Uzależniony od walki

Uzależniony od walki

„Gwiazdy” - kobiety mają głos
„Gwiazdy” - kobiety mają głos / Źródło: KinoŚwiat
Sebastian Fabijański został obwołany przez kolorową prasę najseksowniejszym polskim aktorem. W filmie „Gwiazdy”, który właśnie wchodzi na ekrany, gra jednego z głównych bohaterów. Nam opowiada o pracy nad rolą i miłości do piłki.

Rozmawiała Agnieszka Michalak

Jesteś kibicem?

Tak. Miłość do piłki zaszczepił mi ojciec. Jest kibicem, odkąd pamięta.

Ojciec opowiadał ci o Orłach Górskiego, rywalizacji Polonii Bytom i Górnika Zabrze w latach 70.?

Ma 51 lat, więc o Orłach Górskiego przekazywał mi to, co jemu przekazywano. Opowiadał mi natomiast o mistrzostwach świata w Hiszpanii i wyczynach Bońka, Smolarka, Szarmacha pod wodzą Piechniczka i o srebrnym medalu polskiej reprezentacji na igrzyskach w Barcelonie w 1992 r. Jeżeli mówimy zaś o piłce klubowej, to ojciec urodził się, tak jak ja, w Warszawie i kibicował Legii Warszawa. Zabierał mnie na mecze od małego, przesiąkałem tym.

A dziś?

Dziś nic się nie zmieniło. Mogę się niektórym narazić, ale Legia to mój ukochany klub. A cytując klasyka: „Ja nie mówię szeptem, gdy mówię, skąd jestem”. A urodziłem się w Warszawie, ojciec kibicował Legii, więc i do mnie to naturalnie przyszło.

Chodzisz na mecze?

Staram się być na każdym. Ale siłą rzeczy kibicuję też reprezentacji. Dzisiejsza kadra – z Robertem Lewandowskim, Kubą Błaszczykowskim, Łukaszem Piszczkiem czy Grzegorzem Krychowiakiem – to paka, o której ja, mam nadzieję, będę opowiadał swoim synom. Ci piłkarze pokazują, że dziś w tej dyscyplinie, która bardzo różni się od tej z przeszłości, mając predyspozycje zarówno psychiczne, jak i fizyczne, można zajść bardzo daleko. Taki jest mój filmowy Ginter – bo pewnie do niego zmierzasz: miał predyspozycje, ale okoliczności okazały się niesprzyjające i udało się nie jemu, ale jego najlepszemu kumplowi z podwórka. Zresztą polska reprezentacja widziała „Gwiazdy”.

I jak ocenili waszą pracę? Nie byli zdziwieni, że w filmie prawie nie ma scen na boisku?

Poszli za tą historią, więc chyba udało nam się stworzyć wiarygodny obraz. Nie byli zdziwieni, bo „Gwiazdy” to uniwersalna opowieść o ludziach. Piłka jest symbolem marzeń, a boisko miejscem, gdzie główni bohaterowie je ulokowali. Osią opowieści są losy Jana Banasia, ale historia opowiada o rywalizacji, przegranej, bólu, miłości. Ginter i Janek to są przyjaciele, ale jednocześnie najwięksi wrogowie. Czyli tak jak w życiu. Znam temat z autopsji.

W twojej branży to chyba dość powszechne?

Dlatego nie trzymam się kurczowo tego środowiska, nie lokuję w nim nadziei, trudno mi komukolwiek zaufać, nie wierzę w uśmiech, kiedy mijamy się z „kolegami” na ulicy czy premierze. Odciąłem się od życia towarzyskiego tzw. branży. Wolę patrzeć na to z boku. Obserwować, a nie uczestniczyć. Z szacunku do siebie i innych.

Zobaczymy, jak długo uda ci się być osobno…

Skoro do tej pory mi się udawało, dlaczego miałoby się to zmienić? Wiem, co teraz powiesz – że jestem na początku drogi itd. Ale tak samo mówiłem osiem lat temu, kiedy zaczynałem. Może byłem trochę głupszy, ale serce miałem to samo. Ubiegły rok był dla mnie pewnym sprawdzianem – „Pitbulla” w kinie obejrzało prawie 3 mln osób, „Belfra” w Canal+ może nie aż tyle, ale też był sukcesem.

