Afgańscy porywacze zagrozili zabiciem i zmasakrowaniem zakładników, jeśli ich rządy nie przestaną mieszać się w sprawy Afganistanu.
"Nie tylko obetniemy im głowy, ale porąbiemy ich, jak to się robi w Iraku" - powiedział Reuterowi mułła Iszak Manzur, rzecznik rozłamowej grupy talibskiej Dżaisz-ul-Moslaimin (Armia Muzułmanów), pytany, co grupa uczyni, jeśli jej żądania nie zostaną spełnione.
Uprowadzeni to trójka cudzoziemców, pracowników ONZ - kobieta z podwójnym obywatelstwem irlandzkim i brytyjskim, kobieta z Kosowa i dyplomata filipiński. Pomagali oni w organizowaniu pierwszych powszechnych i bezpośrednich wyborów prezydenckich w Afganistanie.
Do porwania doszło w czwartek w dość ekskluzywnej dzielnicy Karteh Parwan w centrum Kabulu, niedaleko hotelu Intercontinental. Siedmiu uzbrojonych mężczyzn zatrzymało samochód z oznaczeniami Narodów Zjednoczonych, pobiło kierowcę i pod groźbą broni wepchnęło troje cudzoziemców do półciężarówki z zaciemnionymi szybami.
em, pap