Pułapka na niedźwiedzia

Pułapka na niedźwiedzia

Ryzykowna ekspedycja na Bliski Wschód może zakończyć się dla Rosji nawet drugim Afganistanem.

Naloty i wysłanie wojsk rosyjskich do Syrii zostało ogłoszone przez Kreml jako chwalebny powrót rosyjskiego niedźwiedzia do grona światowych mocarstw. Niektórzy komentatorzy – choć mecz dopiero się zaczął – już odtrąbili sukces Moskwy i klęskę USA. Ale zanim na Kremlu wystrzelą korki szampana, warto postawić pytanie: czy Rosja, angażując się w Syrii, zmierzyła swoje zamiary na siły, czy też jednak parafrazując Józefa Stalina, „skutecznego menedżera” obecnie modnego na Kremlu, zakręciło jej się w głowie od sukcesów?

Lekcja afgańska

Po raz pierwszy od agresji na Afganistan w 1979 r. Moskwa zaangażowała się militarnie poza obszarem byłego ZSRR. Tak jak przed laty interwencja przedstawiana jest jako ekspedycja karna, która ma potrwać co najwyżej kilka miesięcy. Retoryka Kremla „małej wojenki gdzieś daleko” nie jest przypadkowa. Afgańska trauma głęboko tkwi w rosyjskim społeczeństwie. Niemal 70 proc. Rosjan jest przeciwnych zaangażowaniu militarnemu w Syrii.

Celem minimum Moskwy jest podtrzymanie chwiejącego się dyktatora Syrii Baszara al-Asada, tak jak w Afganistanie chodziło o posadzenie na tronie swojego człowieka. Optymalnym scenariuszem dla Moskwy, a koszmarem dla Zachodu byłaby radykalizacja opozycji i jej sojusz z Państwem Islamskim. Kreml chce udowodnić, że dzięki militarnemu potencjałowi jest równym Ameryce mocarstwem. Rozdaje karty na Bliskim Wschodzie, który stał się najważniejszą areną wielkiej gry światowych potęg. Nieprzypadkowo jedynie w Syrii Rosja zachowała po upadku komunizmu jedyną bazę wojskową poza byłym ZSRR. Angażując się w Syrii, Rosja ogłasza zastępczą wojnę (proxy war) z sunnickimi mocarstwami regionalnymi: Arabią Saudyjską i stojącymi za nią monarchiami Zatoki Perskiej oraz Turcją. To właśnie te państwa udzieliły kiedyś największego wsparcia powstaniu mudżahedinów w Afganistanie, które doprowadziło do rejterady Armii Czerwonej i rozpadu ZSRR. Bezwarunkowe wsparcie rzeźnika z Damaszku oznacza, że Rosja postawiła wszystko na jedną kartę, stając się w pewnym stopniu zakładnikiem Asada. Jego przetrwanie stało się bowiem papierkiem lakmusowym rosyjskiej potęgi.

Sen o potędze

Na potrzeby wewnętrznej propagandy Putin tłumaczy swoją agresję troską o bezpieczeństwo Rosji i Europy zagrożonej Państwem Islamskim. Ale cała ta argumentacja przypomina zachowanie piromana, który chce zostać strażakiem. W rzeczywistości Rosja nie chce zniszczenia Państwa Islamskiego do czasu, gdy nie zagrozi poważnie Asadowi. Utrzymujące się napięcie na Bliskim Wschodzie jest w interesie Rosji, która może w ten sposób prezentować się jako rozgrywający i odciągać uwagę Zachodu od przestrzeni poradzieckiej.

Z drugiej strony prawie nikt nie pyta o odpowiedzialność Rosji za zaostrzenie konfliktu w Syrii. „Nowaja Gazieta” przeprowadziła śledztwo dziennikarskie dowodzące jednoznacznie, że w odróżnieniu od Zachodu Moskwa od dawna przyzwalała na wyjazdy do Syrii swoich radykałów, którzy wyrzuceni z Kaukazu Północnego wzmocnili Państwo Islamskie. Warto pamiętać, że Czeczeni czy Dagestańczycy zwrócili się w stronę dżihadu w dużym stopniu w reakcji na brutalne prześladowania ze strony Rosjan.

Główny rozgrywający?

