Oczy armii

Oczy armii

Polski wywiad wojskowy w Afganistanie ma się dobrze
Likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych sparaliżowała pracę polskiego wywiadu wojskowego. A jeszcze większe spustoszenia poczynił raport o likwidacji WSI. Tak twierdziła opozycja. Reporter "Wprost" sprawdził w Afganistanie, czy nowe polskie służby wojskowe w ogóle tam działają. Czy opozycja miała rację?Polska wysłała do Afganistanu najlepszych żołnierzy. Ale nawet najbogatsze doświadczenie nie jest w stanie uchronić przed niebezpieczeństwem. - Głównym zagrożeniem są samobójcy, miny pułapki i zdalnie sterowane ładunki wybuchowe - mówi gen. bryg. Marek Tomaszycki, dowódca Polskiego Kontyngentu Wojskowego Afganistan. Ryzyko ataku można jedynie zmniejszyć, zdobywając informacje o planach przeciwnika dzięki przychylności miejscowej ludności.

Pomocne klany
W klanowym społeczeństwie afgańskim autorytetem cieszy się starszyzna plemienna, która w zamian za szacunek i pomoc dla współplemieńców może ostrzec przed niebezpieczeństwem. Gorzej, gdy przeciwnikami żołnierzy są napływowi terroryści z krajów arabskich czy Pakistanu. Są oni nieprzewidywalni nawet dla afgańskich wieśniaków. Nawiązywanie nieformalnych kontaktów z przywódcami plemion i każdym, kto może podnieść bezpieczeństwo naszego wojska, to zadanie niedawno utworzonej Służby Wywiadu Wojskowego. Od jego skuteczności zależy los innych żołnierzy, dlatego SWW - jak podkreślają z zazdrością oficerowie innych formacji - ma do dyspozycji własne samochody. Nie oznakowane, nie różnią się niczym od tysięcy innych aut na afgańskich drogach. Jeżdżą nimi też komandosi z Lublińca, których pułk podlega teraz Dowództwu Wojsk Specjalnych. Na razie konwojują polskich VIP-ów podróżujących po Afganistanie. Wcześniej ochraniali naszych saperów w ramach operacji "Enduring Freedom".

Syndrom białej toyoty
Reporter "Wprost" obserwował, jak z polskiego obozu White Eagle w Bagram w kierunku Kabulu wyruszał konwój z ważną osobistością. Samochodami eskorty kierowali oficerowie wywiadu wojskowego. Ilekroć z naprzeciwka zbliżało się auto, kierowca ostatniego samochodu w konwoju zrównywał się z samochodem VIP-a, zmuszając nadjeżdżających do zjechania na pobocze. Na skrzyżowaniach blokowano auta wyłaniające się z lewej strony. Po wjeździe do Kabulu polski konwój minął miejsce, gdzie kilka tygodni temu samobójca w samochodzie wyładowanym materiałem wybuchowym usiłował zabić amerykańskiego ambasadora, taranując konwój pojazdów z ambasady USA. Od tamtego czasu w mieście panuje syndrom białej toyoty. - To coś takiego jak nasza poczciwa "czarna wołga", której bały się dzieci 30 lat temu - śmieje się oficer SWW. Na trzydziestym kilometrze, licząc od strony Kabulu, konwój pokonywał wąską przełęcz. Stoki gór są tam oddalone zaledwie 150-300 m od drogi. W czasie wojny Rosjanom nigdy nie udało się dłużej utrzymać tego miejsca. Ilekroć musieli dotrzeć z konwojem z Bagram do Kabulu lub w odwrotnym kierunku, zdobywali strategiczny przejazd.
Zapowiadana jeszcze w 2006 r. ofensywa talibów to głównie wojna psychologiczna. Wywiad musi być jednak cały czas czujny. Kręcąc się po Kabulu, żołnierze SWW zauważyli obecność wielu Rosjan - formalnie biznesmenów i turystów. Choć czasy się zmieniły, niektóre metody szpiegowskie są takie same jak 30 lat temu. Różnica polega na tym, że dzisiaj "turyści" nie zrzucają nagle ubrań - jak ludzie płk. Bojarinowa z jednostki Alfa, którzy w 1979 r. zaatakowali pałac prezydenta Hafizullaha Amina, dając sygnał do rozpoczęcia inwazji sowieckiej na Afganistan. Rosja Putina zadowala się wiedzą o kłopotach misji ISAF, do której nie oddelegowała nawet jednego żołnierza.
Oficerowie SWW unikają rozmów na temat Antoniego Macierewicza. Czy dlatego, że - jak mówi Marek Biernacki (PO) z sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych - wolą się nie narażać wszechwładnemu szefowi Komisji Weryfikacyjnej WSI, bo do Afganistanu musieli wyjechać przed zakończeniem weryfikacji? Skądinąd wiadomo, że z kierowanej przez Macierewicza Służby Kontrwywiadu Wojskowego pojawił się ponoć tylko jeden oficer. A zajęć dla służby bezpieczeństwa sił zbrojnych chyba nie brakuje, skoro przy wejściu do stołówki amerykańskie plakaty ostrzegają: "Szpiegostwo? Nie pozwól, by do tego doszło. Informuj swego oficera kontrwywiadu o każdej podejrzanej działalności".
Wizytę w Afganistanie zapowiedzieli już członkowie sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, która chce sprawdzić, jak wygląda osłona kontrwywiadowcza i zabezpieczenie wywiadowcze naszego kontyngentu. Będą na pewno zaskoczeni, gdy na miejscu usłyszą, że świetnie działający Humint (Human Intelligence, wywiad z osobowych źródeł informacji) mają w Afganistanie Rumuni, którzy wysłali tu aż 2 tys. żołnierzy.