Twoje role zostały dobrze przyjęte przez widzów.

Dlatego jeśli miałbym być podatny na wpływ show-biznesu, to bym się właśnie topił. A ja, jak widzisz, ciągle wolę stać na brzegu. Flesze i ścianki nie dają mi frajdy, wręcz przeciwnie, powodują duży dyskomfort.

Trzeźwe myślenie masz z domu?

Nie wiem, ale pewnie w jakimś stopniu tak. Duża w tym zasługa mojej mamy. Wiele też mi dał… ból, którego w pewnym momencie było aż nadto. Teraz uważam, że był niezbędny. Otworzył oczy.

Coś się wydarzyło?

Nic się nie wydarzyło. Po prostu przyszedł. Przed tym „zakrętem” tkwiłem w iluzorycznym poczuciu samego siebie. A tu jeb! Prawda mi spadła na plecy. Prawda, czyli smutek, lęk, śmierć – to wszystko, z czego jesteśmy skonstruowani, a przed czym uciekamy. Zaakceptowałem to i wydaje mi się, że dopiero teraz naprawdę patrzę na świat.

Brzmisz trochę jak twój filmowy Ginter, czyli chłopak ze Śląska, który u progu kariery jest zmuszony z niej zrezygnować. Chyba nietrudno było wejść w jego skórę?

Kiedy czytałem scenariusz – który wpadł mi w ręce całkiem przypadkiem – od razu wiedziałem, że zagram Gintera. Poczułem ból tego chłopaka, wiedziałem, gdzie on jest, może właśnie dlatego, że go znam. W filmie Ginter zostaje brutalnie sfaulowany przez Janka. To mu kończy karierę. Zaczyna się staczać, pojawia się alkohol i autodestrukcja.

I między nimi staje dziewczyna, w której obaj się kochają.

No właśnie, a Ginter traktuje ją jak puchar, którego już nie może zdobyć na boisku. Próbuje walczyć. Nie wiem, czy ją kocha, wiem, że chce wygrać i się zemścić. Skoro Janek zabrał mu piłkę, to Ginter chce zabrać mu kobietę. I pomimo że czułem ból tego chłopaka, to jednak jest między nami spora różnica. Ja inaczej dysponuję bólem, inaczej sobie z nim radzę – biorę go na klatę, akceptuję i uruchamiam autorefleksję. Porażka jest dla mnie największą inspiracją. Nie mszczę się. Zostawiam to życiu.

Nie wyglądasz na takiego, który odpuszcza…

Nie sądź książki po okładce (śmiech). Mam świadomość tego, jak można mnie ocenić na pierwszy rzut oka. Ale przestałem chcieć udowadniać, że jest inaczej. Jeżeli ktoś tak mnie odbiera – bardzo proszę. Może frytki do tego?

Jan Kidawa-Błoński historią Gintera i Banasia wraca na ukochany Śląsk. To reżyser, który lubi badać swoich bohaterów, stawiając ich w nieoczywistych, trudnych sytuacjach. Jak się z nim pracuje?

Przede wszystkim mieliśmy świetny fundament, jakim był scenariusz. Chociaż zanim wejdę na plan i tak zawsze siedzę nad tekstem i rozbieram go na części pierwsze. Analizuję każde słowo, każdy kontekst, szukam najlepszych rozwiązań dla filmu. Nie jestem łasy na fajerwerki aktorskie. Tego nauczył mnie Krzysztof Majchrzak, który w szkole teatralnej powtarzał – patrz na „sprawę” najpierw jak scenarzysta, potem reżyser, a na końcu jak aktor. Janek Kidawa-Błoński to szanował i akceptował wiele moich propozycji, nawet takich, które kompletnie zmieniały pierwotnie pomyślaną scenę. Jestem mu za to wdzięczny, bo czułem się potrzebny projektowi – nie tylko pokazywałem twarz i pajacowałem przed kamerą, ale byłem prawdziwym współtwórcą. Taka praca daje mi najwięcej satysfakcji.

Wspomniałeś o Krzysztofie Majchrzaku. Zanim się spotkaliście, przeszedłeś długą drogę. Zdawałeś do szkoły aktorskiej aż cztery razy – byłeś nieźle zdeterminowany.

