Zima zatrzyma polską pomoc humanitarną dla Ukrainy? „Jak myślę o granicy, to jest mi po prostu niedobrze”

Zima zatrzyma polską pomoc humanitarną dla Ukrainy? „Jak myślę o granicy, to jest mi po prostu niedobrze”

Kolejka samochodów na przejściu w Zosinie
Kolejka samochodów na przejściu w Zosinie Źródło: PAP / Wojtek Jargiło
Ułatwienia dla pomocy humanitarnej, zarówno po stronie polskiej, jak i po stronie ukraińskiej, są tak niewystarczające, że jeżeli w najbliższym czasie nie zostaną wprowadzone jakieś sensowne rozwiązania, to mało któremu wolontariuszowi będzie się chciało czekać po siedem albo i więcej godzin na granicy wraz z handlarzami samochodów, rzucającymi się na maskę tym, którzy powinni kolejkę omijać. Ani Straż Graniczna, ani celnicy nie umieli nam odpowiedzieć na pytania dotyczące ułatwień dla konwojów ciężarowych w Dorohusku.

Wzajemne ustawy o identycznym traktowaniu obywateli, wielokrotne wizyty polskich polityków, w tym prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie, deklaracje o współpracy i słowa podziękowań dla Polski i Polaków ze strony ukraińskiej władzy (a nie obywateli – bo to należy rozróżniać) nie załatwią problemów nierozwiązywalnych od lat. Polsko-ukraińska granica, czy jak kto wioli ukraińsko-polska, bo to działa w dwie strony, to senny koszmar kierowców. A teraz także polskich wolontariuszy, którzy od 24 lutego po prostu chcieli pomagać sąsiadom.

Wykruszają się nie dlatego, że im się nie chce, że nie mają czego albo czym wozić, czy są zmęczeni. Ich po prostu dobija bezsilność, bo żeby móc pomagać, muszą też pracować. A gdy weekend nie pozwala na obsłużenie transportu choćby tylko do Kijowa (o dalszej wyprawie przy wielogodzinnych kolejkach na granicach można zapomnieć), to wszystko staje się o wiele trudniejsze. Bo ilu pracodawców wytrzyma fanaberie pracownika, który w piątek najchętniej urwałby się w południe, a w poniedziałek rano jest nieprzytomny ze zmęczenia?

O doświadczenie z transportem „humanitarki” zapytaliśmy Klaudię Król i Gabrysię Niegosz, które z pomocą jeżdżą od początku pełnoskalowej na pełną skalę, czyli od ponad pół roku. Obie nie mają ostatnio szczęścia do przekraczania granic (w obie strony) i swoimi doświadczeniami podzieliły się z „Wprost”.

Źródło: Wprost
 1

Czytaj także