywoodzkich produkcji. “Niesamowitym uczuciem spełnienia artystycznego był moment, kiedy nasi znajomi wchodzili do różnych klubów muzycznych i widzieli, jak przy remiksie naszej piosenki bawią się setki osób – mówi z dumą Mikołaj, zdradzając, że sam słyszał ją z głośników w dużych firmowych sklepach. – Fantastyczne jest to, że coś, co powstaje z czystej pasji, później trafia do klubu, na ‘Billboard’ i serc tysięcy ludzi i żyje własnym życiem”.

Mikołaj dodaje z uśmiechem, że “zdobędziemy szczyt naszego sukcesu wtedy, gdy będziemy mieli więcej odtworzeń naszych teledysków niż Sia”.

Polacy w Hollywood

Natalia Safran i Mikołaj Mick Jaroszyk są przykładem artystów, którzy dzięki swojej determinacji i uporowi, a także ciężkiej pracy osiągnęli wielki sukces. Mimo że nie są oni na pierwszych stronach polskich gazet – i o to wcale nie zabiegają – to udało się trafić do serc hollywoodzkich producentów filmowych poszukujących muzyki do swoich filmów. Ich piosenki znalazły się m.in.: na ścieżkach takich filmów, jak: “New in Town” w reżyserii Jonasa Elmera (utwór “Hey You”), “Hours” Erica Heisserera (“All I Feel Is You”), “Anna” Jorge Dorado (“Say Goodbye”) oraz “The Choice” Rossa Katza (“Daylight” i “Black Betty”).

Jak mówią, udało im się to dzięki temu, że spędzali w Los Angeles bardzo dużo czasu. “Nagraliśmy nasz album dzięki portalowi crowdfundingowemu, a że byliśmy pierwszymi Polakami, którzy korzystali z takiej możliwości sfinansowania produkcji płyty, to wszyscy zwracali na nas uwagę” – wyjaśnia Natalia, dodając, że później rozdawali ją różnym ludziom, przez co w końcu dotarła do osób, które się nią zainteresowały. “Właśnie wtedy jedną z naszych piosenek zainteresowała się pewna aktorka, która reżyserowała swój pierwszy film. Zadzwoniła do nas z pytaniem, czy może wykorzystać w nim jeden z utworów, który się jej spodobał, i w taki sposób fama o nas rozniosła się dalej” – wspomina Natalia.

“Pracujemy cały czas niezależnie od tego czy jesteśmy w Los Angeles, czy też w Poznaniu. Mamy już kilka nowych piosenek, które czekają na premierę. Zdążyliśmy je jednak przedstawić kilku ważnym osobom dzięki czemu jest już wstępne zainteresowanie nimi” – zdradza Mikołaj, dodając, że na razie nie może nic więcej powiedzieć na ten temat.

Poznańskie rodzeństwo jest już na tyle rozpoznawalne w Hollywood, że czasami otrzymują specjalne zlecania na stworzenie muzyki do filmu, a nawet konkretnej jego sceny. “Tak było z coverem piosenki ‘Black Betty’, starego bluesowego standardu, przerobionego także w latach 70. przez rockowy zespół Ram Jam – wyjaśnia Natalia. – Mick zrobił to ze swoim rockowym zespołem Burn This Song, który jeszcze nie wydał swojej płyty. Mamy więc sytuację, kiedy to piosenka pojawia się w hollywoodzkim filmie przed wydaniem debiutanckiego albumu zespołu, który ją nagrał” – wyjaśnia Natalia. “Żeby było ciekawiej, to piosenka ta przerywa scenę w filmie, kiedy to jego główni bohaterowie spotykają się po raz pierwszy. Tak więc trafiliśmy w epicentrum hollywoodzkich zdarzeń” – mówi z dumą Mikołaj. Ma to miejsce w filmie Rossa Katza pt. “The Choice” nakręconym na podstawie prozy Nicholasa Sparksa. Na jego ścieżce jest także druga piosenka stworzona przez Natalię Safran i Mikołaja Jaroszyka nosząca tytuł “Daylight”.

Żeby osiągnąć taki sukces w Stanach Zjednoczonych, trzeba jednak odpowiednio zadbać o swój własny interes i poświęcić się całkowicie pracy. W Hollywood są wyspecjalizowani ludzie poszukujący odpowiedniej muzyki, która może dobrze zabrzmieć w filmie i przyciągnąć uwagę. “Tutaj nie wystarczy naśladowanie obowiązujących trendów w muzyce, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi to lepiej. Konieczne jest natomiast ich kreowanie i poszukiwanie swojego charakterystycznego oraz rozpoznawalnego brzmienia” – twierdzi Mikołaj.

Autorem tego tekstu jest Wojtek Maślanka.


Czytaj także

 2
  • magic IP
    Jedyną polską gwiazdą, która zbiera tłumy i zapełnia ogromne sale na koncertach w Bombaju, Tokio, Los Angeles, Singapurze, Hamburgu, Katmandu, Paryżu, Londynie, Buenos-Aires, Tel-Avivie, Rio i w każdym możliwym zakątku świata a publika zna słowa utworów (po angielsku ofc) jest Behemoth i nikt więcej. Na którego z w/w wykonawców - koncert biletowany poza granicami naszego kraju - przyjdzie taki gigantyczny tłum? Na nikogo. I taka jest prawda.
    • krakowiak IP
      Brawo! Jestem dumny z rodakow! Serce sie raduje, kiedy my, Polacy odnosimy sukcesy zarowno w kraju jak i za granica! Brawo!