Kiedy zdawałem po raz pierwszy, byłem głośnym, bezczelnym, warszawskim chłopaczkiem, który żuł gumę i nucąc hip-hopowe teksty, wpadł na egzamin właściwie przypadkiem i… był pewien, że wezmą go z pocałowaniem ręki. Przeszedł nawet do ostatniego etapu, ale w pewnym momencie jego agresywna bezczelność stała się przeszkodą. Skąd ta determinacja? Chyba stąd, że chciałem udowodnić sobie i tym, którzy mnie nie przyjęli, że – jak to mówił mój kumpel – „nie to, że będzie, co ma być, bo będzie po mojemu”.

Urażona duma?

I poczucie odrzucenia. Ale dziś jestem naprawdę wdzięczny losowi za to, że nie dostałem się od razu. Zadławiłbym się tą gumą… Finalnie dostałem się do krakowskiej PWST, ale po kilku semestrach mnie wyrzucili i wylądowałem w warszawskiej Akademii Teatralnej.

Dlaczego cię wyrzucili?

Do tej pory nikt mi nie uargumentował tej decyzji. Pewnie przez to, kim jestem. A raczej przez to, jaki ludzie myślą, że jestem. Do tych uprzedzeń i iluzji na mój temat trzeba dorzucić jeszcze próby dialogowania z pedagogami.

Wykłócałeś się?

Nie, chciałem rozmawiać. A w szkole teatralnej wykonuje się polecenia. Nie wiedziałem o tym. Liczyłem na wyrozumiałość i dialog, a nie na rozkazy i nadskakiwanie. Mam alergię na „musisz”, więc pytałem: „Dlaczego?”. A to się nie podobało. Mnie nie podobało się dopasowywanie do tych schematów i foremek. Całe szczęście, bo nie wiem, kogo by ze mnie ulepili. Bałwana pewnie. (śmiech)

Brak pokory w tym zawodzie bywa niebezpieczny…

Pokora to nadużywany termin, szczególnie w szkole teatralnej. Wiesz, czym dla wykładowców jest pokora? Podległością. A pokorę od podległości dzielą lata świetlne. W szkole musisz na każdym kroku udowodniać, że potrafisz, że się nadajesz. Uważałem i dalej uważam, że skoro ktoś się podejmuje kształcenia jednostek, to powinien uruchamiać w tych jednostkach autorefleksję, dawać im siłę, odwagę, wolność. Duża część studentów przyjeżdża do szkół z małych miejscowości i nagle widzą warszawskie wieżowce, monumentalny gmach szkoły teatralnej. W ich oczach ten gmach jest jeszcze bardziej monumentalny, a na zajęciach pedagodzy im mówią, co mają robić. I oni to robią, bo są zapatrzeni, owładnięci iluzją wielkości i nieomylności ludzi, którzy tam pracują. A fakty są takie, że w szkołach nie ma spójności edukacji, nie ma kształcenia w zgodzie z jakąś określoną metodą, nie ma żadnej opieki, nie ma odpowiedzialności. Nie dba się o indywidualności. Wszystkich wrzuca się do jednego wora. Przez cztery lata masz wrażenie, że się czegoś uczysz, jednocześnie żyjąc w ciągłym strachu, że cię wyrzucą. Potem wychodzisz ze szkoły, nie wiesz, kim jesteś, a na drogę dostajesz głębokie przekonanie, że nic nie umiesz. Szkoły powinny być świątynią rozwoju człowieka i budowania swojej tożsamości artystycznej. A testem na koniec edukacji powinien być test na odwagę.

Brzmi jak apel.

Chciałbym, żeby ci, którzy zdają do szkoły albo planują zdawać, mieli tego świadomość. Ja nie miałem. Może byłoby mi łatwiej.

Zdawałabyś po raz kolejny?

Tak, bo ze szkoły można wiele wynieść, tylko trzeba znać mechanizmy i ich źródło, żeby nie uwierzyć za bardzo w aurę bycia wybrańcem i pozostać czujnym. Ja miałem szczęście, spotkałem Krzysztofa Majchrzaka. To człowiek, dla którego, mam wrażenie, nie ma miejsca w dzisiejszym metroseksualnym, korporacyjnym świecie. Majchrzak to wrażliwy facet, idealista, słuchający sercem, który idzie pod prąd, bo inaczej nie da rady. Bardzo dużo mu zawdzięczam.

