Wiceprezes TK: Ustawą o IPN zajmiemy się najwcześniej za dwa miesiące

Wiceprezes TK: Ustawą o IPN zajmiemy się najwcześniej za dwa miesiące

Wnętrze Trybunału Konstytucyjnego
Wnętrze Trybunału Konstytucyjnego / Źródło: Newspix.pl / FOT KONRAD KOCZYWAS
Jak poinformował Polskie Radio wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński, instytucja najwcześniej za dwa miesiące zajmie się skierowaną do niej nowelizacją ustawy o IPN.

– Trybunał Konstytucyjny najwcześniej za dwa miesiące zajmie się ustawą o IPN – ogłosił Muszyński. – Rozpatrzenie sprawy za kilka tygodni jest możliwe przy założeniu, że strony postępowania terminowo zajmą pisemne stanowiska w sprawie – dodał.

Przypomnijmy, prezydent Andrzej Duda skierował podpisaną przez siebie nowelizację ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w celu dalszych prac. Zapisy nowelizacji stały się początkiem kryzysu dyplomatycznego pomiędzy Polską a Izraelem.

Czytaj także:
„Nieakceptowalny przekaz”. Ambasada Izraela krytykuje film o „polskim Holokauście”

Co zakłada nowelizacja?

Przypomnijmy, polski parlament przyjął nowelizację ustawy o IPN, która wprowadza karę grzywny lub karę do trzech lat więzienia za używanie w publikacjach sformułowań sugerujących, że Polska brała udział w zbrodniach hitlerowskich, w tym określenia „polskie obozy śmierci”. Zapis umożliwi też wszczynanie postępowań karnych m.in. za negowanie zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Zarówno Izrael jak i Ukraina wyraziły sprzeciw wobec ustawy.

Duda podpisał ustawę, kierując ją do TK

6 lutego prezydent Andrzej Duda ogłosił, że podpisze ustawę o IPN, co oznacza, że przepisy, które budzą kontrowersje, wejdą w życie. Jednocześnie Duda zdecydował się skierować ustawę w tzw. trybie następczym do TK, aby ten zbadał kwestię wolności słowa i określoności przepisów prawa. – Po pierwsze, aby zbadał: wolność głoszenia poglądów (chodzi o wolność słowa – czy nie jest ona ograniczona) oraz kwestię określoności przepisów prawa – wyjaśniał prezydent.

Czytaj także:
Media z Izraela informowały o „zamrożeniu ustawy o IPN”. Resort Ziobry ucina spekulacje

Czytaj także

 3
  • Po nich to co ludzie mówią i piszą, spływa jak po kaczce, dopiero jak dostanie w mordę to kłania się w pas!
    • Dlaczego tak szybko?
      Czyżby nie było w kolejce innych spraw?
      • Autorzy tekstu w szczegółach opisują okres pracy Andrzeja Przyłębskiego, męża prezes TK, w ambasadzie RP w Berlinie na początku lat. 90. Przyłębski – zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL podpisał już w 1979 roku, przyjął pseudonim „Wolfgang” – wysłał tam Zarząd Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa. Do Niemiec udał się wraz z żoną Julią. W Berlinie najpierw był szyfrantem, a od 1996 roku attaché kulturalnym.
        Z informacji „Gazety Wyborczej” wynika, że „prowadził” go oficer specsłużb Mariusz Muszyński, dzisiejszy wiceprezes TK. Jako dyplomata Muszyński kierował działem prawnym konsulatu w Berlinie. Jako oficer – nadzorował siatkę wywiadu w ambasadzie i konsulacie. W ten sposób Muszyński poznał Przyłębską, która w konsulacie zajmowała się kwestiami prawnymi.
        To właśnie obecny wiceszef TK domagał się przekwalifikowania Przyłębskiej na „osobowe źródło informacji” (wcześniej była zakwalifikowana jako „zabezpieczenie”), a kiedy to już nastąpiło – nadał jej pseudonim i przyjął do „prowadzenia”. Jak twierdzą informatorzy dziennika, Przyłębski wcale nie musiał wiedzieć, że to Muszyński był jego oficerem prowadzącym, choć nie jest to wykluczone. Zwłaszcza, że w Berlinie Przyłębscy i Muszyńscy (aktualny wiceprezes TK również był tam z żoną) byli mocno zżyci i często trzymali się razem.
        Niemiecki rozdział kariery Muszyńskiego został zamknięty niedługo później. W 2002 roku, na wniosek strony niemieckiej, w trybie pilnym wrócił do Polski. Niemcy wystosowali w tej sprawie „stanowczą prośbę”, co w przypadku państw sojuszniczych jest jedną z najostrzejszych możliwych reakcji. Zdaniem „Gazety Wyborczej”, wielce prawdopodobny jest scenariusz, w którym Muszyński próbował zwerbować jednego z urzędników niemieckiego MSZ, przed którym zdekonspirował się jako oficer wywiadu RP. Gdy urzędnik poinformował o wszystkim swoich przełożonych, Muszyński musiał wrócić do kraju.