Dobry kierunek dla Rudy Śląskiej

Dobry kierunek dla Rudy Śląskiej

Krzysztof Mejer
Krzysztof Mejer Źródło: Materiały partnera
Rozmowa z Krzysztofem Mejerem, kandydatem na prezydenta Rudy Śląskiej.

Co się kryje za Pana hasłem wyborczym Dobry kierunek dla Rudy Śląskiej?

Hasło nawiązuje do tego, co realizowaliśmy z panią prezydent Grażyną Dziedzic przez ostatnich 12 lat. Chciałbym ten kierunek kontynuować, zwłaszcza że jest on dobrze oceniany przez mieszkańców, ale zamierzam też skorygować kurs tam, gdzie jest to potrzebne i wytyczyć kolejne ścieżki rozwoju. Chciałbym, by to hasło stało się mottem naszego miasta, byśmy sobie wspólnie z mieszkańcami wyznaczali taki dobry kierunek w każdym obszarze życia i w każdej dzielnicy.

Już Pan zaczął to realizować z mieszkańcami.

To prawda. Powołaliśmy Otwarty Sztab Obywatelski, który skupia różne środowiska, moich najbliższych współpracowników, ale również mieszkańców Rudy Śląskiej. Po wyborach chciałbym go przekształcić w Obywatelskie Forum Mieszkańców, które wyłoniłoby ze swego grona kandydatów do następnej Rady Miasta. Chciałbym wprowadzić do Rady zupełnie nową drużynę – przedstawicieli różnych środowisk, które są bardzo aktywne na terenie miasta, ale do tej pory nigdy nie były zainteresowane wejściem do struktur samorządowych.

Jakie środowiska ma Pan na myśli?

Nie tylko polityczne, ale też organizacje pozarządowe, grupy działające w mieście. Każdy, kto chce się zaangażować w sprawy miasta, jest mile widziany. Rada Miasta to twór otwarty na wszystkich, nikogo nie przyjmujemy na podstawie poglądów politycznych.

Krzysztof Mejer

Oponenci zarzucają Panu, że choć jest bezpartyjnym kandydatem, barwy polityczne przylgnęły do Pana przez poparcie, które uzyskał Pan od KO.

Koalicja Obywatelska tak naprawdę jeszcze się nie określiła. Mam za to oficjalne poparcie struktur regionalnych stowarzyszenia samorządowego Tak! Dla Polski, a także Polski 2050 i Lewicy. Myślę, że to, co mi się w tym względzie wytyka, to przejaw zazdrości i żalu, iż moi konkurenci nie dostali tego poparcia. Wielu mieszkańców Rudy Śląskiej jest członkami różnych ugrupowań, ma określone poglądy polityczne – dlaczego mam nie zabiegać o ich poparcie? Jeden z kandydatów, który mi to wytyka, sam zabiegał o to poparcie, ale go nie uzyskał.

Co zadecydowało o tym, że akurat Pan to poparcie dostał?

Myślę, że przede wszystkim postawa moich kolegów samorządowców, z którymi współpracowałem w ostatnich latach. Reprezentowałem Rudę Śląską w Zgromadzeniu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i Śląskim Związku Gmin i Powiatów. Miałem okazję realizować z nimi szereg projektów, brać udział w różnych akcjach. Koledzy znają moje stanowisko w kwestii budowania metropolii, więc sądzę, że to poparcie było decydujące.

Niektórzy uważają, że wypowiedź Donalda Tuska, który uznał Pana kandydaturę za „wartą rozważenia”, była dla Pana pocałunkiem śmierci.

Ja tego tak nie odbieram. To bardzo cenne stanowisko. Jeśli były premier rządu widzi we mnie kogoś zdolnego skutecznie zarządzać Rudą Śląską, jest to dla mnie pochwała. Część osób przyjęła to negatywnie – tak to w życiu bywa. Cokolwiek się robi, zyskuje się zwolenników, ale i wrogów. Dlatego nie uważam, by takie poparcie mi zaszkodziło. Wręcz przeciwnie – sądzę, że bardzo mi pomoże. Opinie takich osób, jak premier Tusk czy senator Zygmunt Frankiewicz są dla mnie bardzo cenne, bo pokazują, że praca, którą wykonuję, jest dobrze oceniana przez innych.