Pamiętam wasz dyplom „Ecce homo” – mocny, wzruszający seans. Grałeś główną rolę, psychoterapeuty.

To było piękne zdarzenie, bo nie chcę tego nazywać spektaklem. Bardzo mnie dużo kosztowało, ale było warto. Ludzie momentami reagowali wręcz histerycznym płaczem, spazmami czy nawet agresją, a to znaczy, że docieraliśmy bardzo głęboko. Były nawet plany przeniesienia tego na duży ekran, ale się nie udało, może kiedyś. To było moje pierwsze tak poważne zadanie aktorskie, drugim takim wymagającym podobnego poświęcenia była rola Cukra w „Pitbullu”.

…gdzie też cytujesz niemieckiego filozofa Schopenhauera.

To prawda. Skorzystałem ze znajomości jego filozofii i zaproponowałem Patrykowi Vedze, żeby Cukier podpierał się słowami Schopenhauera. Fajnie, że za tym poszedł. Ten bohater to chodząca skrajność. Posługuje się filozofią, ma cukrzycę, o którą nie dba, i jest emocjonalnie zaburzonym, bezwzględnym „gangusem”. Rollercoaster. Fascynująca robota.

Poza Schopenhauerem i Majchrzakiem masz innych mistrzów?

Janusz Gajos. Mam zaszczyt grać z nim w „Kamerdynerze” Filipa Bajona, jesteśmy w trakcie zdjęć. Wspaniały człowiek, wielki aktor, a przede wszystkim partner. Obserwuję to, co robi od lat i jak jest w tym wszystkim cwany – w dobrym znaczeniu, tzn. doskonale wie, co należy dać filmowi. Nie sili się na efekciarstwo.

W „Kamerdynerze” grasz tytułową rolę…

Tak, kaszubskiego ubogiego chłopaka, któremu podczas porodu umiera matka, a on zostaje przygarnięty przez majętną pruską rodzinę. Wkrótce też zakochuje się w swojej przyszywanej siostrze. Opowiadamy losy tragicznej miłości z historią naszego kraju początków XX w. w tle. Epickie kostiumowe kino z rozmachem. To będzie wspaniały film. Nie boję się tej deklaracji.

Fabijański mówiący po kaszubsku i grający na fortepianie?

Kaszubski to język, którego nie sposób zrozumieć, bo ma niewiele wspólnego z polskim. Na blachę trzeba po prostu wykuć całe zdania. Teraz najwięcej czasu poświęcam grze na fortepianie. Mam kilka utworów do zagrania w filmie, m.in Chopina, Schumanna. Siedzę po nocach i stukam w klawisze. Pozdrawiam sąsiadów! Zwariowałem dla tego instrumentu. Gdyby nie ból pleców i rąk, który staje się nie do zniesienia, nie wstawałbym ze stołka.

Raz bandzior, raz wrażliwiec. Dla aktora, którego tyle kosztuje przygotowanie do roli, to musi być emocjonalna huśtawka.

Majchrzak by powiedział: kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi. Ten zawód to ryzyko na każdym polu. To, co czasem robię dla roli, to schizofrenia kontrolowana. Chodzę z moimi bohaterami po ulicach, testuję na bliskich jakieś zachowania, kombinuję, gadam do siebie, zapisuję tony notatek, które za chwilę drę, bo ciągle coś mi nie pasuje, czegoś nie mam, coś jest niekompletne. Kiedy budowałem Cukra i kończyłem zdjęcia, nie szedłem na imprezę, tylko jechałem do domu i czytałem Schopenhauera. I nie dlatego, że miałem przerost ambicji, tylko potrzebowałem pożywki, pokarmu.

Urządzasz sobie psychodramy?

Nie. Nie idę tą drogą. Nie bazuję na wspomnieniach, nie ryję sobie bani, przypominając traumatyczne stany emocjonalne z mojego życia. Raczej czerpię z chwili, ze spotkania. Fascynującego spotkania. Bo nie skupiam się tylko na swojej roli, ale właśnie na relacji, więc może jest mi łatwiej. Ale są momenty, że bywam na skraju.

