Amerykański szeryf o Polsce: „Nie mam wątpliwości, że USA przyszłyby z pomocą”

Amerykański szeryf o Polsce: „Nie mam wątpliwości, że USA przyszłyby z pomocą”

Pojazd pancerny armii USA na paradzie z okazji Święta Wojska Polskiego
Pojazd pancerny armii USA na paradzie z okazji Święta Wojska Polskiego Źródło: Newspix.pl / MAREK KONRAD / FOTONEWS
Gdyby w Polsce pojawił się problem, Amerykanie stanęliby po waszej stronie, bo od dawna jesteśmy bliskimi sojusznikami – mówi dla „Wprost” Bobby Vickery, Szeryf Hrabstwa Calhoun w Teksasie, Republikanin.

Tomasz Stankiewicz, Wprost.pl: Mistrzostwa świata FIFA 2026, które USA organizują wspólnie z Meksykiem i Kanadą. W Europie pojawiają się pytania o bezpieczeństwo, zwłaszcza w kontekście problemu karteli w Meksyku. Czy pana zdaniem kibice będą bezpieczni? Czy USA planują wysłać wojsko do zabezpieczenia meczów?

Bobby Vickery, Szeryf Hrabstwa Calhoun w Teksasie: Nie wiem, jakie dokładnie plany ma prezydent Trump. Osobiście jednak nie przewiduję większych problemów. Myślę, że ci, którzy chcieliby wyrządzić szkody, wiedzą, że nie będziemy tego tolerować. Uważam też, że współpraca między rządami Meksyku i Stanów Zjednoczonych nie jest tutaj problemem. Problemem są kartele, a nie same państwa. Dlatego sądzę, że podczas mundialu kibice będą bezpieczni.

Czy napięcia międzynarodowe, na przykład wokół Iranu, mogą pana zdaniem doprowadzić do bojkotu mundialu przez część państw?

Nie sądzę. W sporcie ludzie zazwyczaj odkładają politykę na bok, bo chodzi przede wszystkim o samą rywalizację sportową. Oczywiście mogą pojawić się małe grupy czy pojedyncze środowiska, które będą chciały coś bojkotować, ale nie wydaje mi się, żeby był to szeroki, powszechny ruch.

Przejdźmy do Europy i bezpieczeństwa tego regionu. Czy Stany Zjednoczone powinny nadal mocno wspierać wschodnią flankę NATO, w tym Polskę?

Jeśli chodzi o Polskę, nasze kraje od zawsze dobrze współpracowały i były bliskimi sojusznikami. Uważam, że nasz prezydent wierzy w relacje międzynarodowe i pokój. Czasami jednak pokój wymaga siły. To nadal pokój, ale oparty na stanowczości. W mojej osobistej opinii prezydent zrobił dokładnie to, co należało zrobić, i zrobił to we właściwym momencie. To trochę jak z agresorem na placu zabaw, jeśli ktoś go nie zatrzyma, będzie posuwał się coraz dalej.

Donald Trump od lat podkreśla, że państwa NATO powinny w większym stopniu same finansować własne bezpieczeństwo. Podziela pan ten pogląd?

Tak. Uważam, że każdy powinien ponosić swoją uczciwą część kosztów. Nie może być tak, że cały ciężar troski o bezpieczeństwo świata spoczywa na jednym państwie. To nie byłoby ani opłacalne, ani sprawiedliwe. Jeśli ja kupuję całe jedzenie, to druga strona nie musi się martwić, skąd je wziąć. Ale jeśli każdy dokłada swoją część, wszyscy czują odpowiedzialność. Uważam, że prezydent postępuje słusznie i we właściwym momencie.

Czy podobnie patrzy pan na amerykańską soft power, czyli wieloletnie finansowe wspieranie partnerów i organizacji międzynarodowych?

Uważam, że to dobra rzecz, że to zostało ograniczone. Jeśli za wszystko płacimy my, to w dłuższej perspektywie przegrywamy. Partnerstwo nie działa, jeśli tylko jedna strona pomaga. Wszyscy muszą brać udział. Jeśli mówimy: „albo robimy to razem, albo wcale”, to jest to uczciwe podejście i dotyczy to wszystkiego, od poziomu lokalnego, stanowego, po federalny i międzynarodowy.

