Wiele lat temu na ekranach kin pojawiła się adaptacja „Ogniem i mieczem”. Reżyser, Jerzy Hofman, który kiedyś zrobił doskonały „Potop” oraz przyzwoity budżet gwarantowały klasę. Mój redakcyjny kolega, trylogiofil, biegł na pokaz przedpremierowy radosny. Wrócił zgnębiony. Co ci, Krzysiu? – pytamy poruszeni jego poruszeniem. Okazało się, że Hofman „nie kocha powieści, której poświęcił film”.
Deficyt miłości ujawnił się w braku sceny ze sławnym „Bar wzięty”. I faktycznie, to tak kultowy moment w „Ogniem i mieczem”, że nie sposób, będąc reżyserem, nie czuć radosnego bicia serca na myśl o jego przeniesieniu na ekran. Ale nie zabiło...
Nie kochają „Lalki”, nie kochają świata
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