Nic dziwnego – dla Cukra byłeś na specjalnej diecie bez węglowodanów, teraz grasz na fortepianie, jeździsz konno i znowu trenujesz na siłowni do następnych filmów. Ile jesteś w stanie zrobić dla roli?

Okazuje się, że chyba wszystko. Jestem w stanie odłożyć życie prywatne, zaburzyć relacje z najbliższymi, odciąć się kompletnie od mojego świata i wejść w ten wyimaginowany – filmowy. A na tej diecie byłem dlatego, żeby podtrzymać niski poziom cukru, który powoduje pewien rodzaj niepokoju i rozdygotania. A ja uwielbiam takie ryzyko, kiedy testuję granice swojej wytrzymałości. Chyba największy stres miałem w „Pitbullu” przed sceną z pytonem. To było porypane. Ale dużo zyskałem – jako człowiek. Przekroczyłem kolejny raz jakąś granicę. Uwielbiam takie wyzwania. Szukam ich w każdym projekcie. Nawet jak ich nie ma w scenariuszu, to sam je dodaję. To mnie napędza i czuję wtedy wysiłek. Kocham być zmęczony, bo to oznacza, że stoczyłem jakąś walkę. A od walki jestem uzależniony.

Lubisz swoich bohaterów.

Nie zagrałbym w filmie postaci, której nie lubię i która mnie nie fascynuje. Raz bohater, którego grałem, mnie nie zachwycił i szybko znienawidziłem ten rodzaj dyskomfortu, który mi wtedy towarzyszył. Cukier urzekł mnie od razu, podobnie jak Adrian z „Belfra”, Ginter z „Gwiazd” czy Mateusz z „Kamerdynera”. Musi mnie rwać na plan, muszę czuć, że chcę być w skórze tego bohatera. Serce o tym decyduje. A moje jest zero-jedynkowe.

Po roli w „Ecce homo” myślałam, że zobaczę cię w teatrze.

Może kiedyś zobaczysz. Jak dotąd się nie złożyło. Może też dlatego, że o to nie zabiegam. Mam kłopot z ekspozycją aktora w teatrze – tu szeroki gest, tam głos postawiony na przeponie. Ten rodzaj aktorstwa nie jest mi jakoś specjalnie bliski. Zresztą w teatrach głównie panuje tryb etatowy i w spektaklach grają głównie ci, którzy są zatrudnieni na stałe, a ja na taki tryb bym się nie zdecydował. Nie moja grupa krwi. Muszę być wolny. Ale oczywiście nie wykluczam, że przyjdzie dzień, kiedy zakocham się w jakimś projekcie teatralnym i zrezygnuję z każdego filmu, żeby tylko móc zagrać np. Hamleta. (śmiech)

Polska to dobry kraj, by spełniać aktorskie marzenia?

Nie jestem jakoś specjalnie zafiksowany na konkretny kraj. Moje marzenia nie mają ograniczeń terytorialnych. Oczywiście chciałbym dotrzeć do jak największego grona odbiorców, ale nie mam napinki, że to musi być już, za chwilę. Wierzę, że moja droga prowadzi gdzieś dalej. Chcę zostawić kawałek siebie i coś dać. Tak jak mi dali ci, których podziwiam i którzy zmienili moje życie. Jak mówił Herbert: „Ocalałeś nie po to, aby żyć. Masz mało czasu, trzeba dać świadectwo!”. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 19/2017
Więcej możesz przeczytać w 19/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2017 (1785)

