Po naciskach na Danię, przyszła kolej na Turcję. Rosja zażądała od Ankary zamknięcia działających w tym kraju fundacji i stowarzyszeń, pomagających Czeczenii.
Rosyjski ambasador w Ankarze, Aleksander Lebied oskarżył te organizacje o związki z czeczeńskimi terrorystami, którzy w ubiegłym tygodniu wzięli zakładników w teatrze w Moskwie.
Oświadczył, że władze Rosji są w posiadaniu niepodważalnych dowodów, iż terroryści z Centrum Teatralnego na Dubrowce rozmawiali przez telefon ze swoimi wspólnikami za granicą, w tym z Turcji. Ambasador wymienił w tym kontekście Stowarzyszenie Czeczeńsko-Kaukaskiej Solidarności.
"Czeczeńskie fundacje od dawna utrzymują kontakty zarówno z czeczeńskimi terrorystami, jak i z al-Kaidą" - twierdzi rosyjski dyplomata. Jego zdaniem, struktury te finansują czeczeńskich separatystów.
Tureckie MSZ chłodno oświadczyło na to, że władze w Ankarze wywiązują się ze swoich zobowiązań w międzynarodowej wojnie z terroryzmem.
em, pap