Pana hasło wyborcze może się kojarzyć z przeciwną opcją polityczną.

Chodziło w nim przede wszystkim o kontynuowanie tych zadań, które podejmowaliśmy razem z Grażyną Dziedzic. Chciałbym przypomnieć, że już po jej śmierci opozycja, która przez wiele lat skutecznie ograniczała nam możliwości działania, przyznała, że dokonania pani prezydent zmieniły oblicze Rudy Śląskiej. To najlepszy dowód na to, że warto dalej w tym kierunku pójść. Pani prezydent zostawiła po sobie wiele projektów, więc mamy w czym wybierać i co realizować przez kilka lub kilkanaście lat.

Tylko jak to wszystko realizować w kryzysie i do tego przy krótkiej kadencji?

W tej kadencji – nie miejmy złudzeń – wielu rzeczy nie zrobimy. Część z nich będzie ujęta w projekcie budżetu na następną kadencję. Nowy prezydent zostanie wybrany prawdopodobnie pod koniec września w drugiej turze i nie będzie w stanie przeprowadzić wielu zmian w tym dokumencie. Program, który ogłaszam, jest obliczony na realizację w ciągu sześciu lat.

Jeśli chodzi o brak pieniędzy, to samorządy mają większy problem z wydatkami bieżącymi, a nie z inwestycyjnymi, bo pieniędzy na te cele jest – wbrew pozorom – wiele. Nie dość, że gminy mają określone środki na realizację celów inwestycyjnych, to jeszcze są rządowe fundusze inwestycyjne.

Co zamierza Pan zdążyć zrobić – lub zacząć – w najbliższym roku?

Na pewno to, co rozpoczęliśmy w tym roku. To są kluczowe inwestycje, np. drogowe, więc absolutnie nie wolno się z nich wycofywać, bo one poprawiają bezpieczeństwo i komfort przemieszczania się po mieście. Chciałbym zmodyfikować linie autobusowe komunikacji miejskiej. Jest już przygotowany projekt tych zmian i można go po wyborach błyskawicznie wdrożyć. Planuję też zlikwidować białe plamy komunikacyjne. Chciałbym również zrealizować inne przedsięwzięcia ważne dla mieszkańców, np. wodny plac zabaw.

Rowerzyści mogą na Pana liczyć?

Jasne, że tak. Jestem zapalonym rowerzystą. W ostatnich tygodniach swojego urzędowania podpisałem się pod projektem budowy velostrady metropolitalnej, która będzie przebiegać przez Rudę Śląską.

Krzysztof Mejer

Chce Pan poprawić finansowanie sportu – co konkretnie?

Czołowe kluby sportowe w mieście wiele lat temu przejęły infrastrukturę sportową od kopalń i muszą ją utrzymywać. W innych miejscach na Śląsku za tę infrastrukturę odpowiadają miasta. Chciałbym przejąć obiekty sportowe od klubów, które zechcą z nami współpracować, bo to pozwoli nam szybciej te obiekty modernizować – miasto będzie mogło pozyskiwać środki na ten cel. Klubów nie stać na remonty, dlatego chodzi o zdjęcie z nich tego obowiązku. To z kolei pozwoli im na wypracowanie dodatkowych budżetów na szkolenie dzieci i młodzieży, a na tym najbardziej mi zależy. Oczywiście to będzie długotrwały proces.

Czy to nie za duże obciążenie dla miasta w dobie kryzysu? Czy kluby sportowe nie powinny same szukać sponsorów?

