Partia Alawiego, Irackie Porozumienie Narodowe, dołączyła do sygnatariuszy apelu, wśród których są dwie główne partie kurdyjskie i partia byłego kandydata na prezydenta Iraku, Adnana Paczacziego, wpływowego przywódcę sunnickiego.
Na konferencji prasowej w sobotę Paczaczi powiedział, że "jest nie do pomyślenia, aby jakąś wielką i ważną część społeczeństwa irackiego można było pozostawić poza procesem politycznym".
"Musi się poprawić stan bezpieczeństwa, aby ludzie mogli głosować bez lęku, bez zastraszania i nacisków" - dodał Paczaczi.
Partie sunnickie i sunnicka Rada Ulemów domagają się przełożenia wyborów od czasu amerykańskiego szturmu na Faludżę, w trakcie którego doszło do nasilenia się walk w regionie sunnickim w środkowej i północno-zachodniej części kraju.
Arabscy sunnici stanowią 20 procent ludności Iraku, ale przez ostatnie 80 lat, aż do upadku Saddama Husajna, dominowali we władzach i siłach zbrojnych. Teraz część z nich obawia się utraty dotychczasowej pozycji i grozi bojkotem głosowania.
Główne świeckie partie polityczne, takie jak Irackie Porozumienie Narodowe, obawiają się z kolei, że w wyniku wyborów zostaną zepchnięte na margines przez islamskie partie szyickie.
Szyici, stanowiący 60 procent ludności kraju, za Saddama prześladowani, chcą, aby wybory odbyły się w terminie. Na terenach szyickich panuje obecnie względny spokój. Nawet zwolennicy radykalnego duchownego szyickiego Muktady al-Sadra, który w kwietniu i sierpniu wywołał dwie rebelie, teraz przygotowują się do walki o mandaty w zgromadzeniu narodowym.
Paczaczi powiedział, że decyzja o odłożeniu wyborów zapadnie po rozmowach z ONZ i komisją wyborczą, która otrzymała już petycję z apelem o przesunięcie głosowania.
Tymczasem przewodniczący irackiej komisji wyborczej Abdel Husajn al-Hindawi oświadczył, że nie jest władny spełnić żądań części partii politycznych, by zapowiedziane na 30 stycznia wybory powszechne odłożyć do lata.
"Jeśli o nas chodzi, wybory odbędą się w terminie przewidzianym przez ustawę zasadniczą" - powiedział Hindawi po posiedzeniu Irackiej Niezależnej Komisji Wyborczej. Tymczasowa konstytucja Iraku, przyjęta w marcu, przewiduje w artykule 2, że wybory powszechne nie mogą "w żadnym razie" odbyć się później niż 31 stycznia 2005 roku.
"Teoretycznie wyborów nie można odłożyć, chyba że nastąpi katastrofa polityczna" - dodał Hindawi. Zwrócił też uwagę, że komisja wyborcza jest ciałem technicznym, a nie ustawodawczym, wobec czego nie może sama decydować o terminie głosowania.
Przedstawiciele rządu, w tym premier Alawi, podkreślali dotychczas niejednokrotnie, że są zdecydowani, aby wybory odbyły się w terminie i zapowiadali, że zdążą w porę stłumić krwawą partyzantkę.
To, że Irackie Porozumienie Narodowe podpisało petycję, nie znaczy, iż sam Alawi popiera projekt przesunięcia wyborów. Politycy iraccy mówią, że Alawi pragnie doprowadzić do porozumienia w kwestii terminu wyborów i nie chce, aby posądzano go o chęć trwania przy władzy.
Alawi został premierem w czerwcu na czas do wyborów powszechnych, po których 275-miejscowe zgromadzenie narodowe ma wyłonić nowy rząd i uchwalić stałą konstytucję państwa. Zgodnie z tymczasową konstytucją z marca tego roku i rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ z 8 czerwca, wybory powinny odbyć się najpóźniej pod koniec stycznia 2005 r.
Zapytany, czy poparcie Irackiego Porozumienia Narodowego dla przesunięcia wyborów oznacza, że jest za tym również Alawi, Paczaczi odparł: "Doktor Ijad Alawi jako premier musi przestrzegać rezolucji Rady Bezpieczeństwa i tymczasowej konstytucji. (...) Jako przywódca partii politycznej może zająć odmienne stanowisko".
Paczaczi, 82-letni umiarkowany przywódca sunnicki, uważany powszechnie za nestora polityków irackich, powiedział, że na razie nie wiadomo, czy dojdzie do przełożenia wyborów, skoro sprzeciwiają się temu szyici.
Jakąkolwiek decyzję szyitów o przesunięciu terminu głosowania musiałby zaakceptować ich duchowy przywódca, wielki ajatollah Ali al-Sistani, który wielokrotnie podkreślał, że chce szybkich wyborów.
Paczaczi powiedział, że Sistani domaga się wyborów, ale nie musi to znaczyć, iż będzie obstawał przy terminie styczniowym. Dodał, że nie leżałoby w interesie szyitów przeprowadzenie wyborów, które reszta Irakijczyków uznałaby za niereprezentatywne.
em, pap