  • Rewolucje są tylko kwestią czasu 7 maj 2017, 20:00 Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie – wieszczył kanclerz Jan Zamoyski. No to spójrzmy. Historia pierwsza, obiegła w ubiegłym tygodniu Polskę. Uczennica zdająca maturę, podobno dobra, z klasy dwujęzycznej,... 3
  • Niedyskrecje parlamentarne 7 maj 2017, 20:00 BARDZO DUŻO DZIEJE SIĘ W OBOZIE ZJEDNOCZONEJ PRAWICY. Antoni Macierewicz, szef MON, mocno zezłościł się na komisję, która wypchnęła z partii jego najbliższego współpracownika Bartłomieja Misiewicza, uznając, że nie nadaje się on... 6
  • Obraz tygodnia 7 maj 2017, 20:00 33 mln zł tyle w 2016 r. Polacy wydali na szkocką whisky – szacuje Scotch Whisky Association. Czyni to z naszego kraju 16. rynek na świecie. Wygrana Football Baby i Karate Kid w jednym, czyli córka sportowej pary Lewandowskich, przyszła na... 8
  • Info radar 7 maj 2017, 20:00 Komedia pomyłek Słowa, że aktorzy oraz politycy to osoby o wielu twarzach, w numerze 16 „Wprost” stały się ciałem. Zawierzyliśmy bowiem agencji fotograficznej East News i przy tekście o Annie Smołowik, grającej w „Uchu Prezesa”... 10
  • Łódź (nie) łączy 7 maj 2017, 20:00 RAFAŁ GÓRSKI W UBIEGŁYM TYGODNIU W ŁODZI ROZPĘTAŁA SIĘ BURZA W ZWIĄZKU Z PROPOZYCJĄ PREZYDENT HANNY ZDANOWSKIEJ, która zaproponowała likwidację tramwajów podmiejskich. W ich miejsce miałyby się pojawić autobusy elektryczne i... 10
  • Zdarzyło się jutro 7 maj 2017, 20:00 W święto flaga wisi i powiewa. Tak jak konstytucja. 12
  • Wegetarianie wszystkich opcji… 7 maj 2017, 20:00 prof. Magdalena Środa, filozofka, feministka WSZYSCY ROZPACZLIWIE SZUKAMY PRZYCZYN OBECNYCH PODZIAŁÓW. Gdzie zakopany jest topór? Co nas najgłębiej dzieli? Jedną z niebanalnych odpowiedzi na to pytanie można znaleźć w książce Marty... 13
  • Magia polskich konstytucji 7 maj 2017, 20:00 CHĘTNIE WEZMĘ UDZIAŁ W REFERENDUM KONSTYTUCYJNYM. Po pierwsze, skoro głosowałem w referendum Bronisława Komorowskiego, to mogę w każdym. Po drugie, aby zrobić przyjemność obecnemu prezydentowi, którego lubię, mimo że niełatwo... 13
  • Gra o tron 7 maj 2017, 20:00 Współpracownicy Donalda Tuska twierdzą, że w 2020 r. były szef PO gotów jest stanąć do wyścigu prezydenckiego. Ten plan mogą jednak pogrzebać Andrzej Duda i… Grzegorz Schetyna. 14
  • Sędzia w marszu z Platformą 7 maj 2017, 20:00 JAN ŚPIEWAK Na portalu społecznościowym prof. Andrzej Rzepliński zaprosił mnie na demonstrację organizowaną przez PO. Wywołało to we mnie konsternację. Czy były sędzia Trybunału Konstytucyjnego powinien występować jako rzecznik... 20
  • Sukces nigdy nie jest ostateczny 7 maj 2017, 20:00 Nie mam pretensji do lidera PO za to, że podkupił nam posłów. Ale to nie znaczy, że mają nas oni oczerniać, używając kłamstw. 21
  • Manewry samorządowe 7 maj 2017, 20:00 Obrońcy samorządów i obecnej ordynacji wyborczej chcą protestować w Warszawie. Tymczasem żadnych zmian w prawie wyborczym nie będzie, bo PiS wycofał się ze wszystkich swoich pomysłów. Na razie. 22
  • Pan Adrian wychodzi z cienia 7 maj 2017, 20:00 EWA WANAT Pan Andrzej Duda przypomina mi czasami kukułkę w zepsutym zegarze. Całymi tygodniami schowany i nieobecny, jak np. w trakcie samobójczej szarży polskiej dyplomacji w Brukseli. A potem nagle, w jakimś zupełnie niespodziewanym... 25
  • Gdzie się leczyć? 7 maj 2017, 20:00 Przedstawiamy szpitale ortopedyczne oraz placówki zajmujące się terapią nowotworów przewodu pokarmowego, które leczą najszybciej i najskuteczniej. 26
