Unijna debata nad Traktatami wywołała sporo emocji. „Za kogo wy się uważacie?”

Unijna debata nad Traktatami wywołała sporo emocji. „Za kogo wy się uważacie?”

Parlament Europejski
Parlament Europejski Źródło: Shutterstock / Hadrian
Europosłowie debatowali we wtorek 21 listopada nad zmianami unijnych Traktatów. Zdaniem polskich polityków mowa o przepisach, które mają odebrać faktyczną władzę rządom większości państw Unii Europejskiej.

To rzadka sytuacja, kiedy przeciwko czemuś występują zarówno politycy PiS, jak i PO. Tym razem jednak oba stronnictwa zapowiadają, że nie poprą postulowanych zmian w Traktatach o Unii Europejskiej. Zdaniem polskich polityków mają one sprawić, że Wspólnota przejmie kolejne prerogatywy rządów państwowych, pozbawiając ich sprawczości.

Debata nad zmianą unijnych traktatów

Wtorkowa debata nad sprawozdaniem Komisji Spraw Konstytucyjnych PE zalecającym zmianę unijnych Traktatów rozpaliła eurodeputowanych. Reprezentujący PiS prof. Ryszard Legutko powiedział, że przedmiot obrad to dowód na to, „jak niebezpieczna stała się Unia”.

– Przypomina to historię doktora Frankensteina, który chciał stworzyć cudowną istotę, a stworzył potwora. Chodzi tu o zagrabienie wszystkich ważnych kompetencji państw członkowskich. Jeśli ta reforma zostanie zrealizowana, to państwa będą mieć mniej władzy, niż niemieckie landy – mówił obrazowo.

– Za kogo wy się uważacie? Nie macie inicjatywy legislacyjnej, za co dziękujemy Bogu. Z legitymacją demokratyczną też jest problem. Chcecie rządzić całym kontynentem, a nie jesteście w stanie nawet zapewnić ciepłej wody w tym budynku – grzmiał Legutko.

Debata o Traktatach: Ten dokument osłabia wspólnotę

Przeciwko zmianom wystąpił też Andrzej Halicki z PO. – Nigdy wcześniej nie potrzebowaliśmy Unii Europejskiej silniejszej i sprawniejszej w obliczu zagrożeń, w obliczu wojny, która jest tuż obok nas. Ale ten dokument nie spełnia tej potrzeby. Co więcej osłabia naszą wspólnotę – podkreślał.

Europoseł bronił zasady jednomyślności. – Łatwiejszy proces podejmowania decyzji nie oznacza siły. Co by było gdyby Ukraina otrzymała 51 proc. wsparcia krajów członkowskich albo 66 proc. To byłoby silniejsze wsparcie dla Ukrainy czy słabsze, a dla Unii Europejskiej oznaczałoby siłę czy jej podział? Reformy są potrzebne, ale ten dokument nie jest potrzebny – argumentował.

Czytaj też:
Tusk o odblokowaniu środków z KPO: Niektórzy z państwa trochę mi dokuczali
Czytaj też:
Protest przewoźników na granicy. Ukraińcy straszą pozwami

Opracował:
Źródło: WPROST.pl