Siły irackie prowadziły walkę przeciw bojownikom IS w prowincji Anbar. Iracki minister obrony narodowej Khaled al-Obeidi powiedział, że siły powietrzne koalicji zostały wezwane w piątek do wsparcia armii w pobliżu Faludży, ponieważ helikoptery irackie nie były w stanie działać na tym terenie z powodu złej pogody.
Przedstawiciel armii amerykańskiej stwierdził, że wygląda na to, że atak koalicji spowodował straty w ludziach wśród irackich żołnierzy "pomimo koordynacji z irackimi siłami bezpieczeństwa na lądzie". Amerykańskie dowództwo koalicji przekazało kondolencje z powodu "nieszczęśliwej utraty życia przez dzielnych żołnierzy sił irackich na pierwszej linii frontu walki z Daesz".
Siły koalicyjne przeprowadziły dwa ataki, umożliwiając irackim żołnierzom szybkie przejście i walkę z dżihadystami. " Trzeci atak koalicji został przeprowadzony bez zachowania odpowiedniej odległości, co spowodowało straty także wśród naszych sił" - brzmi oświadczenie dowództwa.
Błąd po obu stronach
Ashton Carter, sekretarz obrony USA podczas sobotniej wizyty na okręcie USS Kaersarge w rozmowie z premierem Iraku Haider al-Abadim złożył kondolencje z powodu śmierci żołnierzy. - Obydwaj zgodziliśmy się, że jest to wydarzenie, którego obie strony żałują - powiedział Carter dziennikarzom po zakończeniu rozmowy, którą odbył na pokładzie Kearsarge. - To tragiczne, ale obaj przyznaliśmy, że takie rzeczy mogą się zdarzyć w czasie wojny - zaznaczył. Jak dodał, incydent był skutkiem "błędu po obu stronach". Carter poinformował, że nie będzie w tej sprawie prowadzone dochodzenie, a dalsza współpraca z wojskiem irackim nie jest zagrożona.
Washington Post, BBC
