Putin zapłaci 127 miliardów euro za kiełbasę wyborczą?

Putin zapłaci 127 miliardów euro za kiełbasę wyborczą?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Władimir Putin przed wyborami obiecał Rosjanom bardzo wiele... (fot. EPA/ALEXEI NIKOLSKY/PAP) 
Koszt przedwyborczych obietnic premiera Rosji Władimira Putina, faworyta marcowych wyborów prezydenckich, to minimum 5,1 biliona rubli (równowartość ok. 127 mld euro) w ciągu sześciu lat - oszacował Sbierbank. O wyliczeniach banku napisał dziennik "Wiedomosti".
Centrum badań makroekonomicznych Sbierbanku przeanalizowało artykuł Putina na łamach "Komsomolskiej Prawdy" na temat polityki społecznej i obliczyło, ile będzie kosztować budżet realizacja obietnic premiera, który 4 marca będzie się ubiegać o trzecią kadencję na Kremlu. Za najdroższą obietnicę uznano podniesienie wynagrodzeń dla  nauczycieli, wykładowców wyższych uczelni i lekarzy, na co w ciągu sześciu lat (2012-2018) będzie trzeba wydać z budżetu równowartość 89 mld euro. Wartość pozostałych obietnic, np. rozszerzenie systemu dodatkowego kształcenia czy obniżenie spożycia alkoholu, jest niewiadoma, toteż, jak mówią autorzy obliczeń, nic dziwnego, że w artykule nie podano żadnych liczb.

Zdaniem autorów analizy nowe wydatki mogą naruszyć równowagę budżetową. Analitycy oceniają, że przy średniej cenie ropy naftowej 95 dolarów za baryłkę w latach 2012-2014 deficyt budżetowy wyniesie od 0,5 do 1,5 proc. PKB. Jeśli jednak cena ropy będzie wyższa - jak np. w roku 2011 (109 dol. za baryłkę) - to po raz kolejny Rosja odnotuje nadwyżkę budżetową (tzw. proficyt). Wzrost wydatków o 1 proc. PKB rocznie w  najlepszym wypadku zmieni proficyt na deficyt - dodają. Pozostałe obietnice premiera z innych jego artykułów mogą zwiększyć deficyt budżetowy do 3 proc. PKB - policzyła ekonomistka Julia Ceplajewa z BNP Paribas. To, jak mówi, oznacza albo wzrost państwowego długu publicznego albo wzrost podatków. - Doświadczenie pokazuje, że aby pozostawać popularnym w naszym kraju, należy stale mieć na uwadze wysoki wzrost gospodarczy i stale zwiększać wydatki - podkreśla ekonomistka.

PAP, arb