Ostatniego dnia uciekłem

Ostatniego dnia uciekłem

Arkadiusz Jakubik: „Rzezi wołyńskiej nie można dalej zamiatać pod dywan”
Arkadiusz Jakubik: „Rzezi wołyńskiej nie można dalej zamiatać pod dywan” / Źródło: KRZYSZTOF WIKTOR - FILM IT
Trzeba oczyścić atmosferę, nazywając rzeczy po imieniu – mówi Arkadiusz Jakubik o filmie „Wołyń”, w którym zagrał główną rolę.

Entuzjastycznie podszedłeś do pomysłu, by wydarzenia z Wołynia pokazać na ekranie?

Smarzowskiemu się nie odmawia. Wojtek robi dzisiaj najlepsze filmy w Polsce. Do tego jego kino dotyka najbardziej bolesnych polskich traum i cały czas ewoluuje pod każdym względem, zwłaszcza formalnym. Wystarczy porównać „Pod Mocnym Aniołem” z „Drogówką” i „Domem złym”.

Jednak żaden z jego ostatnich filmów nie był filmem historycznym i to o międzynarodowych odniesieniach, który może się odbić szerokim echem na Ukrainie.

Rok temu na festiwalu „Most” w Słubicach spotkałem się z ambasadorem Ukrainy, panem Andrijem Deszczycią. Powiedziałmi wprost, że wie doskonale, iż po premierze „Wołynia” wybuchnie skandal w jego kraju. Następnie usłyszałem, że on sam na ten film bardzo czeka i dobrze, że on powstaje, bo Ukraińcy powinni się skonfrontować z prawdą o Wołyniu. Uznać to, co się stało, za fakt i próbować to rozliczyć historycznie. Ambasador poinformował mnie wtedy, że powstała wspól na polsko-ukraińska komisja niezależnych politycznie historyków do badania tego, co dokładnie się tam wydarzyło. Wszystkie akta zgromadzone w IPN zostaną udostępnione stronie ukraińskiej i vice versa. Niestety, parę miesięcy temu od pani Ewy Siemaszko, wybitnej badaczki historii Polaków na Wołyniu w czasie II wojny światowej – polecam jej znakomitą monografię: „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” – dowiedziałem się, że rzeczywistość nie wygląda tak różowo i wciąż nie mamy pełnego dostępu do akt znajdujących się w Kijowie. Czyli to czego się najbardziej obawiałem, stało się faktem. Polityka wygrała z prawdą.

Myślisz, że polskie społeczeństwo jest gotowe na taki film? Niektórzy obawiają się, że może położyć się on cieniem na sąsiedzkich relacjach, że ludzie, którzy go obejrzą, już nie będą współczuć Ukraińcom walczącym obecnie z najeźdźcami i postawią ich na tej samej półce co Rosjan i Niemców.

Rzezi wołyńskiej nie można dalej zamiatać pod dywan, bo tego wymaga poprawność polityczna. Z drugiej strony duża część polskiego społeczeństwa, zwłaszcza młodych ludzi, nie wie dokładnie, co się wydarzyło wtedy na Wołyniu. Mamy 2016 r. Od 25 lat Ukraina jest niepodległym państwem. Polska jako pierwsza uznała jej suwerenność. Ukraina buduje fundamenty swojej państwowości na bohaterach walczących o jej wolność, a to nie były jedynie piękne życiorysy. Musimy razem się z tym rozliczyć i nauczyć się z tym żyć. Trudno jest budować zdrowe relacje sąsiedzkie, trzymając takiego „trupa” w szafie.

Myślisz, że polscy nacjonaliści po obejrzeniu „Wołynia” podejdą do tego tematu z taką wyrozumiałością, a nie atakiem furii?

Ale czy w związku z takim niebezpieczeństwem, skądinąd niestety bardzo realnym, ten film nie powinien powstać? Trzeba go zakazać, bo o istnieje groźba powrotu antyukraińskich nastrojów w ultranacjonalistycznej części polskiego społeczeństwa? Nie. I jeszcze raz nie. Ta część społeczeństwa też musi się z tym tematem skonfrontować. Ci ludzie muszą zrozumieć, że przyszłość naszego kraju trzeba bezpośrednio związać z naszymi sąsiadami. Trzeba tę atmosferę oczyścić, nazywając rzeczy po imieniu: Polacy na Wołyniu w 1943 r. stali się ofiarami masowej czystki etnicznej. Owszem, były ofiary po drugiej stronie, był odwet, ale ważne są proporcje i to, kto zaczął...

