Tłumacz zrobił swoje...

Tłumacz zrobił swoje...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Afgańczycy i Irakijczycy, którzy pomagali armiom koalicji, nie doczekali się wdzięczności. Dla Zachodu stali się piątym kołem u wozu, dla współbraci zdrajcami.

Wolałbym siedzieć w kanadyjskim więzieniu, niż zginąć tu bez powodu. W moim kraju nie ma dla mnie przyszłości i jestem przekonany, że prędzej czy później zostanę zabity – mówi Sajad Kazemi, który pod koniec stycznia za pośrednictwem serwisu Global News zwrócił się z dramatycznym apelem do kanadyjskich władz z prośbą o ponowne rozpatrzenie jego wniosku wizowego. 28-latek przez dwa lata pracował jako tłumacz dla kanadyjskiego wojska, które w ramach Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) stacjonowało w Afganistanie. A mimo to odmówiono mu azylu. Oficjalnie z powodu niespełnienia wymogów formalnych. To prawda, że zarabiał około 650 euro miesięcznie, czyli dziesięć razy tyle co jego statystyczny rodak, ale i warunki pracy miał nieporównanie cięższe i codziennie ryzykował życie. Niemal rok po zakończonej operacji w jego kraju on i blisko stu innych tłumaczy, którzy pracowali dla Kanadyjczyków, nadal jest w Afganistanie. Rząd w Ottawie odmówił im azylu, mimo że wielu z nich przedłożyło uwiarygodniające certyfikaty i listy z poparciem.

Więcej możesz przeczytać w 7/2016 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także