PiS domaga się zmian w komisjach śledczych. Posłanka KO: Równie dobrze można badać 1939 rok

PiS domaga się zmian w komisjach śledczych. Posłanka KO: Równie dobrze można badać 1939 rok

Politycy KO w Sejmie
Politycy KO w Sejmie Źródło: PAP / Marcin Obara
Politycy PiS przekonują, że nie mają nic przeciwko komisjom śledczym, ale chcą, aby zajęły się również rządem PO-PSL. Zapowiadają poprawki, które – jak wynika z zapowiedzi opozycyjnej koalicji – i tak nie przejdą. – Chodzi o rozmycie odpowiedzialności – nie ma wątpliwości poseł Maciej Konieczny. I dziwi się, dlaczego przez osiem lat PiS takiej komisji nie powołało.

Zwycięska koalicja chce zbadać afery, które wybuchły za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, w trzech komisjach śledczych. Jedna zająć ma się aferą wizową, druga sprawą inwigilacji Pegasusem, a trzecia – wyborami kopertowymi. W tej ostatniej jedną z głównych postaci jest były minister i wicepremier Jacek Sasin, który w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie zapewniał, że jest gotów stanąć przed komisją. – Liczę, że będę miał możliwość to wyjaśnić. Mam nadzieję, że komisja śledcza właśnie temu będzie służyła, a nie będzie hucpą polityczną – stwierdził.

Reakcje polityków PiS na pytania o komisje śledcze były różne. Jedni bagatelizowali ich znaczenie, twierdzili, że to „spektakl”, który PO urządza w Sejmie, a inni deklarowali, że nie mają nic do ukrycia.

Natomiast liderzy opozycyjnych ugrupowań podkreślali, że spraw do wyjaśnienia jest na tyle dużo, że trzy komisje śledcze mogą nie wystarczyć i nie wykluczali powołania kolejnych. Donald Tusk zapowiadał również, że „rozliczenie będzie bardzo dokładne”. – Nie będzie stronnicze, ale będzie też sprawiedliwe, czyli dla ludzi, którzy przekroczyli prawo będzie bezwzględne – zapewniał. Z kolei marszałek Sejmu Szymon Hołownia zapowiadał, że do końca roku może zostać powołana co najmniej jedna komisja. – Zaczęliśmy ten proces wcześnie, bo wiemy, że będzie on długi – zaznaczał.