Czyli przekonał cię do tego filmu Smarzowski?

Nie musiał. Moja rodzina od strony ojca, babcia Aniela i dziadek Franciszek Jakubikowie, dokładnie w 1943 r. uciekała na bosaka ze Stryja przed Ukraińcami, którzy zarzynali każdego Polaka, który wpadł im w ręce. Niedawno podczas rodzinnej wyprawy do Krosna z ust „przyszywanej” ciotki, cudownej Marysi Przewłockiej, moi synowie pierwszy raz usłyszeli opowieść o tym, co dziadków spotkało. Właśnie w tym mieście wysiedli z pociągu w środku nocy, nie znając dosłownie nikogo. Przygarnęli ich jej rodzice, zupełnie obcy ludzie, i podzielili się z nimi jedzeniem, ubraniem, pomogli załatwić pracę. Przez ponad rok zapewniali im dach nad głową. Później dziadkowie pociągiem z repatriantami przewiezieni zostali do Gliwic, gdzie się osiedlili i gdzie urodził się mój ojciec. Opowieści o tym, co się wydarzyło wtedy na Ukrainie, są dla mnie czymś niebywale ważnym i to, że gram właśnie w „Wołyniu”, jest dla mnie prywatnie bardzo dużym przeżyciem.

Jak na ciebie wpłynęła praca na planie?

Było ciężko. Wyobraź sobie, że masz do czynienia z realistycznym do bólu światem kreowanym przez Wojciecha Smarzowskiego. Jak zawsze zresztą. A ja jestem takim typem aktora, który nie potrafi opowiadać anegdot na planie, by się zrelaksować, nie zwariować i dopiero, jak słyszy: „Kamera, akcja!”, to momentalnie wskakiwać w rolę. Ja muszę się non stop nakręcać. Lubię samotność. Chodzę własnymi ścieżkami. Cały czas rozmawiam ze sobą, jestem z postacią, którą gram. Atmosfera „Wołynia” była dla mnie tak ciężka, że ostatniego dnia poprosiłem produkcję o załatwienie mi transportu od razu po zdjęciach. Rano spakowałem się, zabrałem walizkę na plan i gdy padł końcowy klaps, szybko uciekłem, gdzie pieprz rośnie. Nie chciałem mieć już z tym światem nic wspólnego. Bo to świat straszny.

Jak długo ta rola jeszcze w Tobie siedziała?

Nie tak długo jak po „Domu złym”, gdy Środoń siedział w mojej głowie przez dobrych kilka miesięcy. Nie mogłem spać, pamiętam, że otarłem się wtedy o depresję. Nauczony tym doświadczeniem dzisiaj wiem już, jak sobie z tym poradzić. Trzebamieć inny alternatywny świat, w który można uciec. Dla mnie był to wtedy mój film „Prosta historia o morderstwie”. Zanurzyłem się w zupełnie inną rzeczywistość, zostawiając „Wołyń” daleko za sobą. Choć nie było to łatwe. Wszystko przez Ewkę Drobiec, fantastyczną osobę zajmującą się charakteryzacją i efektami specjalnymi, które cały czas mam przed oczami. Totalnie werystyczne „efekty” okaleczonych genitaliów, ściągania skóry z ręki, tak zwanych „rękawiczek”, zresztą ulubionych wtedy przez Ukraińców skalpów, potem jest wydłubywanie oczu… Moja postać, sołtys Maciej Skiba, wtedy dowódca oddziału wojskowego, wracający do swojej wołyńskiej wsi po przegranej kampanii wrześniowej, jest świadkiem zwierzęcych tortur Ukraińców. O tym ciężko jest zapomnieć.

Oglądając „Prostą historię o morderstwie”, można było wyczuć pewną inspirację Smarzowskim. Zwłaszcza przy pracy kamery w pierwszych scenach.

