Alternatywna rzeczywistość „Wiadomości”. By bronić podwyżek dla polityków, sięgnięto po najgorsze sztuczki

Alternatywna rzeczywistość „Wiadomości”. By bronić podwyżek dla polityków, sięgnięto po najgorsze sztuczki

„Wiadomości” TVP z 3 sierpnia 2021 roku
„Wiadomości” TVP z 3 sierpnia 2021 roku / Źródło: TVP
Wtorkowe „Wiadomości” postanowiły wziąć w obronę podwyżki dla polityków. Poza porównaniami z zarobkami w innych państwach i uderzeniem w Tuska, autor materiału programu TVP postanowił trochę podkoloryzować rzeczywistość. Jego zdaniem PiS nigdy wcześniej nie zajmowało się „urealnieniem pensji” polityków. To nieprawda, to było trzecie, w końcu udane, podejście partii rządzącej do tematu.

„Wiadomości” we wtorkowym wydaniu poruszyły temat podwyżek wynagrodzeń dla polityków. Już we wprowadzeniu do materiału prowadzący program Michał Adamczyk mówił: – Kwestia tych świadczeń jest tematem debaty, bo np. polski prezydent czy premier w porównaniu z szefami rządów innych krajów zarabiają o wiele, wiele mniej.

Autor reportażu Konrad Warzocha z kolei zaczął od stwierdzenia: – Od polskich urzędników i przedstawicieli państwa oczekuje się najwyższych standardów. Tych nie można oczekiwać bez proporcjonalnych wynagrodzeń.

„Wiadomości” bronią podwyżek pensji polityków. Porównują zarobki premierów Czech i Polski

Dalej dowodzono, że w innym wypadku – zdaniem ekspertów – najlepsze kadry „odpływają do sektora prywatnego”. – Takie były też powody, przez które prezydent podpisał rozporządzenie o podwyżkach dla niektórych urzędników i samorządowców – usłyszeli widzowie „Wiadomości”. W materiale wielokrotnie przytaczano zarobki szefów innych państw, jak np. premiera Czech, który inkasuje, po przeliczeniu 40 tys. zł miesięcznie. Prezydent Litwy – 46 tys. zł, a kanclerz Niemiec – blisko 130 tys. zł miesięcznie.

– 14 tysięcy naszego premiera jest przy tym, jak dieta za delegacje albo pensja urzędnika niższego szczebla – odczytał Warzocha. Dr Bartłomiej Biskup, który komentował sprawę, podkreślał, że skoro „cały kraj idzie do przodu” i rosną pensje, to także politycy mogą otrzymywać podwyżki.

Kto stoi na drodze podwyżek dla polityków? „Wiadomości”: Donald Tusk

– Na takie podwyżki nie zgadza się . Klub parlamentarny KO ma złożyć projekt ustawy blokującej podwyżki – ogłosił autor materiału. Co warto zaznaczyć, „Wiadomości” przedstawiły ten projekt ustawy jako zapowiedź, tymczasem 3 sierpnia na łamach Wprost.pl opisywaliśmy już jej treść – została złożona do Sejmu, nie nadano jej jeszcze numeru druku, ale widnieje na stronach parlamentu.

– Samemu Tuskowi pieniędzy nie brakuje, mówią komentatorzy. Donald Tusk nadal zarabia jako szef Europejskiej Partii Ludowej, a to 30 tys. zł miesięcznie. Przez najbliższy rok będzie odbierał odprawę za bycie szefem Rady Europejskiej, gdy jej przewodniczył zarabiał 140 tys. zł. Jak się szacuje, w Brukseli zarobił już ponad 8 mln zł. Jego emerytura ma wynieść około 30 tys. zł – odczytał Warzocha.

Publicysta „Tygodnika Niedziela” Piotr Grzybowski, komentując sprawę zarobków Tuska, oskarżył byłego premiera o hipokryzję. Po krótkiej wstawce z komentarzem Grzybowskiego głos zabrał ponownie Warzocha, ogłaszając: – Wygląda na to, że Tusk zmusił swoich podwładnych do tego sprzeciwu. Publicyści wskazują: tu, zamiast troski o jakość państwa, jest wyłączna chęć uderzenia w przeciwnika.

