Prezydent Czech Václav Klaus spotkał się z aprobatą - zarówno w Pradze, jak i poza nią – za swoje nowe podejście w wyrażaniu krytyki pod adresem Unii Europejskiej, które pozbawione jest już dotychczasowego prostackiego nacjonalizmu. 1 stycznia Czechy przejmują półroczną prezydenturę we wspólnocie, pisze „Der Spiegel” i porównuje nastawienie Klausa i Lecha Kaczyńskiego do Unii Europejskiej.
Prezydent Václav Klaus twierdzi, że nie jest przeciwnikiem Unii Europejskiej, ale "eurorealistą" w przeciwieństwie do wielu osób, które zakażone są “euronaiwnością”, czyli pasywną i bezkrytyczną aprobatą dla wszystkich pomysłów Brukseli.
Czechy znajdą się u steru po raz pierwszy od przystąpienia do Unii Europejskiej w 2004 roku. Praga będzie miała wyjątkowo niesprzyjające warunki zewnętrzne w czasie pełnienia swojej funkcji. Kryzys finansowy objął również Czechy, a Unia podjęła kroki by złagodzić skutki recesji na kontynencie. „Der Spiegel" zastanawia się w związku z tym, czy kraj którego prezydent zasłynął jako krytyk Unii podoła nowej odpowiedzialności?
Klaus stworzył specjalną czeską odmianę krytyki pod adresem Unii. Jest ona spokojna i intelektualna, tak jak jej orędownik, który wciąż się kłóci w imię wolności. Obywa się przy tym bez napuszonej retoryki nacjonalistycznej, krytykując Unię za jej biurokrację i braki w demokracji.
Stanowi to kontrast dla eurosceptycyzmu innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, który wyrasta z łatwej do urażenia dumy narodowej i kompleksów historycznych. Prezydent Lech Kaczyński wykorzystywał to podejście by doprowadzić wiele szczytów do granic fiaska, nie dlatego, że sprzeciwia się Unii Europejskiej jako takiej, ale dlatego że jego zdaniem nie składa ona wystarczającego hołdu wyjątkowej historycznej roli Polski w Europie. Kiedy premierem był jego brat bliźniak, z pełną powagą powiedział partnerom Polski w Brukseli, że gdyby nie druga wojna światowa, Polska miałaby 66 milionów obywateli i dlatego zasługuje na więcej głosów w Unii.
Jednak w Pradze tego typu patos na temat historii wywołuje co najwyżej skinienia głową na nie, podobnie jak głęboka wiara w Unię Europejską, która stoi za przemówieniami Kaczyńskiego. Z każdym razem kiedy Polska jest w tarapatach, prezydent spodziewa się wsparcia ze strony Brukseli, tak jak to było kiedy Rosja wprowadziła zakaz na importowane mięso z Polski trzy lata temu. Przez lata Polska nawoływała do wspólnej polityki energetycznej Unii, twierdząc, że w ten sposób uda się zapobiec zależności od Moskwy.
„Kaczyński chce by Europa pozostała taka jak jest – jeśli to możliwe bez małżeństw homoseksualnych – jednak przy większych wpływach swojego kraju", powiedział Kai-Olaf Lang, specjalista ds. Europy Wschodniej w berlińskiej Fundacji Nauki i Polityki. „Klaus natomiast krytykuje Unię z liberalnego punktu widzenia. Postrzega ją jako wolny rynek, ale nie jako super-nację.”
im
Czechy znajdą się u steru po raz pierwszy od przystąpienia do Unii Europejskiej w 2004 roku. Praga będzie miała wyjątkowo niesprzyjające warunki zewnętrzne w czasie pełnienia swojej funkcji. Kryzys finansowy objął również Czechy, a Unia podjęła kroki by złagodzić skutki recesji na kontynencie. „Der Spiegel" zastanawia się w związku z tym, czy kraj którego prezydent zasłynął jako krytyk Unii podoła nowej odpowiedzialności?
Klaus stworzył specjalną czeską odmianę krytyki pod adresem Unii. Jest ona spokojna i intelektualna, tak jak jej orędownik, który wciąż się kłóci w imię wolności. Obywa się przy tym bez napuszonej retoryki nacjonalistycznej, krytykując Unię za jej biurokrację i braki w demokracji.
Stanowi to kontrast dla eurosceptycyzmu innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, który wyrasta z łatwej do urażenia dumy narodowej i kompleksów historycznych. Prezydent Lech Kaczyński wykorzystywał to podejście by doprowadzić wiele szczytów do granic fiaska, nie dlatego, że sprzeciwia się Unii Europejskiej jako takiej, ale dlatego że jego zdaniem nie składa ona wystarczającego hołdu wyjątkowej historycznej roli Polski w Europie. Kiedy premierem był jego brat bliźniak, z pełną powagą powiedział partnerom Polski w Brukseli, że gdyby nie druga wojna światowa, Polska miałaby 66 milionów obywateli i dlatego zasługuje na więcej głosów w Unii.
Jednak w Pradze tego typu patos na temat historii wywołuje co najwyżej skinienia głową na nie, podobnie jak głęboka wiara w Unię Europejską, która stoi za przemówieniami Kaczyńskiego. Z każdym razem kiedy Polska jest w tarapatach, prezydent spodziewa się wsparcia ze strony Brukseli, tak jak to było kiedy Rosja wprowadziła zakaz na importowane mięso z Polski trzy lata temu. Przez lata Polska nawoływała do wspólnej polityki energetycznej Unii, twierdząc, że w ten sposób uda się zapobiec zależności od Moskwy.
„Kaczyński chce by Europa pozostała taka jak jest – jeśli to możliwe bez małżeństw homoseksualnych – jednak przy większych wpływach swojego kraju", powiedział Kai-Olaf Lang, specjalista ds. Europy Wschodniej w berlińskiej Fundacji Nauki i Polityki. „Klaus natomiast krytykuje Unię z liberalnego punktu widzenia. Postrzega ją jako wolny rynek, ale nie jako super-nację.”
im