  • Filadelfijski konsensus w Otwocku 10 maj 2017, 15:37 Odpowiednia logistyka wystarczy do skrócenia długich kolejek w ortopedii – mówi prof. Wojciech Marczyński ze szpitala im. prof. A. Grucy w Otwocku. 34
  • Ortopedia de lux 7 maj 2017, 20:00 O jakości leczenia mówią dr n. med. Grzegorz Adamczyk, ordynator CM Gamma, oraz dr n. med. Paweł Lis z Kliniki Lekmed. 36
  • Plan na czyste powietrze 7 maj 2017, 20:00 60 przeszkolonych ekodoradców i nawet 880 mln euro z Unii Europejskiej to plan władz Małopolski na poprawę jakości powietrza w regionie. 37
  • Braniccy kontra naród 7 maj 2017, 20:00 Spadkobiercy hrabiego Adama Branickiego od 19 lat walczą o odzyskanie majątku, w tym pałacu w Wilanowie. Muzealnicy dowodzą, że już przed wojną dobra te przejął Skarb Państwa. Za długi. 39
  • Szkoła sobków 7 maj 2017, 20:00 Polscy uczniowie nie lubią i nie potrafią współpracować – wynika z właśnie ogłoszonych badań. Bez tej umiejętności mają w przyszłości marne szanse na rynku pracy. 44
  • Kapitalizm Uber alles 7 maj 2017, 20:00 W ciągu trzech lat Polska stała się dla Ubera trzecim rynkiem w Europie. Ale miliony złotych zarobionych nad Wisłą denerwują coraz bardziej. 46
  • Dziurawa deska ratunku 7 maj 2017, 20:00 Fundusz Wsparcia Kredytobiorców praktycznie nie działa. Urzędnicy alarmują, że banki nie mają interesu, aby pomagać klientom, bo niewykorzystane środki mają wrócić na ich konta. 50
  • Hossa Bessa 7 maj 2017, 20:00 Górnik szuka sponsora Wśrodę w Katowicach rusza Europejski Kongres Gospodarczy. Jeśli pojawi się na nim wicepremier Mateusz Morawiecki, gorące powitanie mogą urządzić mu tam górnicy. Są wściekli, że wicepremier już ponad rok... 54
  • Północne eldorado 7 maj 2017, 20:00 Orły „Wprost” zawędrowały do Białegostoku – miasta, które powoli staje się regionalnym centrum biznesowym. 55
  • Business Gate nagradza 7 maj 2017, 20:00 TOP Profesjonalistów 2017 Liczy się jakość produktów i usług, zadowolenie klientów, profesjonalizm zespołu. W kwietniu br. najlepsi menedżerowie zarządzający w różnych branżach odebrali wyróżnienia TOP PROFESJONALISTA 2017 magazynu... 56
  • Dane jak złoto 7 maj 2017, 20:00 Internet rzeczy zmieni biznes, sposób produkcji i komunikacji. Kto się nie dostosuje, nie przetrwa – mówi Maciej Kranz, wiceprezydent Cisco. 58
  • Know How 7 maj 2017, 20:00 Czas na konserwatyzm Smartfony LG wyrosły wreszcie z młodzieńczego okresu eksperymentowania. Po modułowym LG G5 nadszedł czas na prostotę, elegancję i konserwatyzm. Taki jest właśnie G6, najnowszy flagowiec koreańskiej marki. Jak... 60
  • Sposób na polski węgiel 7 maj 2017, 20:00 Nowoczesna, wydajna i rentowna – taka ma być powstająca w Lubelskim Zagłębiu Węglowym kopalnia Jan Karski. Prairie Mining wierzy w sukces, dlatego inwestuje w polski węgiel. 62
  • Francuska dżuma albo cholera 7 maj 2017, 20:00 Z punktu widzenia Warszawy rywale we francuskich wyborach prezydenckich to fatalni kandydaci. Marine Le Pen za bardzo kocha Władimira Putina, a Emmanuel Macron najchętniej wyrzuciłby Polskę z UE. 64
  • Portugalska Częstochowa 7 maj 2017, 20:00 Papież jedzie do sanktuarium w Fatimie, które od 100 lat jest elementem tożsamości narodowej Portugalczyków. 69
  • Własne miejsce w Hiszpanii 7 maj 2017, 20:00 Słońce 300 dni w roku. 200 km urokliwych plaż. Po zapaści hiszpańskiego rynku nieruchomości Costa Blanca znów zaczyna ściągać międzynarodowych inwestorów, również drobnych. 71