Inspiracja? Proszę bardzo. Nie ma się czego wstydzić. Dla mnie to komplement. Ale znam parę jego filmów i wiem doskonale, że strzeliłbym sobie niezłego samobója, próbując wchodzić w jego buty. „Prosta...” to jest zupełnie inny film, zupełnie inny świat, inaczej opowiedziany, sfotografowany. Inne wektory i pryncypia. Mój świat. Od początku chciałem jak najdalej uciec, zarówno w warstwie scenariuszowej, jak i obsadowej, od tego co robi Smarzowski. Było to czasami trudne, zwłaszcza w okresie postprodukcji, ponieważ montowałem film z Pawłem Laskowskim, z którym Wojtek pracuje przy każdym swoim filmie. W trakcie montażu często mówiłem Laskowerowi: „Nie rób mi tu tych patentów Smarzola!”. Stąd dużo statycznych kadrów.

Oparłeś się pokusie wystąpienia w większej roli we własnym filmie, jak zdarzało się to twoim kolegom po fachu, np. Bogusławowi Lindzie czy Markowi Kondratowi.

W swoich filmach to może występować Clint Eastwood czy Woody Allen. Ja nie potrafiłbym tych dwóch funkcji połączyć. Aktor jest od tego, by walczyć o swoją rolę, o każdą scenę, każdą kwestię i zbliżenie, a jeśli jest także reżyserem, to jest to nie do pogodzenia. Popełniłem ten błąd przy moim pierwszym filmie „Prosta historia o miłości” i wiele miesięcy zajęło mi zrozumienie, że na przykład scena, w której wydaje mi się, że super zagrałem, jest po prostu niepotrzebna w tym filmie. Spędziłem wiele godzin na kłótniach z facetem, który chciał ją usunąć. Nazywał się Laskowski. Teraz wiem, że miał rację.

W pierwszej wersji scenariusza „Prosta historia o morderstwie” nie była thrillerem kryminalnym.

Był to psychologiczny dramat obyczajowy o piętnie rodzinnym. Uświadomiłem sobie jednak, że ja jako widz lubię być wodzony za nos, zaskakiwany. Tylko von Trier może powiedzieć, że: „Reakcja ludzi nie jest najważniejsza. Pracując, myślę o sobie. Kręcę taki film, jaki sam chciałbym zobaczyć w kinie.” Gdy oglądam autorskie kino jego mniej zdolnych kolegów, boli mnie to, że reżyser robi film tylko po to, by uporać się ze swoimi fobiami, zapominając przy tym o widzu. Chciałem tego uniknąć, gruntownie przebudowując scenariusz, jednocześnie nie tracąc z oczu istoty tej historii. To wciąż opowieść o walce syna z ojcem, o tym, jak rodzi się zło, ale opowieść okraszona wątkiem kryminalnym, który do ostatniej minuty trzyma widza w niepewności „kto zabił”...

Chcesz tym filmem trochę prowokować widza?

Jak najbardziej. Chcę tym filmem stawiać pytania o człowieka, rodzinę i jej kondycję. O genezę zła i kłamstwa w rodzinie. Jak to zło powstaje? Jest taka gałąź teologii, nazywa się teodycea, która pyta, czy można pogodzić istnienie dobrego, sprawiedliwego Boga ze złem. To było punktem wyjścia. Dzisiaj bohater tragedii antycznej zadałby sobie pytanie, że może to nie klątwa rządzi losem człowieka, lecz człowiek klątwą. Że to nie my jesteśmy ofiarami piętna, lecz sprawcami. Więc może nie ma przeznaczenia i nie ma piętna? Może jesteśmy tylko my i nasze wybory? Dlaczego główny bohater „Prostej historii o morderstwie”, pomimo swoich najszczerszych intencji, zaczyna upodabniać się do ojca, z którym tak zażarcie walczy?

Główną rolę powierzyłeś świetnie zapowiadającemu się Filipowi Pławiakowi, który dał Już popis talentu w „Czerwonym Pająku”.