Sport to przede wszystkim zdrowie ale również – jak już wspomniałem – miejsce na wychowywanie dzieci i młodzieży. To jedno z działań priorytetowych, dlatego muszą znaleźć się środki na ten cel. I tak w dużym stopniu przekazywaliśmy pieniądze klubom na utrzymanie infrastruktury sportowej. To ogromne wyzwanie, ale myślę, że jeśli ułożymy rozsądny harmonogram finansowy, będzie to z korzyścią dla nas wszystkich. Powinniśmy otwarcie o tym rozmawiać, wyznaczyć kierunek z datą końcową i stopniowo w tym kierunku iść. Nie ma innego wyjścia, bo nasze kluby nie są w stanie same utrzymać tej infrastruktury.

Podkreśla Pan, że chce kontynuować kierunek rozwoju miasta obrany z prezydent Grażyną Dziedzic. A jest coś, co chciałby Pan zmienić, zrobić inaczej?

Chciałbym bardziej zaangażować mieszkańców w zarządzanie miastem, stworzyć Radę Kobiet, Radę Kultury – gremia doradcze, które by nam pomagały w zarządzaniu poszczególnymi segmentami.

Który projekt zgłoszony do budżetu obywatelskiego na 2023 rok poparłby Pan jako obywatel Rudy Śląskiej?

Wśród zgłoszonych projektów jest kilka ogólnomiejskich i spośród nich poparłbym projekt budowy skateparku w Bielszowicach w Parku Strzelnica. Uważam, że to świetna inwestycja, podobne atrakcje cieszą się w naszym mieście ogromnym zainteresowaniem. Jeśli natomiast chodzi o inwestycje lokalne, to żeby nie było, że faworyzuję swoją dzielnicę, zagłosowałbym za przebudową rynku kochłowickiego.

Mówimy sporo o inwestycjach i wydawaniu pieniędzy. A gdyby trzeba zaciskać pasa, to gdzie szukałby Pan oszczędności?

To duży problem, bo zaciskamy go co najmniej od 2018 roku. Prawdę mówiąc, ciężko mi sobie wyobrazić dalsze cięcia wydatków. Chciałbym przypomnieć, że środowiska samorządowe domagają się od rządu nawet już nie rekompensaty utraconych dochodów z tytułu zmian podatkowych, lecz bardziej oczekują zwiększenia finansowania samorządów poprzez podniesienie udziału samorządów w podatkach PIT lub dopuszczenie samorządów do podatku VAT. To by znacznie poprawiło naszą sytuację, zwłaszcza w zakresie bieżących wydatków. Po wygranych wyborach usiądę nad finansami Rudy Śląskiej, bo w tej chwili już ponad miesiąc nie mam w nie wglądu. Choć trudno oczekiwać, by zaszła zmiana na lepsze, skoro samorządy są w tym roku finansowane inaczej, otrzymują równe transze, które nie są – jak dawniej – uzależnione od rozwoju gospodarczego. Żadnych pieniędzy ekstra nie możemy się więc spodziewać.

Ile Ruda Śląska straciła na zablokowaniu Krajowego Planu Odbudowy?

Około 300 mln złotych. To jest dla nas ogromna strata. Z tych środków planowaliśmy m.in. rewitalizację cennego zabytku, jedynego w Polsce pieca hutniczego z czasów komunistycznych, co mogłoby ożywić ruch turystyczny.

Które miasto Pana zdaniem jest w Polsce najlepiej zarządzane?

Takich miast jest wiele. Właściwie każde duże miasto jest dobrze zarządzane. W aglomeracji śląskiej na przykład Tychy świetnie się rozwijają pod rządami Andrzeja Dziuby i są przykładem godnym naśladowania.

Spośród sześciu obszarów rozwoju, którymi zamierza się Pan zająć (zielone i nowoczesne miasto, edukacja i tradycja, aktywność i kultura, przyjazna przestrzeń, Ruda Śląska obywatelska, sprawna komunikacja i bezpieczeństwo), które będą najważniejsze w tym pierwszym roku?