Można założyć, że pokój opłaca się wszystkim, także z punktu widzenia biznesu. A jak w tym kontekście patrzy pan na relacje USA z Chinami?

Myślę, że prezydent bardzo intensywnie pracuje nad relacjami z przywódcą Chin. Możliwe, że ich relacja nie wygląda dokładnie tak, jak nam się wydaje z zewnątrz. Widzimy tylko to, co pokazują media, a nie wiemy, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Sądzę, że oni jednak współpracują. Oczywiście konflikty i napięcia będą się zdarzać, czy to w polityce, religii, czy wszędzie indziej. Małe konflikty są czymś normalnym. Ale moim zdaniem prezydent Trump robi to, co trzeba, żeby budować tę relację, bo nie chce wojny z nikim.

Czyli uważa pan, że opinia publiczna widzi tylko część rzeczywistego obrazu?

Zdecydowanie. Dziś nie ma takich mediów, o których można by powiedzieć: „tak właśnie jest”. Jedna strona mówi jedno, druga drugie, i obie obwiniają przeciwnika. Jako zwykli obywatele nie wiemy do końca, komu wierzyć. Możemy jedynie kierować się własnym zaufaniem i oceną. Ja zaufałem temu człowiekowi, głosowałem na niego i uważam, że robi to, co słuszne. To, co wie społeczeństwo, to zwykle tylko wierzchołek góry lodowej.

Chciałbym zapytać o Ukrainę. W Europie Środkowo-Wschodniej istnieje obawa, że nawet jeśli wojna zostanie zamrożona, Rosja może w przyszłości znów zaatakować, na przykład państwa bałtyckie. Czy uważa pan, że obecny konflikt da się naprawdę zakończyć?

Trudno to przewidzieć, bo nikt nie wie, co przyniesie jutro. Wojna w Ukrainie to prawdopodobnie jedno z największych wyzwań, przed jakimi stanął prezydent. Wiele konfliktów udało mu się zatrzymać, ale to jest wyjątkowo trudna sprawa. Myślę, że do jakiegoś rozwiązania dojdzie. Pytanie tylko, czy będzie to trwałe zakończenie konfliktu, czy jedynie jego odłożenie w czasie. To zależy od wielu rzeczy. Nie wiemy, czy Putin wycofa się tylko do czasu zmiany prezydenta w USA, a potem uderzy ponownie. Nie wiemy też, kto przyjdzie po nim i jakie podejmie decyzje.

W Polsce patrzymy na Rosję przez pryzmat własnej historii. Nawet gdyby Putin odszedł, system władzy i elity, które stoją za rosyjską polityką, wciąż pozostaną. Rozumie pan te obawy?

Rozumiem to. I szczerze mówiąc, nie wiem, czy kiedykolwiek da się całkowicie zatrzymać takie zagrożenia. Wojny towarzyszą ludzkości od początku dziejów. Czy jutro może być lepiej? Mam taką nadzieję i modlę się o to. Ale czy kiedykolwiek zapanuje pełny pokój na świecie? Wątpię. Zawsze będą ludzie, którzy zamiast żyć w zgodzie, będą chcieli zabrać coś drugiemu. Tego, moim zdaniem, nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować.

A gdyby Polska została zaatakowana przez Rosję, czy pana zdaniem Amerykanie przyszliby jej z pomocą?

Nie mam co do tego wątpliwości. Polska i Stany Zjednoczone od lat są bardzo dobrymi sojusznikami. Zresztą w regionie, z którego pochodzę, obecne jest silne polskie dziedzictwo. Mamy tam także korzenie szkocko-irlandzkie, angielskie, meksykańskie i hiszpańskie, jesteśmy prawdziwą mieszanką kultur. Dlatego osobiście nie mam wątpliwości, że gdyby w Polsce pojawił się problem, Amerykanie stanęliby po waszej stronie, bo od dawna jesteśmy bliskimi sojusznikami.

Czytaj też:
Gen. Polko o nowym układzie sił. „Zaciśnijmy żelazną europejską pięść”
Czytaj też:
Przydacz o wspieraniu USA: Polska nie musi, ale inni powinni