Ulica Disneya
Przybywając do bazy w Bagram, w której stacjonują polscy żołnierze, można odnieść wrażenie, że jest się na wakacjach w egzotycznym kraju. Posiłek w amerykańskiej kantynie z kilkoma tuzinami dań do wyboru i piramidami owoców bardziej pasowałby do hotelu na Hawajach. Przybysza z Polski może też zmylić bogata oferta rozrywkowo-rekreacyjna bazy, w której stacjonuje ponad 10 tys. żołnierzy
Siłownie, boiska do koszykówki, rowery, kurs taekwondo prowadzony przez koreańskiego oficera, nauka tańca, lekcje hiszpańskiego i wycieczki samolotem bojowym. Wszystko za darmo. Do tego jeszcze dobrze wyposażone biblio- i medioteki. Główna arteria komunikacyjna bazy Bagram, ulica Disneya, zaludniona o każdej porze dnia i nocy młodymi chłopcami i dziewczętami uprawiającymi jogging, nie ma jednak nic wspólnego z twórcą Myszki Miki i Kaczora Donalda. Podobnie jak nazwy innych miejsc upamiętnia żołnierza poległego na lotnisku w 2002 r.
Baza w Bagram jest amerykańska, więc na robotach budowlanych i przygotowywaniu posiłków zarabia KBR, firma związana jeszcze kilka lat temu kapitałowo z Halliburtonem, którego prezesem był Dick Cheney. Wodę mineralną (używaną tu także do mycia zębów) i środki higieniczne dostarczają spółki ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Podobnie jest z jogurtami. W Kabulu natomiast w bazach ISAF zaczyna się strefa wpływów gospodarczych Niemców, Francuzów i Holendrów. Ogórki konserwowe są niemieckie, a majonez do frytek - holenderski. W pubach, które w godzinach 19-22 wydają piwo i wino, są do wyboru piwa irlandzkie, duńskie, holenderskie, australijskie, niemieckie, czeskie czy belgijskie. O żywcu, za którym tęsknią polscy żołnierze, nikt nie słyszał.
Okładka tygodnika WPROST: 20/2007
Więcej możesz przeczytać w 20/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 20/2007 (1273)


ZKDP - Nakład kontrolowany