Wówczas pokazano, co „naprawdę” mogą myśleć politycy PO na temat podwyżek. Dowód? Tweet wiceministra Waldemara Budy, który dowodził, że jeden z polityków opozycji podziękował PiS za podwyżki.

Czytaj też:
Politycy opozycji dziękują PiS za podwyżki? Wiceminister Waldemar Buda cytuje SMS

„Wiadomości” twierdzą, że PiS nie zajmował się pensjami polityków. To nieprawda

Autor materiału „Wiadomości” Konrad Warzocha po tej wstawce ogłosił kolejną informację, która całkowicie mija się z prawdą. Stwierdził bowiem:

– Temat urealnienia pensji niektórych urzędników pojawił się w połowie II kadencji (rządów PiS – red.). Wcześniej skupiono się na wprowadzaniu programów społecznych i poprawie życia zwykłych Polaków, co potwierdzają rosnące wskaźniki gospodarcze.

Temat podwyższenia pensji polityków wcale nie „pojawił się” teraz. W 2016 roku, także latem, zrobiło pierwsze podejście do tej sprawy. Skończyło się tym, że obecny sojusznik PiS, a wtedy krytyk partii rządzącej, , nazwał cały pomysł „Koryto+”. 18 lipca 2016 roku do Sejmu wpłynął projekt ustawy zakładający wzrost wynagrodzeń polityków. Ówczesna premier miała zarabiać nie 16,7 tys. zł brutto, a 24,1 tys. zł.

Czytaj też:
Podwyżki dla rządu i prezydenta, czyli "Koryto+" według Pawła Kukiza

Tu fragment uzasadnienia projektu z 2016 roku: „Wieloletni brak waloryzacji na tych stanowiskach doprowadził do sytuacji, w której osoby o wysokich kwalifikacjach nie przyjmują ofert na kierowniczych stanowiskach państwowych albo rezygnują z zajmowanych stanowisk, z uwagi na relatywnie niski poziom wynagrodzeń”.

Także latem, ale 2020 roku, gdy Polska otrząsała się z pierwszego uderzenia pandemii koronawirusa, wrócił temat podwyżek. Wtedy jednak działo się to – na samym początku – w porozumieniu między Zjednoczoną Prawicą a opozycją.

Doszło nawet do tego, że stosowną ustawę przegłosowano w Sejmie (poparli go także posłowie i posłanki opozycji), ale projekt zatrzymano. Opozycja została wtedy ostro skrytykowana za głosowanie razem z PiS w tej sprawie. Tak pisaliśmy na łamach Wprost.pl na ten temat rok temu:

„Ustawa przewiduje obliczanie wynagrodzeń poszczególnych osób na podstawie wynagrodzenia zasadniczego sędziego Sądu Najwyższego określonego w stawce podstawowej. I tak, marszałkowskie Sejmu i Senatu będą otrzymywać 1,1-krotność tej kwoty, podobnie premier. Prezydentowi przysługiwać będzie 1,3-krotność, a jego małżonce – 0,9-krotność. Posłowie i senatorowie otrzymają 0,63-krotność”.

Czytaj też:
Sejm zdecydował o podwyższeniu pensji polityków. Posłowie byli w tej sprawie niezwykle zgodni

W 2020 roku poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk tłumaczył w Polsat News sens podwyżek w ten sposób: – Podsekretarze stanu muszą godnie reprezentować Polskę niemalże każdego dnia na różnego rodzaju spotkaniach i mają do dyspozycji budżety wielomiliardowe z perspektywy państwa.

Niskie pensje posłów czy senatorów to pośrednio zasługa samego Prawa i Sprawiedliwości. Gdy w 2018 roku wybuchła afera z nagrodami dla członków rządu Beaty Szydło, to  zdecydował o tym, by ich uposażenia obniżyć o 20 proc.

Czytaj też:
Obniżka wynagrodzeń parlamentarzystów o 20 proc. Sejm przegłosował ustawę

Źródło: WPROST.pl
 7

Czytaj także