Powiększone magazynki były zabronione na mocy ustawy zakazującej posiadania automatycznej broni ofensywnej typu wojskowego, uchwalonej przez zdominowany przez Demokratów Kongres w 1994 r. Miała ona jednak obowiązywać tylko przez 10 lat i potem miała być ewentualnie przedłużona. W 2004 r., kiedy większość w obu izbach posiadali Republikanie, Kongres nie przedłużył ustawy.
W miniowej dekadzie Kongres nie podjął próby przywrócenia zakazu broni ofensywnej. Nie próbowali tego nawet Demokraci po odzyskaniu większości w 2006 r. Nie chceli narazić się potężnemu lobby posiadaczy, handlarzy i producentów broni palnej, skupionemu w Krajowym Stowarzyszeniu Strzeleckim (NRA). Po masakrze w Arizonie podnoszą się głosy, aby ponownie uchwalić zakaz broni ofensywnej i półautomatycznej. Wezwał do tego wtorkowy "New York Times" i niektórzy politycy demokratyczni w Kongresie. Zwolennicy ograniczenia dostępu do broni palnej nie liczą zbytnio na prezydenta Baracka Obamę. Jako kandydat obiecywał on przywrócenie zakazu broni ofensywnej. Jako prezydent nie zrobił nic w tej sprawie, uznając, że nie warto angażować się w batalię w niewielkimi szansami na sukces.
NRA i wszyscy przeciwnicy jakichkolwiek restrykcji na broń powołują się na 2 poprawkę do konstytucji, twierdząc, że daje ona wszystkim Amerykanom prawo do samoobrony. Nie jest ona jednak jednoznaczna - mówi tylko o prawie milicji stanowej do noszenia broni. Prawa regulujące posiadanie broni są szczególnie liberalne w zachodnich stanach, jak Arizona, o silnej kowbojskiej tradycji załatwiania porachunków indywidualnie za pomocą własnych "guns".
Jak zauważa wtorkowy "Washington Post", konstytucyjne prawo do samoobrony, na które powołuje się "gun lobby", nie musi kłócić się z "podyktowaną rozsądkiem kontrolą dostępu do broni".
pap