Edukacja i tradycja. W edukacji jest sporo do zrobienia. Chciałbym utworzyć regionalne centrum edukacyjne i położyć nacisk na nauczanie o regionie. Również komunikacja to obszar, w którym wiele zmian możemy wprowadzić już od przyszłego roku.

Jako były reporter, który był blisko ludzi i rzecznik prasowy, PR-owo będzie Pan sobie zapewne radził dobrze.

To jest zarzut ze strony moich konkurentów, że jestem specjalistą, PR-owcem do wynajęcia. Dla mnie to oznaka słabości tych komitetów, które nie są w stanie rywalizować ze mną propozycjami programowymi, tylko wyciągają przeciwko mnie moją przeszłość, moje doświadczenie zawodowe albo fakt, że się nie urodziłem i nie uczyłem w Rudzie Śląskiej. To są niepoważne zarzuty, bo o tym, czy ktoś może być dobrym prezydentem nie świadczy to, czy się w tej miejscowości urodził, wychował, wykształcił, tylko to, jakie ma kompetencje i cechy charakteru i czy jest skuteczny w działaniu. Mamy wielu dobrych prezydentów, którzy nie urodzili się w miastach, którymi zarządzają, np. prezydent Krakowa Jacek Majchrowski pochodzi z Sosnowca, a Andrzej Dziuba jest wrocławianinem. Dlatego nie bardzo rozumiem, dlaczego ja nie mógłbym być dobrym prezydentem.

Da się pogodzić kampanię wyborczą z treningami?

To trudne. Musiałem zrezygnować z treningów w klubie crossfit, pozostało mi tylko bieganie. Mam nadzieję, że po kampanii wyborczej będę mógł wrócić do bardziej intensywnych treningów, które mi bardzo pomagają w pracy. Podczas biegania resetuję umysł i mam czas na przemyślenie wielu kwestii.

Będzie się Pan przygotowywał do konkretnych zawodów?

Chciałbym jeszcze w tym roku zaliczyć dwa maratony. Jeden w Dublinie w ostatnią niedzielę października. Wylosowałem start dwa lata temu, potem była pandemia, więc mam nadzieję, że wystartuję teraz. Nie będę tam walczyć o życiówkę, lecz o to, by zaliczyć ten bieg w dobrym tempie. Planuję jeszcze jeden maraton z końcem roku, w Maladze.

Co jest Pana największym sportowym osiągnięciem?

Mój pierwszy maraton, który biegłem w Łodzi. Uzyskałem tam życiówkę: 3 godziny i 26 minut. Potem jeszcze raz zbliżyłem się do tego wyniku.

Krzysztof Mejer

A co uważa Pan za swoją życiówkę w działalności dla miasta?

Bycie wiceprezydentem i to, że jesteśmy postrzegani przez inwestorów za miasto bardzo przyjazne. Kiedy zostałem wiceprezydentem, utworzyliśmy zespół ds. obsługi inwestora, gdzie kompleksowo obsługujemy każdego, kto chce u nas zainwestować.

Czy bycie prezydentem to zajęcie raczej dla długodystansowca czy dla sprintera?

Jedno i drugie jest ważne. W samorządzie ważne jest myślenie strategiczne, długofalowe, ale w wielu sytuacjach trzeba rozwiązywać problemy palące, szybko reagować i podejmować decyzje. Przydają się więc oba doświadczenia: długo- i krótkodystansowe. Ale bieganie uczy czegoś innego: pokory. Nawet jeśli jest się świetnie przygotowanym do imprezy sportowej, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy na trasie. Możemy być świetnie przygotowani kondycyjnie i skręcić nogę. Dlatego niezależnie od dystansu, zawsze trzeba z pokorą podchodzić do startu. Podobnie jest w pracy samorządowej. Jeśli do wszystkiego, co robimy, podchodzimy z pokorą, to osiągniemy sukces.

Źródło: Materiały Partnera
 0

Czytaj także