Bardzo długo szukałem odtwórcy głównej roli. Przez castingi przewinęło się mnóstwo bardziej lub mniej utalentowanych młodych aktorów. Castingi były trudne, wyczerpujące, również dla mnie. Na jednym z nich złamałem rękę. Poniosło mnie… (śmiech). Filip pojawił się bardzo późno. Gdy go zobaczyłem, czekającego na krześle w korytarzu, z długimi włosami, trochę alienującego się od reszty ludzi czekających na przesłuchanie, nie wiązałem z nim wielkich nadziei. Jednak gdy zagrał jedną z wybranych scen z innym aktorem, to aż ciarki przeszły mi po plecach. Choć to nie jest tak, że od razu po tym spotkaniu otrzymał tę rolę. Musiał jeszcze o nią trochę powalczyć. Ale zagrał koncertowo.

Widzowie już zapomnieli o Rysiu z „13 posterunku” czy cały czas ci go wypominają?

Pomimo tego, że minęło paręnaście lat od tamtego serialu, a ja zmieniłem się dość istotnie, zestarzałem się odrobinę, schudłem, wyłysiałem, niestety, nie mam już takiej szopy na głowie, to ludzie wciąż kojarzą mnie z tym nierozgarniętym policjantem. Gdy startowałem do roli sapera Rysia, w najśmielszych snach nie myślałem, że ten serial będzie miał taką siłę rażenia i na kilka lat wrzuci mnie do szuflady z napisem „debil z metalową ręką”. Wyobraź sobie, że nastolatkowie oglądają wciąż ten serial w necie i znają na pamięć dialogi. Dla mnie to jest szok. Minęło przecież 17 lat. Nawet na filmowych festiwalach, gdzie prezentuje się poważne filmy, podchodzą do mnie ludzie, gratulując najlepszej roli w moim dorobku – Rysia z „13 posterunku”. Ale nie mam z tym problemu. Tyle że teraz dokładniej czytam i analizuję scenariusze. Do tego radzę się żony, która jest moją główną recenzentką, czy brać daną rolę. Aktor ma twarz tylko jedną.

Przekonał się o tym Cezary Pazura, który w takiej szufladzie siedzi już dobrych kilka lat i np. u Smarzowskiego raczej by nie zagrał.

I tu cię zaskoczę. Smarzowski, z tego, co wiem, robił takie przymiarki. Chyba do „Pod mocnym aniołem” albo do „Wołynia” były takie rozmowy albo castingi. Nie wiem, czemu się nie udało. Czarek jest świetnym aktorem. Jeszcze zagra niejedną przejmującą rolę, zobaczysz.

Mówisz, że chcesz uciec od tego wizerunku „debila”, ale wciąż angażujesz się w takie dziwne produkcje jak „Kochanie, chyba cię zabiłem”. Dlaczego?

Czytając ten scenariusz, który wcześniej nazywał się dużo zręczniej – „Rykoszet”, wierzyłem, że da się z tego zrobić fajną komedię. Na poziomietekstu moja rola była chyba najlepiej wymyślona i skonstruowana ze wszystkich postaci. Policjant Graś, którego zagrałem, ze wszystkimi swoimi fobiami i zabobonami urzekł mnie. Zresztą jestem tak samo jak on, jedną wielką, chodzącą nerwicą natręctw... Poza tym ja cały czas czekam na propozycje scenariuszowe, które są trochę lżejsze. Nie chcę być aktorem grającym tylko w dołujących historiach. To była właśnie taka próba, może niekoniecznie trafiona. Przyniosła mi nawet nominację do „Węży”, których niestety nie dostałem, bo zgarnął mi je sprzed nosa Borys Szyc za miłość do GPS. Szkoda.

Wydałeś też ostatnio, w dość ciekawej formie, płytę „40 przebojów” w duecie z Olafem Deriglasoffem. Skąd taki pomysł?

