Ujawniono dokumenty z pierwszych tygodni wojny. Na to Rosja nie mogła się zgodzić

Ujawniono dokumenty z pierwszych tygodni wojny. Na to Rosja nie mogła się zgodzić

Władimir Putin
Władimir Putin Źródło: kremlin.ru
Z ujawnionych dokumentów wynika, że Ukraina negocjowała umowę pokojową z Rosją już kilka tygodni po inwazji. Moskwa była początkowo zainteresowana porozumieniem, ale na jeden punkt nie mogła się zgodzić

Dziennik "The New York Times" opublikował projekty porozumień pokojowych z 17 marca i 15 kwietnia 2022 r., w których przedstawiono propozycje, jak również „komunikat” z rozmów w Stambule, które odbyły się 29 marca. Podsumowywały one proponowaną umowę.

Gazeta zapewnia, że dokumenty, do których dotarła zostały udostępnione do publikacji przez źródła ukraińskie, rosyjskie i europejskie, a ich autentyczność została potwierdzona przez uczestników negocjacji. W raporcie stwierdzono, że niektóre aspekty tych dokumentów zostały już upublicznione, ale większość z nich nie została wcześniej ujawniona.

Moskwa chciała, by w Ukrainie językiem urzędowym był rosyjski

Z analizy dokumentów wynika, że Kijów i Moskwa spierały się o takie kwestie, jak poziom uzbrojenia, warunki potencjalnego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, a także ukraińskie przepisy dotyczące języka i kultury, które Rosja chciała znieść. Podczas negocjacji strona ukraińska miała zgodzić się na zrzeczenie się członkostwa w NATO i zaakceptowanie rosyjskiej okupacji części swojego terytorium, odmówiła jednak uznania rosyjskiej suwerenności nad nimi. Rosja zażądała także, aby Ukraina uczyniła rosyjski językiem urzędowym.

„Rosja, oszołomiona zaciekłym oporem Ukrainy, wydawała się otwarta na takie porozumienie, ale ostatecznie nie zgodziła się na jego najważniejszy element: porozumienie zobowiązywało bowiem inne kraje do stanięcia w obronie Ukrainy w przypadku ponownego ataku ze strony Rosji" – czytamy.

Okazuje się, że Ukraina zabiegała o zgodę Rosji na międzynarodowe „gwarancje bezpieczeństwa”, zgodnie z którymi inne państwa – w tym sojusznicy Ukrainy, którzy również podpiszą porozumienie – staną w jej obronie w przypadku ponownego ataku. Chciała, aby traktat objął „uznane na arenie międzynarodowej granice” Ukrainy, nawet gdy siły rosyjskie wciąż próbowały zająć Kijów.

Na ten punkt porozumienia Rosja nie chciała się zgodzić

Ukraina chciała, aby jej sojusznicy byli umownie zobowiązani do interwencji w przypadku ponownego ataku, na przykład poprzez „...zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, dostarczenie niezbędnej broni, wykorzystanie sił zbrojnych w celu przywrócenia i dalszego utrzymania bezpieczeństwa Ukrainy”.

Z kolei Rosja chciała, aby Ukraina i wszyscy pozostali sygnatariusze traktatu znieśli sankcje wobec Moskwy nałożone od 2014 roku i publicznie wzywała do tego samego inne kraje. Ukraina musiała oddać cały wschodni Donbas i uznać Krym za część Rosji. Lista siedmiu punktów była wymierzona w tożsamość narodową Ukrainy, w tym w zakaz nadawania ulicom imion ukraińskich bojowników o niepodległość.

Projekt zawierał ograniczenia dotyczące liczebności ukraińskich sił zbrojnych oraz liczby czołgów, baterii artyleryjskich, okrętów wojennych i samolotów bojowych, jakie kraj mógł posiadać w swoim arsenale. Urzędnicy amerykańscy byli zaniepokojeni warunkami ewentualnego traktatu.

Zdaniem europejskiego dyplomaty, na którego powołuje się gazeta, przywódcy Polski obawiali się, że Niemcy lub Francja mogą próbować nakłonić Ukraińców do przyjęcia warunków Rosji, i nie chcieli do tego dopuścić. Dlatego 24 marca na spotkaniu z przywódcami NATO w Brukseli prezydent Polski Andrzej Duda podniósł tekst projektu porozumienia z 17 marca. „Który z was to podpisze?” – miał zapytać Duda. Żaden z przywódców NATO nie odpowiedział.

Czytaj też:
Blef Putina przed szczytem pokojowym. Zełenski ma dwa cele. „Przebić rosyjską bańkę”
Czytaj też:
Eksperci ISW nie mają wątpliwości. Tak Putin postrzega wojnę z NATO