Moskwa kreuje się na głównego rozgrywającego w regionie, jednak nie ma kluczy do rozwiązania problemów bliskowschodnich. Rosja jest świetna w przeszkadzaniu, ale znacznie słabsza w budowaniu. Nawet jej potencjał szkodzenia ma swoje granice. Niedawno Rosja zadeklarowała, że sprzeda Iranowi rakiety S-300. Tyle że Kreml nie jest w stanie dostarczyć Iranowi broni, która odstraszyłaby USA przed ewentualnym atakiem. Amerykanie popełnili w ostatnich latach masę błędów na Bliskim Wschodzie, jednak to Waszyngton zachował szersze pole manewru w regionie niż Rosja skonfliktowana na dobre z sunnitami.

Układ sił w regionie będzie zależał także od rozgrywki USA i Rosji o względy Kurdów. Ci ostatni stali się po raz pierwszy w historii jednym z najważniejszych graczy w regionie. Amerykanie mają bliższe relacje z Kurdami niż Rosjanie. Głównym celem USA jest zacieśnienie współpracy Kurdów z opozycją syryjską przeciw Państwu Islamskiemu, co postawiłoby Rosję w bardzo trudnej sytuacji. Kogo wtedy będą bombardować – „islamskich terrorystów” współpracujących z zachwalanymi przez nią Kurdami? Konflikt w Syrii to system naczyń połączonych. Im bardziej Kurdowie będą walczyć z Państwem Islamskim, tym więcej sił opozycyjnych będzie mogło powstrzymać ofensywę Asada. Równie ważna jest kwestia porozumienia Turcji z Kurdami. Rosnące wpływy Rosji i Iranu w regionie, presja USA oraz spodziewany nowy sukces Kurdów w zbliżających się wyborach w Turcji mogą popchnąć Ankarę do zakończenia walk z kurdyjską partyzantką i powrotu do stołu negocjacyjnego, a w efekcie większej współpracy przeciw Państwu Islamskiemu.

Krótki dystans i pięta achillesowa

Słabością rosyjskiej polityki zagranicznej jest niewystarczająca refleksja na temat długoterminowych konsekwencji jej polityki. Szyici, sojusznicy Rosji, stanowią jedynie 15 proc. muzułmanów (i jeszcze mniejszą część wyznawców islamu w samej Rosji). Nie bez powodu w wielu państwach islamskich Rosja jest dzisiaj bardziej znienawidzona niż USA. Muzułmanie rosyjscy, stanowiący 15 proc. mieszkańców kraju, bardziej utożsamiają się z sunnickimi współwyznawcami mordowanymi przez Asada. Koszmarem dla Kremla może okazać się powrót z Syrii i Iraku na Kaukaz zaprawionych w bojach islamistów, którzy raczej nie osiądą na roli, lecz będą kontynuować dżihad przy cichym wsparciu bogatych prywatnych sponsorów znad Zatoki Perskiej.

Co najważniejsze, Rosja stała się po Iranie największym wrogiem Arabii Saudyjskiej, najsilniejszego gracza w regionie. Zdecydowany spadek cen ropy, który nastąpił w zeszłym roku, był w dużym stopniu związany z polityką szejków z Zatoki Perskiej. Uderzyli oni przede wszystkim w Iran, ale także rykoszetem w Rosję. Ta ostatnia mogłaby uzyskać koło ratunkowe, np. wsparcie finansowe z Rijadu czy Abu Zabi, gdyby nie była postrzegana jako poplecznik Persów (to pokazuje, jak niewielki wpływ ma kreująca się na światowe mocarstwo Rosja na kluczową dla niej kwestię ceny ropy.)

Saudowie i ich podopieczni z Zatoki Perskiej traktują rywalizację z Iranem, przy którym stoi Rosja, śmiertelnie poważnie. Rijad może przy tym liczyć na Ankarę. Dlatego najprawdopodobniej Saudowie podejmą – podobnie jak w Afganistanie 30 lat temu – rękawicę rzuconą przez Rosję w Syrii. Zniszczenie opozycji przez Rosję oznaczałoby bowiem cios w ich pozycję w regionie. Dlatego można spodziewać się dostaw broni przeciwlotniczej i przeciwpancernej z Zatoki Perskiej i Turcji dla opozycji na zdecydowanie większą skalę niż dotychczas. Rosja może wpaść w taką samą pułapkę jak zostawiona w Afganistanie 30 lat temu. Sen o potędze może zakończyć się potwornym kacem dla Kremla, gdy na YouTubie pojawią się zdjęcia z egzekucji rosyjskich jeńców. Jak mawiał Wiktor Czernomyrdin, rosyjski premier z epoki jelcynowskiej: „Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze”. ■

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZeżone

Autor jest DYReKTorem programowym konferencji Polska Polityka Wschodnia, organizowanej przez Kolegium eURoPY Wschodniej

Okładka tygodnika WPROST: 42/2015
Więcej możesz przeczytać w 42/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także