Ten album jest ambitnym eksperymentem, inspirowanym twórczością ­Johna ­Cage’a i Johna Zorna, gdzie muzycznie panuje absolutny eklektyzm. Od electropopu, przez cyberpunk, techno, rap, do hardcore’u. 40 utworów, minipiosenek, skitów, niepotrzebne skreślić, z tekstami ­Vargi i Świetlickiego. Przy czym każda z tych kompozycji trwa niewiele dłużej niż minutę, niektóre wręcz po 20 parę sekund. Ta płyta idzie z duchem czasu. Zmieniła się percepcja ludzi. Zmieniło się słuchanie muzyki, oglądanie filmów, odbiór sztuki współczesnej. Wszystko dzieje się szybciej, mocniej, krócej. Idę o zakład, że za dziesięć lat w radiu, obojętnie, jak ono będzie wtedy wyglądało, piosenki będą trwały 60-90 sekund, nie więcej. Bo dłużej – to będzie już straszna nuda. Już dzisiaj rozgłośnie radiowe przyspieszają utwory, by miały nie więcej niż trzy minuty. Wycinają nawet solówki. Dlatego my dajemy im gotowy produkt. Nie trzeba nic przycinać. Minutowy kawałek i możemy przeskoczyć do reklamy. Dostosowujemy się do potrzeb obecnego rynku. A tak serio, to ta płyta powstała z potrzeby serca, dla nas i dla naszych przyjaciół. Dlatego uwolniliśmy ją w internecie, można ją pobrać legalnie ze strony: Jakubik-deriglasoff.pl. Miłego słuchania! g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 35/2016
Więcej możesz przeczytać w 35/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • Skrzypek na dachu IP
    Smutne ale na Ukrainie nie chca rozmawiac na ten temat .

    Spis treści tygodnika Wprost nr 35/2016 (1751)

