Putin zauważył, że liczy na to, iż ludzie, którzy pozytywnie oceniają rezultaty jego pracy jako prezydenta, a następnie premiera, przyjdą na wybory i zagłosują. - Istnieje jednak niebezpieczeństwo, iż wielu moich zwolenników może nie przyjść, uważając, że Putin i tak wygra, że coś tam zrobią, żeby zwyciężył - wskazał. - Otóż niczego robić nie będziemy. To również dlatego pozytywnie zareagowałem na inicjatywę utworzenia Korpusu Obserwatorów. Cały kraj powinien wiedzieć, że wybory będą uczciwe, a wyniki - obiektywne - dodał premier.
Putin zaproponował, by młodzi prawnicy z Korpusu Obserwatorów reprezentowali go jako kandydata na prezydenta. Opowiedział się też za obecnością w Federacji Rosyjskiej podczas wyborów obserwatorów z zagranicy, zaznaczając jednak, że nie powinni oni być stronniczy. - Współczesny świat powinien być otwarty. Stopień zaufania będzie się zwiększać, jeśli będziemy wzajemnie otwarci - powiedział.
Premier jest zdecydowanym faworytem marcowych wyborów. Według niezależnego Centrum Jurija Lewady, gdyby wybory odbyły się w trzeciej dekadzie stycznia, to Putin wygrałby je już w pierwszej turze, zdobywając 62 proc. głosów. Część ekspertów uważa jednak, że wybory te będą dla szefa rządu trudniejsze niż przewidują to sondaże i że konieczna będzie druga tura, w której zmierzy się on z przywódcą Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF) Giennadijem Ziuganowem. Wybory prezydenckie w Rosji odbędą się 4 marca. Oprócz Putina i Ziuganowa o najwyższy urząd w państwie ubiegają się także przywódca nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimir Żyrinowski, lider socjalistycznej Sprawiedliwej Rosji Siergiej Mironow i miliarder Michaił Prochorow.PAP, arb