  • Wzrok – król zmysłów 7 maj 2017, 20:00 Oczy są integralną częścią całego ciała, a ich praca jest z nim całkowicie zharmonizowana. Zdrowy organizm to zdrowe oczy. 72
  • Filtr dla oka 7 maj 2017, 20:00 Nie dbamy o oczy ani nie dostarczamy im tego, co pomaga je chronić. Efekt? Ponad 70 proc. dorosłych ma problemy ze wzrokiem. 74
  • Kiedy za mało jest łez 7 maj 2017, 20:00 Nasze oczy każdego dnia są narażone na różne czynniki drażniące. Dlatego tak istotne jest, by odpowiednio o nie dbać i je nawilżać. 76
  • Ostatni lot „Kościuszki” 7 maj 2017, 20:00 Do pasa lotniska Okęcie zabrakło im 40 sekund lotu. 30 lat temu doszło do najtragiczniejszej katastrofy w historii polskiego lotnictwa. Główni winowajcy nie chcieli przyjąć do wiadomości informacji o jej przyczynach. 79
  • Uzależniony od walki 7 maj 2017, 20:00 Sebastian Fabijański został obwołany przez kolorową prasę najseksowniejszym polskim aktorem. W filmie „Gwiazdy”, który właśnie wchodzi na ekrany, gra jednego z głównych bohaterów. Nam opowiada o pracy nad rolą i miłości do piłki. 82
  • Alfabet „Gwiazd” 7 maj 2017, 20:00 Każda produkcja filmowa ma swoje sekrety i triki. Nie można zdradzić ich wszystkich, bo czy kino zachowałoby wówczas swą magię? Z pewnością możemy jednak uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć o niektórych zdarzeniach z życia filmu. Uwaga, tego nie widać na ekranie! 84
  • Takie kopciuszki byliśmy... 7 maj 2017, 20:00 Nikt nie odbierze mi emocji, zaangażowania i przeżyć – mówi Jan Banaś, polski piłkarz, reprezentant i mistrz Polski. Rozmawiała Anna Serdiukow Widział pan film. Pewnie. Bardzo mi się podobał, no może za wyjątkiem kilku rzeczy.... 88
  • Jan Kidawa-Błoński: To się państwu spodoba 7 maj 2017, 20:00 KAŻDY PONOĆ MOŻE WYMIENIĆ PONAD STO KSIĄŻEK, które uważa za najlepsze, które w jakimś stopniu ukształtowały to, kim jest. Ja też mógłbym pewnie godzinami wymieniać ważne dla mnie tytuły, ale chcę się skupić na dwóch.... 90
  • Wydarzenie 7 maj 2017, 20:00 TEATR Do szczęścia bez księcia Nie Kopciuszek, a ogarnięta traumą po śmierci matki Młoda Dziewczynka; nie przystojny książę, a zagubiony i stroniący od ludzi młody mężczyzna; nie zła macocha, a opętana kultem młodości kobieta –... 92
  • Koniecznie! 7 maj 2017, 20:00 KSIĄŻKA Prawdziwi „Narcos” KULTOWY SERIAL „NARCOS” PRZYPOMNIAŁ niesamowitą historię Pabla Escobara, kokainowego barona z Kolumbii lat 80. i 90. Al Capone to przy nim druga liga. Escobar nie dość, że zarabiał setki milionów... 93
  • Powyżej średniej 7 maj 2017, 20:00 teatr Wspomnień czar Na polskich scenach coraz więcej polityki. Trochę tęskno za zgrabnie opowiedzianą historią i za zwykłym człowiekiem. Aby taki projekt się powiódł, wystarczy dobra literatura, dobry aktor i reżyser, który tej... 94
  • Bez entuzjazmu 7 maj 2017, 20:00 MUSICAL Bulwar bez blasku Sunset Boulevard” to w twórczości Andrew Lloyda Webbera tytuł nie najważniejszy, ale znaczący. Przedstawienie według filmu Billy’ego Wildera pomyślane jest tak, by stało się benefisem aktorki wcielającej... 96
  • Polityczne gwiazdy i meteory 7 maj 2017, 20:00 RYSZARD CZARNECKI Minęło już przeszło 30 lat (O tempora, o mores!), gdy zacząłem spotykać polityków znanych na arenie międzynarodowej. Zaczęło się od Belgii. Jako bardzo młody człowiek odwiedzałem rodzinę mojej matki chrzestnej –... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany