W wyniku ataku armii filipińskiej we wtorek zginęło co najmniej 25 islamskich rebeliantów, przetrzymujących grupę cywilnych zakładników. Wielu buntowników jest rannych.
Rebelianci okopali się w bazie wojskowej na wzgórzach koło południowofilipińskiego miasta Zamboanga.
Jak podał we wtorek rano rzecznik sił rządowych na południu kraju, armia przed świtem przypuściła szturm na bazę rebeliantów pod Zamboangą; w akcji użyto samolotów szturmowych, śmigłowców bojowych i moździerzy. W wymianie ognia zginęło również dwóch z około czterdziestu zakładników, schwytanych dzień wcześniej przez zbuntowanych członków Islamskiego Frontu Wyzwolenia Moro, walczących o samostanowienie muzułmańskiego południa Filipin.
Rebelianci, popierający Nura Misuariego, zdymisjonowanego w ubiegłym tygodniu przez władze w Manili gubernatora Mindanao, autonomicznego regionu islamskiego, odmówili wcześniej złożenia broni i zaczęli brać zakładników spośród mieszkańców 750-tysięcznej Zamboangi. W nocy z poniedziałku na wtorek zagrozili zabiciem jeńców.
Islamscy separatyści z południa Filipin zerwali tydzień temu porozumienie, zawarte z rządem w 1996 roku, i zaatakowali armię na wyspie Jolo. Misuari ukrywał się w Malezji. W sobotę został aresztowany. Misuari pełnił urząd gubernatora Mindanao właśnie na mocy porozumienia z 1996 roku. W ostatnich tygodniach przeciwstawił się planom Manili, by przeprowadzić tam wybory powszechne. Z sondaży wynikało bowiem, że Misuari przegrałby elekcję, tracąc urząd.
Po wynegocjowaniu układu pokojowego z Misuarim ponad pięć tysięcy wiernych mu bojowników zostało włączonych do armii. To właśnie z ich grona wywodzą się obecni buntownicy, nawołujący do wznowienie islamskiej rebelii na pełną skalę i objęcia nią całego południe archipelagu. W wojnie na południu Filipin, zakończonej zawarciem porozumienia przed pięcioma laty, zginęło ponad 120 tysięcy ludzi.
IrP, pap
Jak podał we wtorek rano rzecznik sił rządowych na południu kraju, armia przed świtem przypuściła szturm na bazę rebeliantów pod Zamboangą; w akcji użyto samolotów szturmowych, śmigłowców bojowych i moździerzy. W wymianie ognia zginęło również dwóch z około czterdziestu zakładników, schwytanych dzień wcześniej przez zbuntowanych członków Islamskiego Frontu Wyzwolenia Moro, walczących o samostanowienie muzułmańskiego południa Filipin.
Rebelianci, popierający Nura Misuariego, zdymisjonowanego w ubiegłym tygodniu przez władze w Manili gubernatora Mindanao, autonomicznego regionu islamskiego, odmówili wcześniej złożenia broni i zaczęli brać zakładników spośród mieszkańców 750-tysięcznej Zamboangi. W nocy z poniedziałku na wtorek zagrozili zabiciem jeńców.
Islamscy separatyści z południa Filipin zerwali tydzień temu porozumienie, zawarte z rządem w 1996 roku, i zaatakowali armię na wyspie Jolo. Misuari ukrywał się w Malezji. W sobotę został aresztowany. Misuari pełnił urząd gubernatora Mindanao właśnie na mocy porozumienia z 1996 roku. W ostatnich tygodniach przeciwstawił się planom Manili, by przeprowadzić tam wybory powszechne. Z sondaży wynikało bowiem, że Misuari przegrałby elekcję, tracąc urząd.
Po wynegocjowaniu układu pokojowego z Misuarim ponad pięć tysięcy wiernych mu bojowników zostało włączonych do armii. To właśnie z ich grona wywodzą się obecni buntownicy, nawołujący do wznowienie islamskiej rebelii na pełną skalę i objęcia nią całego południe archipelagu. W wojnie na południu Filipin, zakończonej zawarciem porozumienia przed pięcioma laty, zginęło ponad 120 tysięcy ludzi.
IrP, pap