    • 28 sie 2016, 20:00 Brak wiary w wolny rynek jest brakiem wiary w wolność – uważał amerykański ekonomista Milton Friedman. Gdyby jednak chodziło tylko o ekonomię… Możemy cieszyć się wolnością, większą niż kiedykolwiek, ale bywa ona tłamszona. Zagrożeń jest wiele. Najprostszy przykład: politycy... 4
    • 28 sie 2016, 20:00 Kanclerz Niemiec 26 sierpnia była gościem specjalnym szczytu V4 w Warszawie. Pierwszym punktem wizyty Angeli Merkel było spotkanie z premier Beatą Szydło. Później wzięła udział w konferencji z premierami państw Grupy Wyszehradzkiej –... 10
    • 28 sie 2016, 20:00 Futro Giertycha, marchewka Łukaszenki i dieta Kwaśniewskiego, czyli ogóry na koniec wakacji. WŁADZE TVP PRZEDSTAWIŁY JESIENNĄ RAMÓWKĘ. Doceniona zostanie kultura wysoka, w tym twórczość literacka, filmowa, teatralna i muzyczna. Nic nie... 14
    • 28 sie 2016, 20:00 Szkoła prywatna czy publiczna? Ile zajęć pozalekcyjnych? To tylko niektóre dylematy rodziców związane z pierwszym dzwonkiem. Podpowiadamy, jak przeprowadzić dziecko przez kręte ścieżki zmieniającego się systemu edukacyjnego. 16
    • 28 sie 2016, 20:00 Szczęście to nie jest cukierkowy świat, w którym rodzice siedzą z podręcznikiem „Jak wychować dziecko” – mówi Anna Jaroch-Okapiec, producentka serialu „Rodzinka.pl”. 19
    • 28 sie 2016, 20:00 Ogłosimy program finansowanych centralnie wycieczek dla uczniów do miejsc istotnych z punktu widzenia dziejów naszego kraju – zapowiada Anna Zalewska, minister edukacji narodowej. 20
    • 28 sie 2016, 20:00 Profesor Krzysztof Konarzewski, były szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, opisuje, gdzie pośród krajów europejskich znajduje się nasz system edukacji i gdzie znajdziemy się po reformie PiS. 24
    • 28 sie 2016, 20:00 Choć szczegóły reformy nie są jeszcze przesądzone, samorządowcy, dyrektorzy szkół i nauczyciele nie mają wątpliwości: czeka ich wyjątkowo trudny sprawdzian. 26
    • 28 sie 2016, 20:00 Możliwa utrata budżetowej dotacji, spadki w sondażach i wpadki lidera to główne problemy trapiące Nowoczesną równo rok od zarejestrowania partii. Ale są też dobre wiadomości – partia ma ciągle niezłe notowania. 28
    • 28 sie 2016, 20:00 Robert Biedroń, Barbara Nowacka lub Jan Ołdakowski mogą kandydować na prezydenta Warszawy z ramienia ruchów miejskich – ujawnia Jan Śpiewak, lider stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, jedna z osób, która ujawniła aferę reprywatyzacyjną w Warszawie. 32
    • 28 sie 2016, 20:00 Choć nie zdobyła medalu, jest największym polskim objawieniem igrzysk w Rio. 20-letnia Maria Andrejczyk z Podlasia postraszyła starsze rywalki i udowodniła, że w przyszłości będzie jedną z faworytek w walce o medale. 36
    • 28 sie 2016, 20:00 W epokowym dziele „Zadania rewolucji” Lenin twierdził, że aby przezwyciężyć opór kapitalistów wobec programu Rad, wystarczy nadzór ze strony robotników i chłopów nad wyzyskiwaczami i takie kary wobec opornych, jak konfiskata całego majątku połączona z krótkotrwałym aresztem. 38
    • 28 sie 2016, 20:00 Mali i średni przedsiębiorcy, którzy chcą zdobyć międzynarodowe rynki, nie muszą polegać tylko na swoich finansach. Dzięki Funduszom Europejskim mogą liczyć na wsparcie. 39
    • 28 sie 2016, 20:00 Mówią, że w Polsce na futbolu zarobić się nie da, bo ci, którzy próbowali, zapłacili za to grube miliony. Ale Dariusz Mioduski zaryzykował. Wyłożył własne pieniądze i w dwa lata zrobił z Legii najlepiej zarządzany piłkarski biznes w Polsce. Takie rzeczy udają się niewielu. 41
    • 28 sie 2016, 20:00 Wychowanie dzieci jest bardzo kosztowne, warto dodatkowo odkładać pieniądze, aby wesprzeć ich start w dorosłe życie. 44
    • 28 sie 2016, 20:00 Jeżdżą polskimi tramwajami. Piją kubusie. Chwalą Polaków – Bułgaria stała się rajem dla naszych przedsiębiorców. Jest ich tam już tak wielu, że produkują nawet… bułgarskie wino. 48
    • 28 sie 2016, 20:00 Pozdrowienia od milionera Tydzień temu dostałem e-maila od poszukiwanego listem gończym Piotra K., lansowanego jako najmłodszego polskiego milionera. Pierwszego miliona miał dorobić się na graniu w teledyskach, sprzedawaniu świerszczy i... 50
    • 28 sie 2016, 20:00 Ciecierzyca, soczewica, bób, groch, fasola – czy mogą zastąpić mięso? Tak! Rośliny strączkowe dostarczają naszemu organizmowi niezbędnego białka. Nasiona soi zawierają go aż do 40 proc.; fasoli, bobu, grochu i soczewicy – ok. 20 proc. Mięso – od 10 do 23 proc. 51
    • 28 sie 2016, 20:00 Zamieszanie po Brexicie jest głębsze, niż to się wydawało. Liderzy unijni robią dobrą minę do złej gry, za to Brytyjczycy próbują się połapać, w co właściwie grają. 52
    • 28 sie 2016, 20:00 Co miesiąc na świecie sprzedaje się 200 tys. bezzałogowców. Niektóre z nich w rękach islamskich terrorystów mogą stać się groźną bronią. 56
    • 28 sie 2016, 20:00 Być może niedługo producenci będą udostępniać w sieci gotowe projekty części zamiennych, a my będziemy je samodzielnie produkować w drukarkach 3D. Swój udział mają w tym polskie firmy. 58
    • 28 sie 2016, 20:00 Android na nowo WIELOZADANIOWOŚĆ, TRYB NOCNY, nowe centrum powiadomień czy opcja kalibracji ekranu – nowy Android 7.0 to cała masa nowinek. Właściciele najnowszych modeli telefonów lada dzień będą mogli aktualizować system, ci ze... 60
    • 28 sie 2016, 20:00 Odporność – to słowo, które wraz z rozpoczęciem roku szkolnego większość rodziców odmieni przez wszystkie przypadki. Jak ją budować i wzmacniać u dziecka? 62
    • 28 sie 2016, 20:00 Odpowiednie nawodnienie poprawia koncentrację, refleks i zdolność zapamiętywania takważne w szkole. 66
    • 28 sie 2016, 20:00 Według szacunków WHO za kilka lat aż 70 proc. ludzi będzie wymagało korekty wzroku. Szczególnie dotyczy to dzieci, które od najmłodszych lat psują go sobie, przesiadując przed ekranami smartfonów, telewizorów i komputerów. 67
    • 28 sie 2016, 20:00 Często powodem niechęci dziecka do czytania lub problemów z czytaniem jest nieodpowiednia korekcja wzroku lub jej brak – mówi Szymon Grygierczyk z firmy Hoya Lens Poland. 68
    • 28 sie 2016, 20:00 Astma to jedna z tych chorób, które nie jest łatwo zdiagnozować u najmłodszych pacjentów. Jednocześnie jest to jedna z najczęściej występujących chorób u dzieci. 70
    • 28 sie 2016, 20:00 To zabieg medyczny, który można wykonać w domu, a który jest jednocześnie skuteczny i przynosi ulgę w chorobach układu oddechowego, także w astmie wczesnodziecięcej. Na czym dokładnie polega? Co trzeba wiedzieć, aby aplikacja leku była efektywna? O tym mówi dr. n. med. Adam... 72
    • 28 sie 2016, 20:00 Wypadki w domu są codziennością. Zalanie, pożar czy kradzież to standardowe szkody, na wypadek których można się ubezpieczyć. Jak jednak zapewnić sobie ochronę przed stratami, których żadną miarą nie da się przewidzieć? 74
    • 28 sie 2016, 20:00 Uczenie się i praca mózgu podczas tego procesu to temat, który wciąż przynosi nowe odkrycia. Choć o ich zastosowaniu można dyskutować, prowadzą one do ciekawych wniosków. 76
    • 28 sie 2016, 20:00 Wojna i okupacja to nie tylko heroizm i walka z wrogiem, to także ciemny margines, który rodził oszustów. PRL-owska milicja i sądy tropiły ich przez dekady. 78
    • 28 sie 2016, 20:00 Wśród tamtych postulatów Solidarności było obniżenie wieku emerytalnego, a także naprawa sytuacji gospodarczej państwa. Oba postulaty są aktualne i dzisiaj – mówi Andrzej Kołodziej, sygnatariusz Porozumień Sierpniowych. 82
    • 28 sie 2016, 20:00 Trzeba oczyścić atmosferę, nazywając rzeczy po imieniu – mówi Arkadiusz Jakubik o filmie „Wołyń”, w którym zagrał główną rolę. 86
    • 28 sie 2016, 20:00 „Miles Davis i ja” to świetny przykład tego, jak zmienia się w ostatnich latach uzyczne (i nie tylko) kino biograficzne. Dokumentalną opowieść o życiu bohatera zastępuje dążenie do wyjaśnienia, na czym polega fenomen danego artysty. 90
    • 28 sie 2016, 20:00 Ostrygi były pokarmem biedaków, a homary – więźniów. Jarmuż na odkrycie czekał wieki, a na popularność sushi zapracowały gry komputerowe. Skąd się biorą kulinarne snobizmy i kto je kreuje? 92
    • 28 sie 2016, 20:00 Guillaume Musso, „Ta chwila” Albatros W Polsce za najpopularniejszego francuskiego pisarza od lat uchodzi Michel Houellebecq, ale nad Sekwaną numerem 1 na listach bestsellerów od lat jest Guillaume Musso. Może nie podejmuje w swoich... 95
    • 28 sie 2016, 20:00 ***** Już w momencie premiery, 40 lat temu, ten album wzbudził ogromne emocje i został obwołany jedną z najważniejszych płyt wszech czasów. Z perspektywy czasu ta przygotowywana przez dwa lata płyta nic nie straciła ani na znaczeniu, ani... 96
    • 28 sie 2016, 20:00 Jason Statham to dziś jeden z niewielu gwarantów dobrego kina akcji. Wysportowany, przystojny aktor stał się przez lata znakiem rozpoznawczym szybkich i ostrych filmów pełnych wybuchów, strzelanin i walk wręcz. Jak mało kto w tej branży... 97
    • 28 sie 2016, 20:00 Podczas wizyty w Krakowie papież Franciszek przypominał, jak ważna dla Jana Pawła II była historia Polski. Przypomniał też, że nie każda pamięć jest dobra, przestrzegł, że jest także zła pamięć, ale to jeszcze inny temat.... 98

    ZKDP - Nakład kontrolowany